,
Obserwuj
Ludzie

"To jest teraz główny cel" Rosji. "Powiem wprost: żarty się skończyły"

6 min. czytania
22.09.2025 06:18

Rosja walczy nie tylko na froncie. Kreml - jak przypomina prof. Agnieszka Demczuk - od dawna chce przejąć kontrolę "nad naszymi umysłami". - Żarty się skończyły. Pora, abyśmy wszyscy wzięli odpowiedzialność za słowa. Nie można budować swoich zasięgów na dezinformacji - ocenia ekspertka, która pracowała w Komisji do spraw rosyjskich i białoruskich wpływów. 

fot. Maxim Shemetov/Associated Press/East News

Prof. Agnieszka Demczuk w swojej pracy naukowej zajmuje się m.in. tematyką dezinformacji. Pracuje w Katedrze Systemów Politycznych i Praw Człowieka na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Weszła w skład Komisji do spraw rosyjskich i białoruskich wpływów, kierowała w niej zespołem do spraw dezinformacji. Działania Rosji w tym zakresie obserwuje i opisuje od wielu lat. Nie ma wątpliwości, że weszliśmy obecnie w trzecią fazę wojny informacyjnej. 

- Jeśli chodzi o wojnę informacyjną Rosji przeciwko Polsce, a szerzej - przeciwko państwom NATO - to przybrała ona obecnie postać gorącej fazy, trochę takiego właściwie trzeciego etapu tej wojny. Dlaczego? Pierwszy etap był tuż po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę w 2022 roku. Rosji nie udało się wtedy - choć próbowała - obniżyć  w Polsce zaufania, entuzjazmu, pomocy wobec uchodźczyń ukraińskich i dzieci. To trwało kilkanaście miesięcy.  Już wtedy mieliśmy wiele incydentów i narracji dezinformacyjnych. I w którymś momencie zaczęły się pojawiać pewne operacje typu: "To nie nasza wojna", "Stop ukrainizacji Polski". Wtedy już wielu polityków i  influencerów weszło w ten dyskurs, powielając, komentując, robiąc ogromne zasięgi. Czyli akcja wymierzona w relację polsko-ukraińską okazała się skuteczna. Drugi etap to jest ten etap - właśnie to, co się stało 9-10 września, czyli drony nad Polską i przekierowanie uwagi na Ukraińców, że to oni są właściwie temu wszystkiemu winni. Co się okazało? Że my przypisujemy odpowiedzialność za te drony w 38 proc. Rosji, ale aż w 36 proc. Ukrainie. Czyli nazywając rzeczy po imieniu: Rosja wysyła drony, a my się kłócimy, kto je zrzucił. Świetna sprawa dla Rosji skłócenie nas między innymi na tym tle - mówi profesorka. 

Obecnie jesteśmy w trzecim etapie. - On będzie szedł w kierunku dalszego osłabiania zaufania do NATO. Obecne 94 proc. Polaków ma zaufanie do wojska, NATO cieszy się zaufaniem 75 proc. Polaków i to jest ta liczba, którą Rosja będzie chciała rozbić. Czyli jednym z celów strategicznych Rosji jest osłabienie Zachodu, jedności Unii Europejskiej, NATO, odciągnięcie niejako Polski od pozostałych państw. To jest teraz główny cel i musimy o tym pamiętać - dodaje nasza gościni.

W co gra Rosja? 

Prof. Demczuk podkreśla, że "do tego dochodzi wojna psychologiczna i wojna kognitywna". - O przejęcie kontroli nad naszymi umysłami, nad naszym myśleniem. Rosja straszy Polaków i państwa NATO od lat, że jest bardzo silna, że wygra, że nikt jej nie zwycięży. A jeśli ktoś będzie próbować, to Rosjanie uruchomią straszaki nuklearne. To jest właśnie zastraszanie, czyli operacje psychologiczne. I tu pojawia się przekaz antyukraiński, antyszczepionkowy, deprecjonujący naszych żołnierzy. Z jednej strony chodzi o wpływanie na nas, narzucanie nam określonego myślenia, ale także robienie z tego wszystkiego bardzo dużego chaosu i zamętu. Celowo i świadomie - ostrzega naukowczyni z Lublina.

I dodaje, że nagłaśniają to też politycy z prawej strony. - Powiem wprost: żarty się skończyły. Pora, abyśmy wszyscy wzięli odpowiedzialność za słowa. Nie można budować swoich zasięgów na dezinformacji, a część polityków tak właśnie robi, nie przewidując konsekwencji. Dlatego, to apel do wszystkich: zastanówmy się trzy razy nad tym, co skomentujemy, co puścimy dalej, co przekażemy znajomym. Dodatkowo wyciszmy się choć trochę od sieci społecznościowych. Nie scrollujmy w nich non-stop, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Szukajmy wiarygodnych źródeł informacji, nie ulegajmy nagłówkom: "Tylko u nas", "Tylko my do czegoś dotarliśmy" - radzi moja rozmówczyni.  

Redakcja poleca

Internet, czyli królestwo dezinformacji. "Maskirowka" 

Ekspertka zwraca też uwagę na tzw. maskirowkę. Chodzi m.in. o aktywność w cyberprzestrzeni, która jest ukierunkowana na kreowanie opinii publicznej, wzbudzanie niepokojów i wykorzystywanie społecznych obaw czy mitów. 

- Starajmy się powstrzymać swój apetyt na zasysanie ogromnej ilości informacji. To tsunami informacyjne i w pandemii miało miejsce, później na granicy polsko-białoruskiej, specjalna operacja kognitywna, świadoma, intencjonalna. Muszę powiedzieć, że tego będzie jeszcze więcej. Nie mam wątpliwości, że będzie jeszcze gorzej. Na dziś kluczowe jest pytanie, na ile my tu i teraz będziemy w stanie zachowywać się proaktywnie? Na ile bardzo w krótkim czasie nabędziemy te zdolności medialne, żeby weryfikować informacje i zawierzać tym źródłom, które są sprawdzone? - zastanawia się prof. Agnieszka Demczuk. I dodaje, że nie może być tak, że reagujemy wyłącznie reaktywnie np. dopiero po ataku dronów. 

- Rocznie szacuje się, że Rosja przeznacza nawet 4 mld dolarów na media, fabryki trolli, rozwój sztucznej inteligencji, fake newsy. Do tego słynna Agencja Badań Internetowych słynna, kiedyś finansowana przez Jewgienija Prigożyna. (To) agencja projektowania społecznego, która ogromną furorę zrobiła w sianiu komentarzy negatywnych. W ciągu miesiąca pojawiły się w sieci 33 mln negatywnych  komentarzy dotyczących relacji polsko-ukraińskiej. My w Polsce mamy lata zaniedbań wielu rządów, polityków. Nie ma edukacji medialnej, nie ma komunikacji strategicznej rządzących z Polakami. Coś zaczyna się robić, ale wciąż jest to za mało. To musi być praca profesjonalistów, praktyków, dziennikarzy, ekspertów. Musimy zacząć w końcu działać proaktywnie, a nie tylko reaktywnie i defensywnie - ocenia gościni TOK FM. 

Redakcja poleca

Chodzi o szybkie reagowanie na dezinformację i fake newsy, ale też działania wyprzedzające. Musimy sobie zdawać sprawę, że Rosji zależy na tym, by wpływać - tu i teraz - na nasze postrzeganie rzeczywistości. - To jest właśnie ten cel - dodaje prof. Demczuk. 

Co zniszczyło dom w Wyrykach? "Przestrzegam wszystkich rządzących"

Gościni TOK FM przyznaje też, że w jej ocenie zamieszanie z rakietą, która spadła na dom w Wyrykach na Lubelszczyźnie, oraz to, że szybko w tej sprawie doszło do konfliktu między rządem a prezydentem, to też może być działanie Rosji.

- Nie szukam winnych, bo nie jestem od tego, ale przestrzegam wszystkich rządzących. Mamy dualizm władzy wykonawczej, mamy rząd, który rządzi i pana prezydenta, który reprezentuje i spotyka się. I  naprawdę pewne rzeczy wymagają milczenia, to znaczy należałoby troszeczkę więcej milczenia wprowadzić w tę kuchnię polityki. W tym sensie, że OK, spadła rakieta, wielki dramat, współczucie dla tej rodziny - odbudowujemy, ale rozmawiamy za kulisami, zamykamy temat i idziemy dalej. Nie rozgrzebujemy tego dniami, miesiącami, bo to jest bardzo na rękę Rosji, Białorusi. Proponuję trochę więcej powagi i jednocześnie zdecydowanie mniej sensacyjności - mówi naukowczyni. 

Wskazuje też, że to Rosja - chcąc popsuć polsko - ukraińskie relacje - wyciąga z szafy temat Wołynia i podgrzewa atmosferę wokół tego. - Ilekroć będziemy się kłócić o to z Ukraińcami, a nie rozmawiać o pamięci i pojednaniu, to Rosja będzie tylko zacierać ręce. Chcę też dodać coś jeszcze: niektórzy pomylili wolność słowa z dowolnością słowa. Uznają, że pisać i mówić można wszystko. Uznają, że wolność jest totalna. No nie, musimy się umówić na pewne ograniczenia. Oczywiście w duchu wolności wypowiedzi, wolności mediów. Ale po prostu zmieniły nam się paradygmaty - wyjaśnia prof. Demczuk. 

Redakcja poleca

Co możemy zrobić?

Nasza rozmówczyni uważa, że każdy z nas powinien spojrzeć na własne działania. - Na ile my palcami, klawiaturą, scrollowaniem przyczyniamy się dalej do wytwarzania szumu dezinformacyjnego. Pamiętajmy, że to, co jest bardzo emocjonalne, "szokujące", "pilne" powinno zwrócić naszą uwagę, zapalić czerwoną lampkę. Bo to często jest bardzo dziwne, jak ktoś pisze, że nigdzie tego nie przeczytasz. Czyli ten ktoś ma jedyną wyłączność na jakąś informację? Bzdura. W większym stopniu zdajmy się na tradycyjne media, na efekt pracy dziennikarzy, którzy są fact checkerami, weryfikatorami, sprawdzają informację na dziesięć sposobów, zanim ją podadzą. To jest właśnie ta odpowiedzialność dziennikarska - mówi.

Naukowczyni radzi też, żeby robić sobie "detoks od mediów społecznościowych". I ostrzega, że w przypadku nadmiaru informacji - a tak bywa, gdy non stop korzystamy z social mediów - "tracimy uważność i łatwiej jest nami manipulować". - Cyberprzestrzeń to ogromny konglomerat dezinformacyjny i Rosja to świetnie wykorzystuje. Kluczowe jest, aby wzmocnić się na dezinformację, aby wypracować mechanizmy i jej nie ulegać - podsumowuje ekspertka z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.

Źródło: TOK FM