,
Obserwuj
Lubelskie

Aktywista pozwał miejską instytucję kultury o dyskryminację. Domaga się 49 tysięcy złotych odszkodowania

3 min. czytania
21.10.2022 09:39
Szymon Pietrasiewicz - po 10 latach pracy w Centrum Kultury w Lublinie - dostał wypowiedzenie. Jak mówi, przełożonym nie podobała się jego aktywność w Lubelskim Ruchu Miejskim. Poszedł do sądu pracy, a teraz złożył też pozew o dyskryminację.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Szymon Pietrasiewicz to znany w Lublinie animator kultury, pomysłodawca wielu kulturalnych inicjatyw. To on stał za pomysłem Mostu Kultury, czyli ożywienia mostu przy ul. Zamoyskiej, gdzie odbywały się m.in. potańcówki. Historyczny most na trzy letnie miesiące stawał się też miejscem warsztatów, koncertów, wystaw i pokazów filmowych. 

Pietrasiewicz był zatrudniony w lubelskim Centrum Kultury - czyli instytucji podległej prezydentowi miasta - od stycznia 2011 roku na czas nieokreślony, w pełnym wymiarze czasu pracy. Był odpowiedzialny za organizację różnego typu wydarzeń oraz propagowanie szeroko pojętej sztuki w przestrzeni publicznej. W międzyczasie zaangażował się w Lubelski Ruch Miejski. Działacze tego ruchu wskazywali, co im się nie podoba, krytycznie oceniali wiele działań miejskich urzędników. Otwarcie sprzeciwiali się choćby zabudowie Górek Czechowskich czy budowie w Lublinie stadionu żużlowego. 

Aktywiści zaangażowali się również w wybory samorządowe - zgłosili własny komitet wyborczy Miasto dla Ludzi - Lubelski Ruch Miejski. Komitet był konkurencją dla prezydenta Krzysztofa Żuka i jego współpracowników. Jednym z kandydatów na radnych był też sam Szymon Pietrasiewicz. Jak mówi, to się przełożonym nie podobało. - Pojawiły się pierwsze sugestie ze strony ówczesnego dyrektora Centrum Kultury, że - cytuję - albo aktywizm, albo praca w instytucji. Słyszałem, że to nie idzie ze sobą w parze - mówi Pietrasiewicz. 

I dodaje, że z czasem zaczął być coraz gorzej traktowany w pracy. Mówi m.in. o poniżaniu w obecności innych pracowników. - Pojawiły się różne złośliwe i przykre komentarze pod moim adresem. Informowałem o tym w e-mailu Rafała Kozińskiego [zastępcę dyrektora - przyp. red.], że nie życzę sobie tego traktowania - wspomina Pietrasiewicz.

- Nie zrezygnowałem z aktywizmu ani z działalności społecznej. To się nie podobało - mówi. Jak podkreśla, był parę razy wzywany do dyrektora i pouczany, że nie powinien się w ten sposób angażować jako przedstawiciel miejskiej instytucji kultury. Odbierał to wprost - szefostwu nie podobało się, że jest osobą aktywną, że pozwala sobie m.in. na krytyczne wobec władz Lublina komentarze na Facebooku, że ma własne zdanie. - Działalność Pana Szymona i jego wypowiedzi nigdy nie dotyczyły działalności pracodawcy - podkreśla mecenas Paweł Śmiałek, pełnomocnik Pietrasiewicza. 

Jednym z elementów, który miał przesądzić o zwolnieniu Pietrasiewicza miał być - podpisany przez aktywistę list dotyczący jasnych zasad wyboru wicedyrektora CK. "Konkursy nie powinny być tylko biurokratyczną formułą - powinny być oparte na jawnych, szeroko dyskutowanych społecznie koncepcjach zarządzania instytucją" - napisano w liście. To też - jak twierdzi Pietrasiewicz - wzbudziło sprzeciw ze strony przełożonych. 

W lipcu 2021 roku aktywista dostał wypowiedzenie umowy o pracę. Jako przyczynę wskazano utratę zaufania do pracownika oraz "działanie na niekorzyść pracodawcy, przejawiające się w podejmowaniu działań sprzecznych z interesem pracodawcy poprzez przekazywanie do opinii publicznej niezgodnych z prawdą, negatywnych informacji na temat funkcjonowania zakładu pracy, co miało bezpośredni wpływ na wizerunek pracodawcy w opinii publicznej, systematyczne podważenie decyzji i poleceń pracodawcy."

Pietrusiewicz nie zgadzał się z tymi zarzutami, dlatego poszedł do sądu pracy.  Ten proces jest w toku. Pracodawca, czyli Centrum Kultury, nie uznaje roszczeń aktywisty. 

Ówczesny dyrektor CK Aleksander Szpecht, który zwolnił Pietrasiewicza - w rozmowie z lubelską 'Gazetą Wyborczą' " - nazwał go "mistrzem manipulacji". - Rozmowa związana ze zwolnieniem trwała z półtorej godziny i dotyczyła wszystkich tematów, ale powód został podany jasny, kategoryczny i prosty - utrata zaufania i działalność na szkodę instytucji. Szymek musi oczywiście zbudować sobie wygodną hipotezę, że oto jest męczennikiem politycznym. Żałosne - mówił "Wyborczej". 

Jednocześnie będzie też drugi proces - o dyskryminację

Lubelskiemu aktywiście pomaga pro bono Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego i adwokat Paweł Śmiałek, który będzie go reprezentował przed sądem w procesie o dyskryminację. Pozew jest już w sądzie w Lublinie i czeka na wyznaczenie terminu. 

Podłożem dyskryminacji, jak wynika z pozwu, miała być działalność społeczna aktywisty i animatora kultury, która nie podobała się przełożonym. Bo jawnie i wprost, często krytycznie, mówił, co myśli o działaniach podejmowanych przez władze Lublina. Są dowody, które mają to potwierdzać i które zostaną przedstawione na procesie przed sądem. 

Szymon Pietrasiewicz domaga się 49 tysięcy złotych odszkodowania od Centrum Kultury za poniesioną szkodę materialną, jak i krzywdę moralną, związaną z dyskryminacyjnymi zachowaniami pracodawcy. Proces będzie się toczył przed Sądem Rejonowym Lublin Zachód.