Nowe przepisy dla Ukraińców w Polsce. "Wyrzucą ich na bruk"
Od 1 listopada zmieniły się zasady dotyczące uchodźców z Ukrainy i ich zamieszkiwania w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania. Nie mogą w nich mieszkać osoby z niepełnosprawnością bez polskiego orzeczenia czy seniorzy, którzy dostają np. 20 zł miesięcznie polskiej emerytury. Istnieje ryzyko bezdomności - alarmują organizacje pozarządowe.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co się zmieniło w sytuacji uchodźców z Ukrainy od 1 listopada?
- W jakiej sytuacji znalazły się organizacje pomagające uchodźców?
- Czego obawiają się aktywiści niosący pomoc uchodźcom z Ukrainy?
Na Lubelszczyźnie do niedawna było prawie 60 ośrodków wsparcia dla uchodźców - 13 z nich właśnie znika. Jak mówi TOK FK Grzegorz Wiński, kierownik Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego, służby wojewody szacują, że po zmianie przepisów liczba osób korzystających z miejsc zbiorowego zakwaterowania w regionie spadnie o 250.
O jaką zmianę przepisów chodzi? Od listopada prawo do pobytu w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania przestały mieć m.in. osoby z niepełnosprawnością, które nie mają polskiego orzeczenia (bo np. wciąż na nie czekają, a to może trwać wiele miesięcy); seniorzy, którzy pobierają choćby 20 czy 40 zł miesięcznie polskiej emerytury czy matki, które pracują, a jednocześnie wychowują np. troje dzieci (do tej pory mogły partycypować w kosztach pobytu w ośrodku - teraz już nie). Do tego dochodzą też osoby w kryzysie zdrowia psychicznego.
- Nie ma mowy o tym, by ktokolwiek został wyrzucony na ulicę. Kluczowa jest godność drugiego człowieka. Jesteśmy szczególnie wyczuleni na osoby z niepełnosprawnościami i chorych, którym na pewno pomożemy - zapewnia w rozmowie z TOK FM dyrektor Wiński. - Z naszych informacji wynika, że w większości przypadków fakt, że te osoby opuszczą ośrodki, będzie skutkowało ich usamodzielnieniem - dodaje.
Chodzi o realizowany przez PCK program "Wspólnie do niezależności". To duża inicjatywa, w ramach której rodzina może otrzymać m.in. sześciomiesięczne dofinansowanie do kaucji i części czynszu za wynajmowane mieszkanie lub pokój oraz wsparcie w realizacji formalności związanych z najmem. Do tego dochodzi oferowane przez PCK dla uchodźcy - doradztwo zawodowe, ale również - dofinansowanie do kosztów przeprowadzki i bon na zakup wyposażenia do wynajętego mieszkania.
Nie wszędzie jednak perspektywy są takie optymistyczne. Stowarzyszenie "Krok za krokiem", które działa w Zamościu, na co dzień pomaga dzieciom i dorosłym z niepełnosprawnościami. Ale od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie pomaga też uchodźcom i uchodźczyniom z tego kraju. Pisaliśmy o tym na naszym portalu.
- Przez nasze stowarzyszenie przewinęły się setki rodzin z dziećmi niepełnosprawnymi, które w większości przekierowywaliśmy do miejsc stałego pobytu. Ale część z nich z nami została. Mamy cztery takie rodziny. Potrzebują wsparcia. Tu chodzi nie tylko o pobyt, ale też szkołę, rehabilitację, pomoc w załatwianiu codziennych spraw. Do końca września pomagał nam Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób z Niepełnosprawnościami (PFRON), ale obecnie zostaliśmy z tym sami. Pisałam wszędzie: i do PFRON-u, i do wojewody, i do samorządowców. Liczę, że ktoś w końcu nam pomoże - mówi prezeska stowarzyszenia Maria Król. - Poinformowaliśmy te rodziny, że nie dostajemy już żadnego dofinansowania, ale nie wyobrażam sobie, że mielibyśmy ich wyrzucić na ulicę. To w ogóle nie wchodzi w grę - podkreśla nasza rozmówczyni.
"Tysiącom osób grozi kryzys bezdomności"
Inne organizacje pozarządowe też mają sporo obaw. "Tysiącom osób grozi kryzys bezdomności. Sytuacja dotyczy ludzi niesamodzielnych, dzieci, starszych, z niepełnosprawnościami" - pisze na Facebooku Polskie Forum Migracyjne. Organizacja wskazuje, że w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania w Polsce mieszka ok. 20 tysięcy osób - mniej więcej jedna trzecia z nich od 1 listopada straciła do tego uprawnienie.
Na to samo zwraca uwagę Milena Kloczkowska z lubelskiego Stowarzyszenia Homo Faber. - Boimy się bezdomności i tego, że niektóre osoby nie będą miały gdzie się podziać. Musimy sobie zdawać sprawę, że miejsca zbiorowego zakwaterowania prowadzone są różnie. Są osoby, które robią to z misją i mówią: "To się kończy, ale jak miałbym takie osoby wyrzucić?", ale są też takie, dla których jest to wyłącznie biznes - zwraca uwagę aktywistka.
Jej zdaniem - w momencie, gdy ktoś za danego uchodźcę czy jego rodzinę nie zapłaci - takie osoby mogą powiedzieć krótko: "Do widzenia". - Powiedzą: "Macie się wyprowadzić" i wyrzucą ich na bruk. Już wcześniej znaliśmy takie przypadki. Do tego dochodzi nastawienie polskiego społeczeństwa do Ukrainek i Ukraińców. Wiele osób jest zmęczonych, część wręcz cieszy się z tego, że uchodźcy tracą "przywileje". Dla mnie to jest okrutne - mówi w TOK FM Kloczkowska.
Problemem jest coś jeszcze. W Polsce od 1 listopada obowiązują obostrzenia, zgodnie z którymi nie można wyrzucać lokatorów z mieszkań na ulicę. Trzeba im zapewnić lokal zastępczy. W przypadku Ukrainek i Ukraińców jest jednak inaczej. Jak mówi Kloczkowska, specustawa regulująca pobyt Ukraińców w Polsce nie daje możliwości na korzystanie z tego tzw. okresu ochronnego. - To jest nieludzkie, by przepędzać ludzi, którzy już kiedyś zostali przepędzeni ze swojego domu czy kraju. Część z nich nie ma nawet gdzie wrócić, bo przecież ich domów już nie ma - rozkłada ręce aktywistka.
Źródło: TOK FM