,
Obserwuj
Kujawsko-pomorskie

Dramatyczne odkrycie w fundacji dla zwierząt. "Znaleziono 37 ciał". Jest śledztwo

Maciej Karcz
3 min. czytania
20.03.2024 16:26
37 martwych zwierząt - taki obraz zastali w siedzibie Fundacji "Toruńska Kocia Straż" policjanci i aktywiści. W budynku znaleziono również inne psy i koty w stanie skrajnego wygłodzenia. Sprawą zajmuje się prokuratura.
|
|
fot. Maciej Wasilewski / Agencja Wyborcza.pl

Jak poinformowała Polska Agencja Prasowa, Prokuratura Rejonowa Toruń Centrum-Zachód rozpoczęła śledztwo po tym, gdy we wtorek rano ujawniono 37 martwych zwierząt w siedzibie Fundacji 'Toruńska Kocia Straż'. - Wykonano czynności niecierpiące zwłoki. Dochodzenie zostało wszczęte w sprawie znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad zwierzętami - podał w rozmowie z PAP szef miejscowej prokuratury Marcin Licznerski. - Dokonano oględzin obiektu i zabezpieczono 12 kotów i dziewięć psów oraz truchła 36 kotów i jednego psa. Trwają przesłuchania świadków - dodał prokurator.

Agencja poinformowała, że Toruńskie Towarzystwo Ochrony Praw Zwierząt próbowało wejść do budynku fundacji już od poniedziałku. Drzwi były zamknięte, a policja miała odmówić asysty prezesowi TTOPZ Piotrowi Korpalowi, który przyjechał, by odebrać zwierzęta. W pawilonie ze szczelnie zasłoniętymi oknami Towarzystwo interweniowało po sygnałach od mieszkańców i dziennikarzy.

Dwa ‘żubry śmiertelnie potrącone przez wojskowe auto. Nie pierwszy raz. 'Za dużo tego, naprawdę'

Również w poniedziałek na miejscu pojawiła się Violetta Hermann-Krupińska, powiatowy lekarz weterynarii. Została wpuszczona do środka. - Po oględzinach ogólnych, zewnętrznych, stwierdziłam, że nie ma zwierząt chorych. Mają jedzenie, mają wodę. Przyznaję - wentylacja w budynku praktycznie nie działa, ale w moim przekonaniu nie ma bezpośredniego zagrożenia życia zwierząt - oceniła.

Przekonywała dziennikarzy, że już w styczniu zwracała uwagę na nieodpowiednie warunki, jakie mają w tym miejscu zwierzęta. Mówiła wprawdzie, że to miejsce tymczasowe, a kobieta prowadząca fundację ma się przenieść do większego budynku z ogrodem na wsi. Nie umiała jednak wskazać lokalizacji i nie miała pewności, czy to prawdziwa informacja.

Prezydent wydał postanowienie o odebraniu zwierząt

Dzień później (we wtorek) do budynku weszli funkcjonariusze policji. Pomogli im strażacy, bo - jak podaje PAP - w środku zabarykadowała się szefowa fundacji. Do środka dostał się także Piotr Korpal. To on - po wyjściu z obiektu - poinformował PAP, że na miejscu znaleziono 37 zwłok zwierząt. Jak przekazał Korpal, w środku był ogromny bałagan, brud, pleśń na ścianach i bardzo duży fetor.

- Bałagan tam jest nie do opisania. Klatki ze zwierzętami stały wszędzie. Wokół były sterty śmieci. Udało nam się zabrać do schroniska 12 kotów i dziewięć psów - powiedział prezes TTOPZ.

To on we wtorek rano złożył wniosek do prezydenta Torunia o wydanie decyzji o odebraniu czasowym zwierząt. Prezydent wydał takie postanowienie natychmiast.

Prezes fundacji odmawiała dobrowolnego oddania zwierząt. W rozmowie z dziennikarzem Polskiego Radia PiK, którego wpuściła do środka jako jedynego, mówiła, że zwierzęta mają zapewnione wszystko, co trzeba, a jej fundacji udaje się złapać bezdomne koty, których nie udaje się odłowić m.in. ekopatrolowi.

Wskazywała, że właśnie na tym polega praca fundacji, aby pomóc jak największej liczbie zwierząt. Nie potrafiła jednak wskazać, ilu dokładnie. Mówiła o 25-30 psach i kotach. Szefowa fundacji nie jest zatrzymana. - Kobieta przebywa w szpitalu - poinformował w środę prokurator Licznerski.

Znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem zagrożone jest karą do trzech lat więzienia. Licznerski wskazał, że konieczne jest - i będzie miało wpływ na treść ewentualnych zarzutów - określenie, w jaki sposób doszło do uśmiercenia zwierząt.