,
Obserwuj
Lubelskie

Czarnek pytany o seksualizację dzieci, odsyła do "GW". I daje przykład. "Z wydźwiękiem erotycznym, w spodniach lateksowych"

4 min. czytania
12.05.2023 16:30
Minister Przemysław Czarnek pojawił się w Lublinie, by mówić o nowym projekcie obywatelskim przeciwko seksualizacji dzieci. Gdy zapytaliśmy go, czym jest seksualizacja, odesłał nas... do "Gazety Wyborczej". Przyznał też, że projekt obywatelski ma wiele wspólnego ze słynnym "lex Czarnek", czyli firmowaną przez ministra edukacji ustawą, której dwie odsłony zawetował prezydent Duda.
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

W Lublinie ruszyła zbiórka podpisów pod obywatelskim projektem ustawy przeciw seksualizacji dzieci. To projekt, który trafił do marszałek Sejmu, a w zbieranie podpisów aktywnie włączają się politycy Prawa i Sprawiedliwości. W centrum miasta pojawił się m.in. były lubelski wojewoda, a obecnie poseł i minister edukacji Przemysław Czarnek.

Reporterka TOK FM zapytała polityka o to, czym jest dla niego 'seksualizacja dzieci', której się tak aktywnie przeciwstawia. - Jak pani poczyta 'Gazetę Wyborczą', a współpracuje pani z nimi, to znajdzie pani tam trochę 'smaczków', które rzeczywiście tym są - stwierdził minister, nie wskazując żadnych konkretnych artykułów. - Chodzi o demoralizację dzieci i ich deprawację na punkcie życia seksualnego. Jeśli informacje o życiu seksualnym dziecka zostaną podane w sposób nieprawidłowy i na zbyt wczesnym etapie życia człowieka - a mówi o tym m.in. seksuolog, prof. Zbigniew Lew-Starowicz - to może to doprowadzić do demoralizacji i deprawacji - stwierdził Przemysław Czarnek.

Minister zaprzeczył, żeby w ustawie chodziło o wyrzucenie ze szkół edukacji seksualnej. - Ta edukacja jest niezwykle potrzebna, zawsze była, jest i będzie w szkole. Jest na wychowaniu do życia w rodzinie, jest na lekcjach biologii, na odpowiednim etapie rozwoju dziecka, zgodnie z podstawami programowymi. I to jest to, co powinno być w szkole - dodał minister.

Ustawą w społeczność LGBT? Czarnek podaje przykłady

Chcieliśmy wiedzieć, czy projekt ma związek ze społecznością LGBT i jej prawami. Minister początkowo zaprzeczył. Ale potem przyznał, że owszem, tak. - Jeśli chodzi o seksualizację, to tak - jednoznacznie, z LGBT w sposób szczególny. Podawałem przykłady z Warszawy, ale i Lublina związane z finansowaniem przez samorządy organizacji, które zajmują się seksualizacją dzieci - powiedział.

Zdaniem min. Czarnka jednym z przykładów jest też działalność lubelskiej Galerii Labirynt. Chodzi o fotograficzną ekspozycję 'Psy też ludzie'. Jej tematem było zjawisko zwane pup play, które od kilku lat rozwija się w naszym kraju. To - w skrócie - interakcja pomiędzy dorosłymi osobami, z których przynajmniej jedna wciela się w rolę psa. - Ludzie wcielający się w psy, z wydźwiękiem erotycznym, w spodniach lateksowych, jeśli dobrze pamiętam. I taka instytucja kultury dostaje 2 mln złotych, a to są rzeczy absolutnie karygodne - stwierdził minister.

'Lex Czarnek' po raz trzeci?

Reporterka TOK FM zapytała szefa MEiN, czy projekt dotyczący seksualizacji dzieci nie jest kolejną próbą wprowadzenia - dwukrotnie już zawetowanych przez prezydenta Dudę - ustaw, zwanych 'lex Czarnek'. - Jak patrzymy na przepisy, które są w projekcie obywatelskim, czyli chęć utransparentnienia tego, co chcą robić organizacje w szkołach, to tak. Te przepisy są w jakiejś części powielone z tych dwóch ustaw, które zostały zawetowane - odpowiedział Czarnek.

- Ale to nie jest 'chęć wprowadzenia' tylko wola rodziców. Tak jak wolą rodziców było, żebyśmy zajęli się tym tematem pierwszy raz - gdy ustawa została zawetowana. Tak jak wolą rodziców było to samo, gdy pojawiło się drugie weto. Tak samo teraz wolą rodziców jest, by wprowadzić obywatelski projekt ustawy przeciw seksualizacji - przekonywał minister.

Minister edukacji zapowiedział 'lex Czarnek 3.0'. 'Organizacje pozarządowe uczą świństw, zwłaszcza w wielkich miastach'

Czarnek grzmi: Rodzice w Warszawie popełniają błędy

W ocenie innego posła PiS-u z Lublina - Sylwestra Tułajewa, który także brał udział w zbieraniu podpisów pod projektem obywatelskim, ustawa przeciwko seksualizacji jest niezwykle potrzebna, tym bardziej że projekt zgłosili obywatele. - Mówimy wyraźnie, że nie zgadzamy się na to, by organizacje prowadziły tego typu zajęcia w szkołach, w przedszkolach. Mówimy również o tym, że każdorazowo dyrektor szkoły musi zapytać Radę Rodziców o opinię na ten temat (zajęć prowadzonych przez organizacje spoza szkoły). I trzecia, najważniejsza rzecz to zgoda rodziców. Każdorazowo rodzic musi pisemnie wyrazić zgodę na udział swojego dziecka w takich zajęciach - wyliczał polityk.

Przemysław Czarnek uważa, że do szkół nie powinny wchodzić (by przeprowadzić zajęcia) takie organizacje, jak choćby Grupa Ponton. Przypomnijmy, że to organizacja, która od ponad 20 lat zajmuje się edukacją seksualną. I - jak widać - to właśnie edukatorów z Pontonu tak bardzo obawia się obecna władza. - Rodzice często nie mają o tym pojęcia, o czym się na takich zajęciach mówi - grzmiał minister edukacji. - Rodzice w Warszawie popełniają błędy. Nie wiedzą, czego uczy konkretna fundacja, która przychodzi i głupoty ludziom opowiada - o jakichś kilkudziesięciu płciach czy możliwości zmiany płci. I mówi to dzieciom, które mają po kilka-kilkanaście lat - dodał.

Miał wykorzystać 13-letnią sąsiadkę. Areszt dla 55-letniego mężczyzny

Edukatorki seksualne nie boją się seksualizacji dzieci

Jak mówiła w TOK FM przedstawicielka Grupy Ponton Katarzyna Banasiak-Marszałek, to rodzice zgłaszają się do nich z prośbą o zajęcia dla uczniów.

- Jako osoba pracująca od dziesięciu lat z młodzieżą też jestem za tym, by do szkół były wpuszczane osoby sprawdzone. Żeby rodzice byli w pełni poinformowani, kto prowadzi zajęcia, by mogli świadomie wyrazić zgodę. My jako Grupa Ponton od ponad 20 lat spełniamy wszystkie te wymagania. My nigdy nie pojawiliśmy się na warsztatach, na których nie było wyrażonej zgody każdego rodzica. Zawsze przychodzimy na zaproszenie, a nie wpraszamy się na zajęcia - mówiła w rozmowie z Anną Piekutowską.