,
Obserwuj
Kujawsko-pomorskie

W urzędach nie chcą brać wolnego. Gminy muszą wypłacać krocie za zaległy urlop. Inspekcja Pracy wszczyna alarm

3 min. czytania
10.05.2023 13:31
Samorządowcy mają ogromne zaległości w wykorzystywaniu urlopów - alarmuje Okręgowy Inspektorat Pracy w Bydgoszczy. U rekordzistów to nawet 80 dni zaległego wypoczynku. To problem, bo są sytuacje, że za niewykorzystany urlop trzeba wypłacić ekwiwalent. W przypadku samorządowców i urzędników - z publicznych pieniędzy. - Ostatnio pani skarbnik z jednej z gmin odchodziła na emeryturę i otrzymała 42 tysiące złotych na rękę - słyszymy.
|
|
fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl / Agencja Wyborcza.pl

Pracownikowi zatrudnionemu na etacie powyżej 10 lat przysługuje - w danym roku kalendarzowym - 26 dni urlopu, a jeśli jest to osoba niepełnosprawna - 10 dodatkowych dni. Jeśli ich nie wykorzysta w całości w danym roku, powinien to zrobić najpóźniej do końca września roku następnego. Co ważne - urlopu nie można się zrzec. Tyle teoria. Praktyka - zwłaszcza w samorządach - wygląda zupełnie inaczej.

42 tysiące złotych na rękę za 80 dni zaległego urlopu

- Jest problem z osobami funkcyjnymi. Mam tu na myśli prezydentów, burmistrzów, wójtów, skarbników czy sekretarzy, którzy często miewają po 30-40 dni zaległego urlopu. Rekordziści nawet i więcej - wylicza Okręgowy Inspektor Pracy w Bydgoszczy Andrzej Bugalski. - Problem jest wtedy, gdy taka osoba idzie na emeryturę czy kończy się jej kadencja. Wówczas pracodawca ma obowiązek rozliczyć ją z urlopu. Kwoty, które należą się z tytułu takiego ekwiwalentu, są wówczas naprawdę duże - dodaje.

Inspektor podaje przykład urzędniczki z jednej z kujawsko-pomorskich gmin, która niedawno przechodziła na emeryturę. - Pani skarbnik wyliczono, na podstawie około 80 dni zaległego urlopu, kwotę 42 tysięcy złotych netto - mówi Bugalski. - Do tego otrzymała 6-miesięczną odprawę, więc to już są kwoty łącznie rzędu 100 tysięcy złotych i stanowią poważne obciążenie dla mniejszych gmin - dodaje.

Ekwiwalent płacimy z naszych podatków

Aby wyliczyć ekwiwalent za niewykorzystany urlop wypoczynkowy, stosowany jest współczynnik ustalany na każdy rok kalendarzowy oddzielnie. W 2023 roku wynosi on 20,83. Działanie, za pomocą którego taki ekwiwalent można wyliczyć, wygląda następująco: [365 dni roku - (53 niedziele + 10 dni świątecznych + 52 dni wolne)] : 12 = 250 dni : 12 = 20,83.

Przykład? Monika pracuje od poniedziałku do piątku po osiem godzin dziennie i zarabia 5000 zł brutto miesięcznie. Jej umowa o pracę wygasa, ale ma jeszcze pięć dni niewykorzystanego urlopu wypoczynkowego. Jej ekwiwalent za jeden dzień urlopu wynosi 240,03 zł brutto (5000 : 20,83 = 240,03).

Wobec tego za pięć niewykorzystanych dni urlopu przysługuje jej ekwiwalent pieniężny w wysokości 1200,15 zł brutto (240,03 × 5 = 1200,15). Ekwiwalent jest tak samo opodatkowany jak wynagrodzenie.

Jak tłumaczy inspektor, nie ma możliwości wypłaty pieniędzy w zamian za to, że pracownik nie pójdzie na urlop. Takie praktyki są niezgodne z prawem pracy. Ekwiwalent można wypłacić tylko w przypadku rozwiązania lub wygaśnięcia stosunku pracy.

- My zwracamy na to uwagę, zwłaszcza że niedługo kończy się kadencja w samorządach i wtedy są pretensje do organów kontrolnych, że nie pilnują, by urzędnicy wybierali urlopy - tłumaczy Bugalski. - Proszę pamiętać, że urzędnicy są utrzymywani z naszych podatków i także ekwiwalent jest z nich wypłacany - podkreśla nasz rozmówca.

'Możemy nałożyć mandat karny do 2 tysięcy złotych'

Państwowa Inspekcja Pracy ma uprawnienia do dyscyplinowania pracodawców. Może wnioskować o niezwłoczne udzielenie zaległych urlopów, a w skrajnych przypadkach - gdy problem dotyczy większej liczby pracowników - może nałożyć grzywnę od tysiąca do dwóch tysięcy złotych. - W przypadku nieprzyjęcia grzywny w drodze mandatu karnego, możemy skierować wniosek o ukaranie do sądu i wówczas kara może być do 30 tysięcy złotych - wylicza Bugalski. - Mandaty rzeczywiście się zdarzają, ale wnioski do sądu raczej nie - przyznaje inspektor.

PIP zwraca też uwagę na podstawowy cel urlopów, czyli możliwość odpoczynku od pracy. - Chodzi przecież o to, by pracownik był wypoczęty i potem mógł racjonalnie pracować - temu służy urlop - podkreśla nasz rozmówca. - Ale samorządowcy zazwyczaj tłumaczą, że nie mają kiedy pójść na wolne, bo są niezbędni w pracy i nie ma kto ich zastąpić - rozkłada ręce inspektor.