"Zawsze mi się marzył ten dom starców". Święta w DPS-ie nie muszą być smutne
Tuż przed Bożym Narodzeniem odwiedzamy Dom Pomocy Społecznej "Jesień Życia" w Bydgoszczy przy ulicy Mińskiej. Mieszka tu 75 osób - starszych, często samotnych i wymagających stałej opieki. Już od wejścia wita nas zapach świątecznych potraw. Akurat mają tu wspólną wigilię - są mieszkańcy, opiekunowie i zaproszeni goście. W dużej sali stoją pięknie nakryte długie stoły. W tle słychać kolędy. Pracownicy krzątają się i przyprowadzają swoich podopiecznych.
- Proszę spojrzeć, jak wszyscy są odświętnie ubrani. Panowie w garniturach, panie w sukienkach. To ogromne wydarzenie dla całej społeczności - podkreśla dyrektorka Zespołu Domów Pomocy Społecznej i Ośrodków Wsparcia w Bydgoszczy Emilia Nikodem-Boczek. - Tworzymy tu rodzinę i tak jak w domu rodzinnym są święta, tak i tutaj je uroczyście obchodzimy - dodaje.
"Niektórych osób nie odwiedza nikt"
We wspólnej wigilii bierze udział pani Bogumiła. Ma 74 lata, na Mińskiej mieszka od sześciu. - Gdyby było źle, nie byłoby mnie tu. To moja świadoma decyzja. Pracowałam jako kierowniczka domów wczasowych i zawsze mi się marzył dom starców - mówi wprost, przełamując dystans. - Nigdy nie chciałam być dla nikogo ciężarem. To jest moje wymarzone miejsce i jest mi tu dobrze - zapewnia.
Pani Bogumiła jest jedną z nielicznych osób z "Jesieni Życia", które wyjadą do rodziny na święta. - Cieszę się, że mam kogo odwiedzić - nie ukrywa seniorka. - Chwilami jest przykro, bo do niektórych osób nikt nie przychodzi. Pracownicy starają się, by tego nie odczuwały, ale co jest w sercu, nie wiemy. Pewnie przykro... - dodaje retorycznie.
Drogo przed świętami. 'Pani, z 50-tką nie ma co iść do sklepu, tylko setki i setki'
Obok siedzi pani Krystyna, rówieśniczka pani Bogumiły. - Jestem tu dopiero od siedmiu miesięcy. Miałam zaćmę na oczach i nie mogłam już dłużej sama mieszkać. Nie mam rodziny. Krewni, którzy jeszcze żyją, wyjechali za granicę - opowiada. - Jak dowiedziałam się, że mam przyjść na Mińską, to się popłakałam, bo myślałam, że to dom starców. Z czasem jednak przywykłam i bardzo mi się tu podoba. Wielu ludzi mi pomogło. Znalazłam nową rodzinę - cieszy się seniorka. Zaznacza, że na święta "dostała piękny prezent", czyli operację zaćmy. - Wreszcie wszystko widzę. Mam też nowy aparat słuchowy. Nawet, jakby mi dali teraz jakieś mieszkanie, nie wzięłabym go. Wolę zostać tutaj - kręci głową.
Święta w Domu Pomocy Społecznej spędzi też 93-letni pan Jan, który mieszka na Mińskiej od dwóch lat. - Trafiłem tu w momencie, gdy nie mogłem już samodzielnie się poruszać. W Bydgoszczy i okolicach nie mam rodziny, a tu znalazłem się wśród życzliwych ludzi, w bezpiecznym miejscu - opowiada. - Zawsze spędzałem święta w kochającej się rodzinie, ale życie potoczyło się dalej i teraz to tu znalazłem nową rodzinę. Co tydzień odwiedzają mnie moi koledzy. Czy w święta ktoś przyjdzie? Nie wiem. Zdaję sobie sprawę, że przyjaciele też mają swoje rodziny i z nimi będą spędzać ten czas. Nie mam o to pretensji, bo znam życie… - dodaje z wyrozumiałością.
Bydgoszcz. Wspieranie seniorów napotkało na kłopoty. 'Mieszkańcy dzwonią i pytają'
Wspólna wigilia dla wszystkich mieszkańców i pracowników DPS jest wydarzeniem, na które czekali od wielu tygodni. W kuchni unosi się zapach świątecznych potraw. - Mamy pstrąga w galarecie, karpia i jeszcze inną rybkę, bo nie wszyscy nasi mieszkańcy jedzą karpia - pokazuje szefowa kuchni Agata Štrbák. - Mamy też pierogi, barszczyk, krokiety i kompot z suszu. 24 grudnia menu będzie bardzo podobne, a w Boże Narodzenie także odświętne. Oczywiście nie będzie już tak uroczyście, jak dziś, ale staramy się, żeby było smacznie - dodaje.
Dla niektórych mieszkańców święta są najtrudniejszym czasem. Pojawia się smutek, nostalgia, tęsknota za rodzinnym domem, bliskimi. - Jest wiele osób, które są samotne. Tej rodziny albo nie ma, albo kontakty są zerwane - przyznaje dyrektorka domu przy Mińskiej Katarzyna Salecka. - Szczególnie w tym okresie ta samotność jest najtrudniejsza - dodaje.
W Polsce co trzecia osoba powyżej 75. roku życia mieszka sama.