,
Obserwuj
Lubelskie

Były dziennikarz oskarżony przez byłego wiceprezydenta. "Ten, kto patrzy władzy na ręce, nie jest mile widziany"

4 min. czytania
15.05.2023 08:00
- Poczytuję to jako próbę zamknięcia mi ust i zawłaszczenia wolności słowa. Nie dam się zastraszyć - mówi nam Tomasz Moskal, były dziennikarz z Chełma, który został oskarżony o zniesławienie przez byłego wiceprezydenta tego miasta Daniela Domoradzkiego.
|
|
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Chełm to miasto na Lubelszczyźnie, w którym mieszka około 60 tysięcy osób. Od ostatnich wyborów samorządowych jest to jedno z nielicznych większych miast w Polsce, w którym rządzi Prawo i Sprawiedliwość. Prezydentem jest Jakub Banaszek. W 2019 roku jego zastępcą został 30-letni wtedy prawnik Daniel Domoradzki, wcześniej związany ze środowiskiem politycznym Jarosława Gowina. Pełnił funkcję doradcy ówczesnej ministerki przedsiębiorczości Jadwigi Emilewicz.

Domoradzki nie był wiceprezydentem zbyt długo. W lutym 2020 roku media obiegła informacja o tym, że na studniówce w Zespole Szkół Energetycznych i Transportowych miał pić z młodzieżą alkohol. Uczestnicy imprezy relacjonowali, że nie tylko pił, lecz także "kazał sobie polewać". Sam Domoradzki temu zaprzeczał i zaprzecza. - Nie nalewałem młodzieży alkoholu na studniówce. To mnie tym alkoholem częstowano - mówi TOK FM były wiceprezydent.

Prywatny akt oskarżenia

Tomasz Moskal to były dziennikarz, który dziś prowadzi własną firmę. Przed laty był współzałożycielem chełmskiego lokalnego radia Bon Ton. Kilka tygodni temu dostał z sądu prywatny akt oskarżenia. Złożył go Daniel Domoradzki. Poszło o wpis, który Moskal zamieścił w sieci, odnoszący się do artykułu w 'Dzienniku Wschodnim'. Gazeta opisała, że Domoradzki - po aferze z alkoholem - miał żądać pieniędzy od lokalnego radia Bon Ton. Miał domagać się 20 tysięcy złotych od wydawcy portalu radia za to, że nazwano jego wizytę na studniówce "służbową wizytacją".

Tomasz Moskal napisał wtedy: "Ten wyjątkowo obślizgły typ i hipokryta, śliski i zakochany w sobie narcyz, dodatkowo przekonany o swej wyjątkowości, wielkości i cnocie, przy każdym spotkaniu ze mną w Chełmskiej Bibliotece Publicznej łasił się, obrzucał komplementami i drętwą gadką. Po czym tuż po obróceniu się plecami planował, jakich cudów użyć, by się mnie stamtąd pozbyć [Moskal pracował wtedy w bibliotece - przyp. red.]. Piewca cnót katolickich i rycerz wiary wypi(sa)ł się z urzędu, chlejąc wódkę z młodzieżą na studniówce. (...) Zamiast zaszyć się w mysiej dziurze, by słuch po nim zaginął, podnosi tę wyjątkowo odrażającą facjatę i kasy pożąda. Do całej listy hańby pan D. może sobie śmiało dopisać brak honoru!" - pisał Tomasz Moskal na swoim profilu na Facebooku.

To właśnie tego wpisu dotyczy prywatny akt oskarżenia. Chodzi o art. 212 Kodeksu karnego, czyli zniesławienie. "Pomówił Daniela Domoradzkiego za pomocą środków masowego komunikowania o postępowanie, które poniżyło go w opinii publicznej oraz naraziło na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska" - napisano w prywatnym akcie oskarżenia.

Jak mówi TOK FM Domoradzki, zdecydował się na drogę karną (a nie pozew cywilny o naruszenie dóbr osobistych) po konsultacji z adwokatem, bo było to tańsze rozwiązanie. - Gdy podjąłem decyzję w tej sprawie, byłem bez pracy i miało to dla mnie znaczenie - stwierdza. Akt oskarżenia skierował już w 2021 roku, ale sprawa ma ruszyć dopiero teraz. - Przez tak długi czas sądy przerzucały się pismami. Od dawna mówię, że sądownictwo w Polsce nie działa dobrze, skoro tyle trzeba czekać na rozpoznanie sprawy. To absolutnie nie ma związku z wyborami - zapewnia były wiceprezydent.

Tomasz Moskal w te zapewnienia jednak nie wierzy. - Już od jakiegoś czasu docierały do mnie głosy, z różnych kręgów politycznych, że chełmska władza zastanawia się, co zrobić z tym Moskalem, który cały czas komentuje rzeczywistość i cały czas wytyka rządzącym błędy. Nie wiem, czy tak jest, że ta sprawa ma związek z polityką, czy nie, ale jest jakaś koincydencja czasowa, że ten temat wypływa dopiero teraz, przed wyborami. Poczytuję to jako próbę zamknięcia mi ust i zawłaszczenia wolności słowa. Nie dam się zastraszyć, bo odbieram to właśnie jako taką próbę - mówi Moskal.

Jak dodaje, od początku wie, że jego poglądy nie podobają się obecnym władzom Chełma. - Ktoś, kto głośno mówi i patrzy władzy na ręce, nie jest mile widziany w naszym mieście. Podlegałem wielu naciskom - jeszcze gdy pracowałem w Chełmskiej Bibliotece Publicznej - by mnie uciszyć albo zdjąć ze stanowiska. W końcu sam odszedłem, by psychicznie tego dłużej nie przerabiać i nie kopać się z koniem - opowiada. Pełnomocnikiem Moskala został mecenas Jacek Dubois.

'Nieprzyjemne epitety'

Pytany, dlaczego nazwał byłego wiceprezydenta "obślizgłym hipokrytą", odpowiada: "Dla mnie hipokrytą jest ten, kto ma odpowiadać za wychowanie młodzieży [Domoradzki był wiceprezydentem odpowiedzialnym m.in. za oświatę - przyp. red.], kto na swoim profilu społecznościowym powołuje się na katechizm i na prawa moralne wynikające z niego, a robi to, co robi. I jako osoba, która regularnie komentuje chełmską rzeczywistość, dziennikarz z wieloletnim doświadczeniem, pozwoliłem sobie na takie stwierdzenie. Bo wciąż uważam, że ten, kto się w ten sposób zachowuje, jest po prostu hipokrytą - przekonuje w rozmowie z TOK FM Moskal.

Domoradzki wskazuje, że słowa zamieszczone na Facebooku przez Moskala uznał za mowę nienawiści i zniesławienie. - Moja nauczycielka w szkole mówiła, że to są nieprzyjemne epitety. Ja się na to nie godzę. Nie mogę przejść obok tego obojętnie, by ktoś mnie zniesławiał - wyjaśnia.

- Pod koniec maja 2023 w sądzie ma być posiedzenie podjednawcze - liczę, że dojdzie do ugody i że pan Tomasz po prostu mnie przeprosi za słowa, które wtedy napisał, i że będziemy mogli podać sobie ręce - podsumowuje były wiceprezydent.