,
Obserwuj
Lubelskie

Wakacje na oddziale psychiatrii. "Nie pojmuję, dlaczego tak się dzieje"

3 min. czytania
28.07.2024 09:00
- Nie pojmuję, dlaczego pomimo zapowiedzi zrobienia porządku w przepisach farmaceutycznych, dzieci wciąż bez problemu kupują w aptekach duże ilości leków odurzających, choćby na kaszel. I się odurzają - mówi psychiatra, dr Agata Makarewicz. W wakacje takich pacjentów przybywa: po lekach, alkoholu czy dopalaczach.
|
|
fot. Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl

Dr Agata Makarewicz jest psychiatrą, która pracuje na Oddziale Psychiatrii dla Dzieci i Młodzieży w Lublinie. Jak mówi, w okresie wakacyjnym - nieznacznie, ale jednak - zmniejsza się liczba hospitalizowanych pacjentów. Nie znaczy to, że oddziały psychiatryczne są puste. - Mimo tego spadku przyjęć, cały czas mamy praktycznie pełne obłożenie. Ale to i tak nieco inaczej niż w roku szkolnym, bo wtedy niemal non stop liczba pacjentów zdecydowanie przekracza nasz stan łóżkowy - tłumaczy pani doktor.

Z jej obserwacji wynika, że w okresie wakacyjnym jest mniej przypadków prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży. Jej zdaniem to efekt przerwy od szkoły. - Gdy pojawia się presja szkolna, jakieś niepowodzenia, nacisk na naukę ze strony rodziców, wtedy mamy niestety prawdziwy wysyp takich przypadków. Natomiast w wakacje dzieci - nie myśląc o szkole - odpoczywają - mówi dr Makarewicz.

'To skandal'. Papież Franciszek w mocnych słowach zwrócił się do wiernych

Kilkanaście paczek leku na kaszel

Jak podkreśla, w wakacje pojawiają się za to częściej inne problemy. W szczególności używki. - To czas eksperymentowania z różnymi substancjami. Dzieci nadużywają środków psychoaktywnych czy alkoholu, dochodzi do zatruć. W wyniku tego rozwijają się np. stany psychotyczne, związane z silnym pobudzeniem czy zaburzeniami stanu świadomości i to często jest przyczyną hospitalizacji - słyszymy w lubelskiej klinice przy ul. Głuskiej.

Te oddziały w wakacje pękają w szwach. 'Nie zawsze da się wszystkich uratować'

Problem jest też z preparatami z kodeiną. - Nie pojmuję, dlaczego - mimo zapowiedzi zrobienia porządku w przepisach farmaceutycznych - wciąż mamy dostęp do substancji odurzających w aptekach. To są syropy, tabletki, które w dużych ilościach mogą służyć i służą odurzaniu się przez dzieci. Nie rozumiem też, dlaczego pani magister z apteki sprzedaje dziecku np. kilkanaście opakowań leku przeciwkaszlowego, bez recepty. A po takie substancje sięgają coraz młodsze dzieci - mówi Makarewicz.

Urlop na południu Europy. Lekarz ostrzega: Nie wszyscy powinni tam jechać

Rodzice nie dostrzegają problemów dzieci

Lekarka przyznaje, że często spotyka się z sytuacją, że rodzice nie dostrzegają problemów dzieci. - Nie widzą na przykład, że córka bardzo schudła i popadła w anoreksję. Orientują się, że coś jest nie tak dopiero po wakacjach, niejednokrotnie po sygnale ze szkoły - opowiada psychiatra. - Pamiętam, jak w pandemii trafiła do nas nastolatka, która ważyła 32 kilogramy. Nie miała siły na nic. Rodzice nie zauważyli problemu - dodaje.

Podobnie, jak mówi, jest z samouszkodzeniami dzieci. - Tu też często jest tak, że trwa to bardzo długo, a rodzic tego nie widzi - mówi nasza rozmówczyni.

Wzywają do ratowania psychiatrii. W Łódzkiem tylko 50 specjalistów. 'Sytuacja jest tragiczna'

Na oddziale dla dzieci przy I Klinice Psychiatrii, Psychoterapii i Wczesnej Interwencji Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie są 22 łóżka stacjonarne. - Obok mamy szpital neuropsychiatryczny, tam też są łóżka dla dzieci i młodzieży, też z reguły jest pełne obłożenie. Zresztą, z łóżkami jest ogromny problem w całej Polsce, w tym w Warszawie. Bywa, że dzieci z Warszawy i innych miast są przywożone do nas - opowiada lekarka.

Jak mówi, są sytuacje, że karetka albo sami rodzice przywożą dziecko "na siłę". Na oddziale nie ma miejsc, a oni zostawiają je i koniec. Lekarze nie mają wyjścia, muszą takiego pacjenta przyjąć.

Czasami działa to też w drugą stronę - rodzice nie chcą dziecka ze szpitala odebrać. - Boją się, że problemy znów wrócą, że wróci agresja, myśli samobójcze, inne rzeczy. I bywa, że błagają, by dziecko zostało dłużej - słyszymy od lekarki. Nasza rozmówczyni apeluje, by zwłaszcza teraz - w wakacje - poświęcić dzieciom więcej czasu na rozmowę, wspólne wyjście do kina czy na spacer, inne aktywności. - Bo do niczego dobrego to nie prowadzi, gdy w jednym pokoju siedzi dziecko w swoim smartfonie, a w drugim rodzic - też w telefonie - podsumowuje.

Jeśli jesteś w kryzysie lub wiesz o tym, że ktoś w kryzysie może potrzebować pomocy, skorzystaj ze wsparcia specjalistów:

  • Linia wsparcia dla dorosłych, działająca przez 7 dni w tygodniu, 24/dobę - 800 70 22 22.
  • Linia wsparcia dla dzieci i młodzieży, działająca przez 7 dni w tygodniu, 24/dobę - 116 111.