Co się dzieje w sądzie w Lublinie? "Ludzie to widzieli, łapali się za głowy"
W Wydziale Karnym Sądu Apelacyjnego w Lublinie jest czworo tzw. neosędziów. Dwóch z nich przeszło negatywnie tzw. test niezależności. To m.in. były prezes lubelskiej apelacji Jerzy Daniluk. O jego działaniach na przestrzeni ostatnich lat pisaliśmy kilkakrotnie. Chodziło m.in. o list do ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, by się za nim wstawił. Chciał, by Ziobro złożył skargę nadzwyczajną na rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego w jego sprawie. To był pierwszy test niezależności sędziego sądu powszechnego zakończony właśnie w Sądzie Najwyższym - sprawę relacjonowaliśmy na naszym portalu.
W przypadku Daniluka Sąd Najwyższy uchylił już sześć wyroków. By nie było zagrożenia, że kolejne sprawy będą się tak kończyć, sędzia od jakiegoś czasu w ogóle nie rozpoznaje już apelacji od wyroków i nie wydaje prawomocnych rozstrzygnięć. Orzeka wyłącznie w sprawach zażaleniowych, zdecydowanie prostszych, mniejszej wagi. Problem w tym, że dotychczas obowiązywało go 25-procentowe obłożenie sprawami, jeszcze z czasów bycia prezesem. Ale teraz to się właśnie zmienia.
Nowa decyzja ws. sędziego Daniluka
Kolegium Sądu Apelacyjnego w Lublinie podjęło decyzję, że od 1 sierpnia Jerzy Daniluk ma tzw. specjalizację. Oznacza to, że orzeka jedynie na posiedzeniach, jednoosobowo, wyłącznie w określonych rodzajach spraw. - Specjalizacja będzie polegała na tym, że pan sędzia jest wyłączony - jak w ostatnim czasie - od rozpoznawania apelacji od wyroków. Będzie rozpoznawał wyłącznie tzw. sprawy zażaleniowe. Są to sprawy wykonawcze, o warunkowe przedterminowe zwolnienie, o przerwę w wykonywaniu kary czy kwestie aresztowe. Tylko ta kategoria spraw będzie mogła wpływać do jego referatu - wyjaśnia wiceprezes Sądu Apelacyjnego w Lublinie sędzia Barbara du Chateau.
Co ważne, Kolegium podjęło też decyzję, że od 1 sierpnia obłożenie tego typu sprawami w przypadku sędziego Daniluka wynosi 600 procent. To prawdopodobnie pierwsza taka decyzja w Polsce - nie przewidział jej system do losowania spraw dla sędziów.
- Sędzia liniowy orzeka w wymiarze 100 procentowym, natomiast pan sędzia będzie orzekał w wymiarze 600 procent, ale wyłącznie w tych kategoriach spraw, które są rozpoznawane na posiedzeniu - dodaje du Chateau. Skąd taki procent? Chodzi o to, że w Sądzie Apelacyjnym sędziowie dostają sprawy wielotomowe, często bardzo trudne, wielowątkowe, w których jest np. kilkudziesięciu oskarżonych. Zapoznanie się z nimi zajmuje bardzo dużo czasu - nieporównywalnie więcej niż sprawy zażaleniowe, które będą trafiać do sędziego Daniluka.
- Nie wiemy na razie do końca, jak zareaguje na to maszyna losująca. Osoby, które zarządzają systemem losowania, zostały poinformowane o decyzji kolegium i mają nad tym pracować. Będziemy się przyglądać, jak system zareaguje na taką zmianę. Po miesiącu sprawdzimy, czy rzeczywiście pan sędzia losuje więcej i jak to się ma do losowania przez pozostałych sędziów - dodaje wiceprezes Sądu Apelacyjnego w Lublinie.
"Łapali się za głowy"
- W ostatnich miesiącach pan Daniluk przychodził do sądu tylko w piątki, miał bardzo mało tych zażaleniowych spraw, bo obowiązywał go jeszcze "prezesowski" przydział, więc nie miał co robić. Ludzie to widzieli, łapali się za głowę, jak tak można. Niektórzy mówili wprost - żyć, nie umierać. Mam nadzieję, że teraz to się zmieni i że będzie sprawiedliwie. I całe szczęście, że odsunięto go od orzekania w sprawach apelacyjnych, bo znów byłyby "uchyły". A to przecież odbija się na przeciętnym Kowalskim, którego taka sprawa dotyczy - mówi nam jeden z adwokatów (prosi o anonimowość).
Afera na UMCS. Żądają ukarania znanego profesora. O ugodzie nie chcą słyszeć
Negatywnie test niezależności w Sądzie Najwyższym przeszedł też jeszcze jeden sędzia z Sądu Apelacyjnego w Lublinie - Tadeusz Bizior. Ale w jego przypadku sytuacja wygląda inaczej. Sędzia - już po teście - w ok.10 sprawach, w których miał orzekać, sam złożył wniosek o wyłączenie go ze składu sędziowskiego. Uzasadnił to dobrem wymiaru sprawiedliwości i tym, że nie chce, by wyroki znów zostały uchylone. Już wiadomo, że sędziowie z Lublina w dwóch takich sprawach nie uwzględnili jego wniosków. Oznacza to, że mają do niego zaufanie i uznają, że nie widzą podstaw, by go wyłączyć z orzekania. Sprawy trafią więc normalnie na wokandę. Na razie nie wiadomo jednak, co będzie dalej.
W Sądzie Apelacyjnym w Wydziale Karnym są jeszcze dwie inne tzw. neosędzie, ale na razie żaden z ich wyroków nie został uchylony. - Na dziś mamy kłopot tylko z panami sędziami. Ale problem jest naprawdę wielki, dlatego, że gdyby "padły" kolejne sprawy z udziałem tego drugiego pana sędziego - a jest ich już kilka z kasacjami w Sądzie Najwyższym - to też musielibyśmy się zastanawiać nad specjalizacją dla niego. Bo panowie są sędziami, mają obowiązek orzekać, ale nie możemy dopuścić do tego, by wyroki - jeden po drugim - były uchylane - tłumaczy Barbara du Chateau.
Pani wiceprezes przyznaje, że wyłączenie dwóch sędziów z rozpoznawania apelacji to także inna komplikacja - oznacza to bowiem większe obciążenie dla innych sędziów - karnistów. Bo sprawy dalej wpływają, wcale nie ma ich mniej, a strony czekają na rozstrzygnięcia i nie chcą czekać dłużej.
Sędziowie nie chcieli orzekać z konkretną sędzią
Jeszcze inna sytuacja była w Sądzie Okręgowym w Lublinie, w V Wydziale Odwoławczym, gdzie orzeka sędzia Anna Grodzicka. Jej historię i awans za czasów "dobrej zmiany" również opisywaliśmy na naszym portalu. W przeszłości podpisała się pod listą poparcia dla Łukasza Piebiaka, byłego wiceministra sprawiedliwości. Sędziowie z jej wydziału nie chcieli orzekać z nią w składach, wiedząc, że takie wyroki mogą zostać uchylone. - To były po prostu realne obawy o los takich orzeczeń - słyszymy od jednego z sędziów. W efekcie również sędzia Grodzicka dostała tzw. specjalizację.
Jak przekazała nam rzecznik Sądu Okręgowego Barbara Markowska, sędzia Grodzicka orzeka obecnie wyłącznie w sprawach o występki z art. 207 § 1 Kodeksu karnego (chodzi o znęcanie się nad rodziną) oraz w sprawach o przestępstwa ścigane z oskarżenia prywatnego, w których sąd odwoławczy proceduje jednoosobowo. - Pani sędzia jest natomiast wyłączona z przydziału i udziału w rozpoznaniu wszystkich spraw dotyczących apelacji od wyroków, a nadto - skarg na przewlekłość postępowania, zażaleń i spraw o wznowienie postępowania - poinformowała nas rzecznik sądu.
- Tak naprawdę czekamy obecnie na rozwiązania systemowe, dotyczące m.in. zmiany w Krajowej Radzie Sądownictwa - mówi nam sędzia Barbara du Chateau. Po zmianie KRS ruszą - wstrzymane obecnie - nowe konkursy na stanowiska sędziowskie, a wakatów jest sporo. Sędzia du Chateau dodaje, że chodzi też o systemowe rozstrzygnięcie, co dalej z tzw. neosędziami. Koncepcji jest kilka, nie wiadomo, którą wybierze Ministerstwo Sprawiedliwości. Jego szef Adam Bodnar zapowiadał, że projekt zmian powinien się pojawić po wakacjach.
PKW i pieniądze na kampanię wyborczą. 'Po raz kolejny chcą zrobić z ludzi idiotów'
Jeszcze większy paraliż jest w Rzeszowie. W tamtejszym Wydziale Karnym Sądu Apelacyjnego jest sześciu sędziów, z czego aż pięciu to tzw. neosędziowie, którzy przeszli procedurę awansową przed upolitycznioną KRS.
Jak przekazał TOK FM prezes Zygmunt Dudziński, w związku z uchylaniem prawomocnych wyroków Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie przez Sąd Najwyższy w postępowaniach kasacyjnych (m.in. problem tzw. neosędziów), obecnie nie wyznacza się nowych terminów w sprawach karnych.
"Sprawy te są przedstawiane do Sądu Najwyższego z wnioskiem o ich przekazanie do rozpoznania innym sądom równorzędnym z uwagi na 'dobro wymiaru sprawiedliwości'" - poinformował nas prezes sądu w Rzeszowie. Szczegółowe informacje na temat paraliżu w rzeszowskiej apelacji mają być przedstawione na konferencji prasowej zaplanowanej na 8 sierpnia.