Jak Polak został starostą w niemieckim powiecie? "Nie mamy się czego wstydzić"
- Tak się złożyło, że w pierwszej turze wyborów miałem najwięcej głosów, a w drugiej udało mi się wygrać - mówi skromnie o swoim sukcesie Mirosław Kowalski. Od ubiegłego roku jest starostą. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że pod swoją pieczą ma ponad 80-tysięczny powiat Birkenfeld w zachodnich Niemczech, około 50 km od granicy z Luksemburgiem i Francją.
Dziwić może też co innego. Jego rok starszy brat - Tadeusz - również poświęcił się karierze samorządowca. Jednak miejsca ich urzędowania dzieli ponad tysiąc kilometrów (w linii prostej nieco ponad 850), a według Google'a podróż samochodem zajęłaby 12 godzin bez jednej minuty.
Tadeusz Kowalski od 18 lat jest bowiem burmistrzem Tucholi w województwie kujawsko-pomorskim. - Nigdy tego nie planowałem, samorząd mnie nie pociągał - wyznaje w rozmowie z Tokfm.pl.
Przyjaciele namówili, został na pięć kadencji
Birkenfeld uzyskało prawa miejskie w 1332 roku. Tuchola - 14 lat później. Tadeusz Kowalski urodził się po kolejnych 618 latach - w 1964 roku; jego brat Mirosław - rok później.
Tadeusz ukończył studia na Politechnice Koszalińskiej, przez 19 lat pracował w Powszechnym Zakładzie Ubezpieczeń. Mirosław Polskę opuścił w trakcie przemian ustrojowych. - Chciałem to najpierw zobaczyć, żona chciała zostać, ma niemieckie korzenie. No i tak się złożyło, że zostaliśmy oboje - opowiada.
W Polsce wraz z żoną pracowali jako nauczyciele. W Niemczech tej ścieżki kariery nie mogli kontynuować. Kowalski znalazł pracę jako kierownik działu logistyki w firmie zatrudniającej w szczytowym momencie około 900 osób i pracował w niej przez 32 lata, łącząc to z karierą samorządowca. Dopiero od zeszłego roku rządzeniem zajął się już pełnoetatowo.
- Działałem dużo w parafii, byłem przewodniczącym jej rady. Poznawałem kolejnych ludzi, zaproponowali mnie do rady miejskiej. Później byłem w radzie gminnej, powiatowej, a w 2014 roku mieszkańcy wybrali mnie na burmistrza - opowiada Mirosław.
Burmistrzem po drugiej stronie granicy kilka lat wcześniej został Tadeusz. - W 2006 roku grono moich przyjaciół, którzy w samorządzie działali, namówiło mnie, żebym wystartował w wyborach - mówi Tokfm.pl. - Trochę mnie to zaskoczyło, długo się zastanawiałem, ale się zdecydowałem. I zostałem burmistrzem. Piątą kadencję już nim jestem - dodaje.
Wyjechał do Londynu pracować na budowie, a został burmistrzem. Pierwszy taki przypadek
Zażarty bój
W tegorocznych wyborach samorządowych Kowalski był jedynym kandydatem na burmistrza miasta, a za jego pozostaniem na stanowisku opowiedziało się ponad 72 proc. głosujących (przy frekwencji wynoszącej 41,62 proc.). Startował z Komitetu Wyborczego Wyborców Porozumienie Samorządowe dla Tucholi. - W przeciwieństwie do brata nigdy nie należałem do żadnej partii. Nawet nie życzyłem sobie ich poparcia. Dziękowałem, gdy mi je proponowano - podkreśla burmistrz Tucholi.
Mirosław związał się zaś z Unią Chrześcijańsko-Demokratyczną (CDU), jednym z najsilniejszych ruchów politycznych w Niemczech (z niego wywodzili się rządzący w sumie 32 lata kanclerze Helmut Kohl i Angela Merkel).
W ubiegłym roku CDU wystawiła go w wyborach na starostę (Landrat) powiatu Birkenfeld po tym, jak ze stanowiska zrezygnował Matthias Schneider - również członek chadecji. Ten podał się do dymisji z powodów zdrowotnych; zmarł w sierpniu tego roku. W Niemczech starostę wyłania się w bezpośrednich wyborach. W pierwszej turze Kowalski zwyciężył z kandydatką Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) Caroline Pehlke 34,3 proc. do 33 proc. W drugiej pokonał ją przewagą 407 głosów (zdobył 51-procentowe poparcie). - To był zażarty bój - komentuje jego brat, Tadeusz.
Pojedyncze głosy
Jak Polakowi w zachodnich Niemczech - i to z wybitnie polskim imieniem i nazwiskiem - udało się zajść tak wysoko? - Mieliśmy szczęście spotkać życzliwych ludzi. Ale człowiek też sam się bardzo angażował. Pracą i pilnością do czegoś doszedł. Inni to widzą, także to, że się człowiek integruje - twierdzi Mirosław.
Dopytywany, czy nie spotkał się z przejawami dyskryminacji z powodu swojego pochodzenia, przyznaje:
"Wiadomo, że podczas kampanii wyborczej pojawią się jakieś głosy". - Na Facebooku piszą czasem to czy tamto: jak on mówi, jaki ma akcent... Jeżeli człowiek się decyduje na politykę, nie można nic z tym zrobić. Ale to pojedyncze głosy. Nie powiem, żebym miał z tym duże problemy.
Bracia Kowalscy nie są jedynymi samorządowcami w rodzinie. Syn Mirosława w wieku 16 lat wstąpił do młodzieżówki CDU, sześć lat później był już radnym miejskim. Obecnie jest członkiem rady gminnej i powiatu, a od zeszłego roku pełni również funkcję pierwszego zastępcy burmistrza Birkenfeld. - Wszystko to robi społecznie, po godzinach pracy. To nie jest normalna "fucha" - podkreśla Mirosław.
Również zięć Tadeusza poszedł w lokalną politykę i w ostatnich wyborach został radnym powiatowym. - Praktykuje jako lekarz rodzinny i neurolog, interesuje go sytuacja w służbie zdrowia, dlatego został radnym. I to już w debiucie - chwali go burmistrz Tucholi.
Dwa serca
Jednak dopiero bracia rozpoczęli tę rodzinną już tradycję. - Nasi rodzice nie działali w samorządzie. Tak w naszym życiu po prostu wyszło - mówi Tadeusz Kowalski. Czy wpłynął na decyzję młodszego brata o wejściu do polityki? - Nie zachęcałem go, ale jak się już zdecydował, dopingowałem. On się do tego nadaje, jest przyzwoitym człowiekiem, ma dar zjednywania swoich ludzi. I myślę, że to nie jest ostatnie słowo, jakie powiedział. Podejrzewam, że będzie jeszcze posłem, tak mu wróżę - zaznacza. W 2021 roku Mirosław kandydował już do parlamentu kraju związkowego (Landtag), ale przegrał z kandydatem SPD.
- W wieku 66 lat będę kończył kadencję [w Niemczech kadencja starosty trwa osiem lat - red.]. Będę emerytem - twierdzi jednak Mirosław.
Tadeusz Kowalski też zarzeka się, że o polityce krajowej "absolutnie nie marzy". - Oddałem się całkowicie gminie i chcę być jej wierny. Mam na nią swój pomysł. Do emerytury chciałbym być tu burmistrzem, a jeżeli się prawo nie zmieni, to na kolejną kadencję nie będę mógł już startować. Co nie zmienia faktu, że staram się i będę starał się do ostatnich tu swoich dni jak najlepiej pracować na rzecz samorządu - podkreśla.
Zdaniem Tadeusza łatwiej jednak być samorządowcem w Niemczech. - Tam się po prostu administruje, a u nas się oczekuje, żebyśmy budowali, tworzyli, nadrabiali ten zastój, który mieliśmy poprzez dekady przynależności do bloku wschodniego. Ale teraz nie mamy się czego wstydzić. Możemy być dumnym narodem. Nie mówię, żeby wywijać szabelką na lewo i prawo, ale fason trzymać trzeba - kwituje.
Czy Mirosław myśli o powrocie do Polski? - Mam w Polsce trójkę rodzeństwa. W ciągu tych wszystkich lat ze trzy-cztery razy do roku w Polsce bywałem. W sumie przez te ponad 30 lat pewnie ponad sto razy - szacuje starosta. Jednak to Niemcy są teraz jego domem. - Człowiek się już tu "zagospodarował", przyzwyczaił. Ale mimo wszystko wiadomo, w mojej piersi biją dwa serca: polskie i niemieckie. Dobrze tak, europejsko - przyznaje.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>