AI zmienia zasady gry? "Nie musi nas zaraz wszystkich wyłączyć".
Gdyby zredukować moją pracę do wokalnych eventów antenowych to już można mnie spokojnie zastąpić generatorem mowy. Może będzie trochę dziwacznie frazował i nieco sztucznie brzmiał, ale z czasem się wyuczy - mówił Jakub Janiszewski w podkaście "Dłuższa Rozmowa" w TOK FM.
Gdyby zredukować ją do zadawania pytań - poczułbym się trochę bezpieczniejszy, ale też nie w jakimś idealnym położeniu. Bo może i te pytania czasem są ciekawe, czasem trafne, a czasem nawet - bardzo chcę w to wierzyć - inspirujące lub zaskakujące, ale i tak mieszczą się w jakiejś ogólnej średniej i pewnie dobrze wyszkolony algorytm zdołałby je wygenerować.
Ale, tu się pocieszam, ja robię także coś innego, co w tę algorytmizację jeszcze nie wpada. A tym czymś jest jakaś próba budowania więzi i kontaktu z gościem, która czasem owocuje ciekawymi sytuacjami antenowymi, na które nie było z góry przewidzianego schematu. Mówiąc krótko, wiem kto ciekawie gada i z kim warto te kilkadziesiąt minut spędzić. Ale gdybym miał stworzyć regułę, która pozwoliłaby niezawodnie takiego idealnego gościa wytypować byłbym w kropce. Bo tu wchodzą w grę i personalne kontakty, i rozpoznanie bojem, i umiejętność słuchania, i jakaś tam zawodowa intuicja.
Krótko mówiąc - wierzę w to, że to nie z absolutnej przewidywalności płynie moja antenowa moc, tylko z jakiejś formy improwizacji. A to chyba najtrudniejsze do wyuczenia dla systemów sztucznej inteligencji generatywnej.
I stąd w zasadzie płynie pociecha dla nas wszystkich. Gdybyśmy mieli szczerze przyznać jak często w robocie nie wali się i nie pali, bo wszyscy, w mniejszym lub większym stopniu umiemy improwizować, być może zrozumielibyśmy lepiej, że AI nie musi nas zaraz wszystkich wyłączyć.
Nie wiem jednak jak długo ta pociecha będzie nam towarzyszyła, zważywszy fakt, że w ostatnich miesiącach media amerykańskie i brytyjskie grzmią o zaniku miejsc pracy dla tych z małym, lub żadnym doświadczeniem zawodowym. I że ten zanik to właśnie konsekwencja AI - nikt nie potrzebuje młodziaków, którzy umieją pisać kod, ale z szerszym funkcjonowaniem firmy mają już kłopot, bo zwyczajnie brakuje im obycia. Jeszcze nie nauczyli się improwizować.
Ale co jeśli nigdy się nie nauczą i za parę lat ten zanik najmłodszego zaciągu zacznie dawać o sobie znać na wyższych piętrach hierarchii? Mędrcy z zarządu, jakkolwiek by dla samych siebie młodo w lustrze nie wyglądali, wieczni nie są. Ktoś kiedyś musi przejąć stery.
Ale jest też kwestia szersza. Na ile to powszechne? Naprawdę nie zatrudniają już ani w banku, ani w szpitalu, ani w urzędzie, panno Lalu? Jak to właściwie jest z tym zanikiem miejsc pracy dla młodych i czy nie jest to aby kolejna brednia, którą wygenerowała AI?
Źródło: TOK FM