,
Obserwuj
Lubelskie

Koniec sprawy "Piątki z Hajnówki". Decyzja prokuratury zaskoczyła

3 min. czytania
16.03.2026 17:06

Nie będzie apelacji w sprawie "Piątki z Hajnówki". - Prokurator generalny uznał, że środek odwoławczy nie miał żadnych szans powodzenia - tłumaczy rzeczniczka Prokuratora Generalnego, prokurator Anna Adamiak. To oznacza, że aktywiści, którzy nieśli pomoc na granicy, w końcu mogą odetchnąć z ulgą.  

Waldemar Żurek uznał, że środek odwoławczy nie miał żadnych szans powodzenia
Waldemar Żurek uznał, że środek odwoławczy nie miał żadnych szans powodzenia
fot. Adam Burakowski/East News
  • Grupa aktywistów, która niosła pomoc uchodźcom na polsko-białoruskiej granicy, została uniewinniona we wrześniu zeszłego roku;
  • Prokuratura złożyła jednak apelację od wyroku;
  • W poniedziałek na posiedzeniu w Sądzie Okręgowym w Białymstoku okazało się, że śledczy ją cofnęli. 

We wrześniu 2025 roku przed Sądem Rejonowym w Hajnówce zakończył się proces czwórki aktywistów i mieszkanki Podlasia. Grupa - nazwana "Piątką z Hajnówki" - odpowiadała za pomaganie cudzoziemcom na polsko-białoruskiej granicy. Prokuratura utrzymywała, że migranci którzy otrzymali od nich pomoc, czyli jedzenie, ciepłą odzież czy wodę do picia - dostali tak naprawdę tzw. korzyść osobistą. Chodziło o art. 264a Kodeksu karnego, który mówi, że "kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, umożliwia lub ułatwia innej osobie pobyt na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej wbrew przepisom, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5".

Sąd całą piątkę uniewinnił. - Nie ma dowodów na to, by oskarżeni osiągnęli jakąś korzyść osobistą lub majątkową. Nie można interpretować przepisów w taki sposób, że chodzi o korzyść dla osób, którym udzielono pomocy - uzasadniał sędzia. Uznał, że niesienie pomocy to nie przestępstwo. "Sąd uznał, że umożliwianie lub ułatwianie innej osobie pobytu wbrew przepisom na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej realizuje znamiona czynu z art. 264a §1 k.k., jeżeli sprawca tego czynu działa w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej dla siebie lub innych osób trzecich, ale z wyłączeniem korzyści osobistej dla osoby, na rzecz której podejmuje działania" - wskazano w uzasadnieniu wyroku. Sąd podkreślił również, że w tej sprawie nie ustalono nawet, czy osoby którym udzielono pomocy miały możliwość ubiegania się o ochronę, dlatego samo przekroczenie granicy nie przesądza o nielegalności ich pobytu. 

To już koniec sprawy 

Prokuratura bardzo szybko jednak złożyła apelację, o czym pisaliśmy na naszym portalu. Jak wskazywała Helsińska Fundacja Praw Człowieka, apelacja miała być kolejnym testem dla systemu, czy prawo karne będzie używane do ścigania ludzi za niesienie pomocy humanitarnej? Dziś wiemy, że nie. W poniedziałek na posiedzeniu w Sądzie Okręgowym w Białymstoku okazało się, że śledczy cofnęli swoją apelację. To oznacza, że nie będzie ciągu dalszego - aktywiści, którzy nieśli pomoc na granicy, w końcu mogą odetchnąć z ulgą. Od początku mówili, że są niewinni, a zarzuty im postawione - absurdalne.

- Nigdy nie miałem problemów z prawem. Nawet mandatu za przekroczenie prędkości nigdy nie dostałem, a tu nagle zarzuty karne. Nie czuję się żadnym kryminalistą, choć państwo próbuje mnie w tę rolę wtłoczyć. Ja po prostu przyjechałem pomóc - mówił przed rokiem w TOK FM TOK FM Mariusz Chyżyński, dziś jeden z prawomocnie już uniewinnionych. - Z historią, jakiej doświadczył nasz naród, mamy obowiązek pomóc drugiemu człowiekowi w potrzebie, a nie zostawić go samego na pastwę puszczy - mówiła pani Kamila, też już ostatecznie uniewinniona. 

Jak ustaliło TOK FM, z wnioskiem o wycofanie apelacji wystąpił Prokurator Generalny, Waldemar Żurek. - Prokurator generalny zlecił wykonanie pogłębionej analizy wyroku sądu I instancji i złożonego przez prokuraturę środka odwoławczego. I taka analiza została przeprowadzona w Departamencie Postępowania Sądowego Prokuratury Krajowej. Prokurator generalny zaaprobował wnioski z tej analizy, które były jednoznaczne. Uznano, że orzeczenie sądu I instancji było prawidłowe, że sąd dokonał prawidłowych ustaleń faktycznych, a przede wszystkim - prawno-karnych tych zachowań. Sąd jednocześnie swoje stanowisko uzasadnił w sposób bardzo rzetelny i rzeczowy. Stąd polecenie, by wycofać apelację, bo prokurator generalny uznał, że środek odwoławczy nie miał żadnych szans powodzenia - tłumaczy rzeczniczka Prokuratora Generalnego, prokurator Anna Adamiak. 

Decyzja śledczych cieszy jednego z obrońców, mecenasa Jarosława Jagurę z HFPCz. - Cieszę się bardzo, że ten koszmar i ogromny stres dla tych osób się kończy, ale nie ukrywam, że mam mieszance uczucia. Jestem bowiem przekonany, że tego procesu w ogóle nie powinno być, bo niesienie pomocy humanitarnej nie jest przestępstwem. I nigdy nie było. Co dalej? Bardzo chcę wierzyć w to, że w tej sprawie nie chodzi o to, że była medialna i dlatego nie będzie ciągu dalszego. Chcę wierzyć, że ta sprawa i ta decyzja zmieni podejście do pomagania cudzoziemcom na granicy, i że takich procesów więcej już nie będzie. Nie jestem naiwny, ale bardzo chcę w to wierzyć - dodaje nasz rozmówca. 

źródło: TOK FM