advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Lubelskie

Nieoczekiwane skutki "ustawy Kamilka". Zalew zgłoszeń i brak miejsc

6 min. czytania
28.05.2024 16:33
Zwiększa się liczba zakładanych Niebieskich Kart, więcej jest też zgłoszeń związanych z przemocą wobec dzieci - mówią nam urzędnicy z sądów na Lubelszczyźnie, których zapytaliśmy o efekty "ustawy Kamilka". Nowe prawo przewiduje potężne zmiany w ochronie małoletnich. Jak słyszymy, z ich wprowadzaniem nie wszyscy sobie radzą, a czasu coraz mniej.
|
|
fot. Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl

Do 15 sierpnia szkoły, przedszkola, przychodnie zdrowia, kluby sportowe i wszystkie instytucje pracujące z dziećmi muszą wdrożyć Standardy Ochrony Małoletnich. Chodzi o zbiór zasad, które pomagają tworzyć bezpieczne środowisko, w jakim mogą przebywać dzieci. Obowiązek ten wynika z tzw. ustawy Kamilka, która weszła w życie w lutym tego roku - ponad dziewięć miesięcy po śmierci 8-letniego Kamila z Częstochowy. Chłopiec był wielokrotnie maltretowany przez ojczyma. Mężczyzna znęcał się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem, m.in. sadzając go na rozgrzanym piecu, przypalając papierosami, polewając wrzątkiem. Dziecko zmarło 8 maja.

Standardy, których wprowadzenie nakazuje "ustawa Kamilka" zakładają m.in. sprawdzanie wolontariuszy i przyszłych pracowników - czy ich nazwisko nie figuruje w Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Dodatkowo, osoba taka ma obowiązek przedstawienia zaświadczenia z Krajowego Rejestru Karnego.

Nowe standardy już działają

Jagoda Idzik jest pedagożką i socjoterepautką oraz członkinią zarządu Fundacji Sempre a Frente z Lublina. Obecnie szkoli pracowników instytucji z całej Lubelszczyzny właśnie z wdrażania standardów. Chodzi o nauczycieli, przedszkolanki, trenerów sportowych, ale też np. pracowników ochrony zdrowia czy hoteli. Jak mówi w TOK FM, już widać, że nowe zasady się sprawdzają.

- Wiemy, że są sytuacje, w których właśnie dzięki sprawdzaniu kandydatów na pracowników, stażystów, praktykantów czy wolontariuszy udaje się wychwycić osoby, które nigdy nie powinny pracować z dziećmi. Jest to narzędzie przeciwdziałające przemocy i kompleksowa pomoc. Wiąże się to z różnymi emocjami, bo wiemy, że nie wszystkie osoby są gotowe do dostarczania takich zaświadczeń i do poddania się takiemu sprawdzeniu. Ale to niezwykle ważne, by ci, którzy w jakikolwiek sposób mogliby zagrażać młodym osobom, nie mieli z nimi kontaktu - mówi Jagoda Idzik.

Na szkoleniach w Lublinie przedstawiciele NGO-sów i wielu instytucji uczą się, jak rozpoznawać symptomy przemocy, ale też, gdzie kierować młodą osobę czy rodzica lub opiekuna, którzy potrzebują wparcia. - Na szkoleniach jest sporo pytań. Przykładowo - niektóre organizacje odczytują standardy w ten sposób, że teraz każdy ma udzielać terapii, a tak nie jest. Są pytania o zaświadczenia z Krajowego Rejestru Karnego: co z nimi zrobić, czy trzeba je aktualizować i czy na pewno wszyscy je muszą mieć. Są też wątpliwości, czy jeśli ktoś nie ma kontaktu z dziećmi, to na pewno musi to zaświadczenie o niekaralności przedłożyć u pracodawcy - opisuje.

Rośnie liczba zgłoszeń

Nasi rozmówcy zauważają, że standardy, ale też cała tzw. ustawa Kamilka, powodują, że pracownicy szkół, przedszkoli czy ośrodków pomocy społecznej częściej reagują, gdy mają jakiekolwiek podejrzenie przemocy, a co za tym idzie - spraw zgłaszanych do sądów też jest więcej. Chodzi o wnioski o sprawdzenie, czy w danej rodzinie nie dzieje się coś niepokojącego.

- Jak wynika z obserwacji sędziów rodzinnych, zauważalne jest zwiększenie liczby wywiadów zlecanych kuratorom sądowym. Wówczas taki kurator - na podstawie danych zebranych w środowisku, od rodziców, sąsiadów, pracowników socjalnych, policji - uzyskuje informacje o sytuacji małoletniego w danej rodzinie - mówi sędzia Barbara Markowska, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Lublinie.

Jak przekazał nam Sąd Rejonowy Lublin-Zachód, w ostatnich miesiącach rzeczywiście wzrosła liczba pism kierowanych do sądu rodzinnego z różnych instytucji dotyczących stwierdzenia zaniedbań opiekuńczo-wychowawczych wobec dzieci, z prośbą o sprawdzenie, czy dobro dziecka nie jest zagrożone. "Każdy taki sygnał jest sprawdzany przez sąd, przede wszystkim zlecane jest wykonywanie wywiadów środowiskowych przez kuratorów. Liczba takich wywiadów znacznie wzrosła" - wskazał sąd.

Coraz więcej dzieci w pieczy zastępczej

Na inny problem zwraca uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich. - Po wejściu w życie "ustawy Kamilka" i Standardów Ochrony Małoletnich już widzimy, że jest jeszcze więcej dzieci oczekujących na miejsce w pieczy zastępczej. Tutaj, nawet jeśli mamy wydane postanowienie sądu o zabezpieczeniu i umieszczeniu dziecka w pieczy z uwagi na zagrożenie życia i zdrowia, nadal bardzo trudno jest znaleźć takie miejsce - mówi pełnomocniczka RPO do spraw osób z niepełnosprawnościami Monika Wiszyńska-Rakowska.

Jak dodaje, część sądów szuka pomocy właśnie w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Piszą wnioski i apele z prośbą o pomoc w znalezieniu miejsca dla konkretnego dziecka. - Bywa, że pomimo upływu kilku miesięcy dzieci nadal pozostają w swoim środowisku rodzinnym, mimo że powinny być z niego zabrane - dodaje nasza rozmówczyni. Jak podkreśla, w tym zakresie konieczne są zmiany systemowe.

Sądy na Lubelszczyźnie przyznają, że problem z brakiem miejsc w pieczy zastępczej trwa od dłuższego czasu. Sąd Rejonowy Lublin-Zachód zwraca uwagę, że najbardziej dotyczy to miejsc dla rodzeństw i dla dzieci, które potrzebują specjalistycznej opieki i powinny być umieszczone np. w placówce terapeutycznej.

Nagminnie są też problemy z miejscami w placówkach typu interwencyjnego. - Dla zobrazowania sytuacji można podać przykład z tego roku, kiedy to konieczne było zabezpieczenie sześciorga rodzeństwa i jedyną możliwością okazało się podzielenie rodzeństwa i umieszczenie dzieci w trzech rodzinach zastępczych - taki przykład z terenu Sądu Rejonowego w Białej Podlaskiej podaje nam sędzia Barbara Markowska.

Sąd Rejonowy Lublin-Wschód z siedzibą w Świdniku podkreśla, że problem braku miejsc trwa od dawna. Widzi to również sąd w Chełmie. Bywa, że dzieci czekają na umieszczenie w pieczy zastępczej nawet kilka miesięcy. "Należy jednak zaznaczyć, że sytuacje takie dotyczą głównie dzieci, które nie mogą być umieszczone w domach dziecka i jednocześnie nie dotyczy to spraw związanych z jakimkolwiek rodzajem przemocy wobec dziecka. W takich sytuacjach dzieci są natychmiast odseparowywane od rodziców" - wskazał przewodniczący IV Wydziału Rodzinnego i Nieletnich w Świdniku Bartosz Krotkiewicz.

Czasami proponuje się umieszczenie dzieci w odległych miejscowościach, np. w innej części Polski. - To jednak nie jest rozwiązanie, do którego należy dążyć, bo umieszczenie dziecka daleko od domu, uniemożliwia mu, a co najmniej bardzo utrudnia kontakt z rodziną biologiczną - tłumaczy sędzia Barbara Markowska.

Kiedy reagować?

Jakie sygnały stanowią podstawę do wszczęcia interwencji i zawiadomienia sądu czy kuratora? - Na pewno jest to przemoc fizyczna ze strony rodziców i opiekunów, ale wzrasta też liczba zgłoszeń związanych z przemocą psychiczną. To jest taki rodzaj przemocy, którą trudniej udowodnić i wokół której krąży wiele stereotypów. Dzięki naszym szkoleniom, gdy cały personel danej placówki ma wiedzę na ten temat, łatwiej podjąć interwencję, a przede wszystkim - zauważyć. Nie ma już takiego zastanawiania się: "A może to jeszcze nie jest przemoc"?, "A może to jeszcze jest ok"? - mówi Jagoda Idzik.

Jak wskazuje, w Lublinie i na całej Lubelszczyźnie, po wprowadzeniu tzw. ustawy Kamilka i Standardów Ochrony Małoletnich, zwiększa się też liczba zakładanych Niebieskich Kart. - Jest to duży plus, zobaczymy jak to dalej będzie wyglądało. Najważniejsze, by nie bać się zgłoszeń, by reagować, podejmować interwencję, gdy coś nas niepokoi. Zdecydowanie im wcześniej podejmiemy reakcję i zapewnimy dziecku bezpieczeństwo, tym lepiej - mówi Jagoda.

I dodaje, że nie każde podejrzenie tego, że w danej rodzinie dzieje się coś złego, kończy się założeniem Niebieskiej Karty. - Czasami wystarczy wizyta policji w danym domu czy podjęcie interwencji przez Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie - mówi.

Nasza gościni podkreśla, że część instytucji wciąż nie wie, że powinna się przeszkolić. Są i takie, które mają pretensje, że ustawodawca znów dołożył im kolejny obowiązek. - Są osoby - tak to określę - zdystansowane, które np. podważają sens zaświadczeń o niekaralności - dodaje pedagożka. Przyznaje, że zdarzają się też sygnały, że np. niektóre szkoły interweniują nie tam, gdzie nie powinny. Choćby wtedy, gdy uczeń pierwszej czy drugiej klasy ma autyzm i jest - według nauczycieli - "niegrzeczny", uznają, że rodzice nie potrafią go dziecka wychować i też zawiadamiają sąd.

- Te różne historie poznajemy najczęściej na szkoleniach. Ale pamiętajmy, że zawsze, jeśli rodzina funkcjonuje prawidłowo, nic złego się w niej nie dzieje, dziecko nie doświadcza krzywdy, to nie będzie dalszych interwencji. Może dojść do sprawdzenia, do wizyty kuratora i na tym się zakończy, procedura będzie zamknięta. My mówimy specjalistom, że warto czasami "nadreagować", nawet jeśli nie jesteśmy w stu procentach pewni, co się w danej rodzinie dzieje, niż mielibyśmy temat odpuścić i mogłoby dojść do tragedii - podsumowuje Jagoda Idzik w rozmowie z TOK FM.