Benowi nikt nie chciał dać szansy. Ten lekarz postanowił inaczej. "To nie jest medyczna zarozumiałość"
Historię Bensleya po raz pierwszy opisywaliśmy na naszym portalu przed rokiem. Chłopak przyjechał do Lublina na studia pielęgniarskie. W grudniu 2021 roku jechał z kolegą samochodem, doszło do wypadku, auto uderzyło w słup energetyczny. Bensley trafił do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Przez dwa i pół roku leżał na neurologii, był w śpiączce. Nikt nie chciał go stamtąd przejąć, bo skończyło mu się ubezpieczenie.
Gdy kilka miesięcy temu trafił na Oddział Rehabilitacji Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie, okazało się, że zaczął się budzić i "współpracować". Reaguje na otoczenie, rusza głową i dłońmi, przytakuje i zaprzecza. Jak się okazuje, wiele rzeczy pamięta, bo poprawnie - oczami i głową - odpowiada na pytania o rodzinę, znajomych, przeszłość. Obecnie - jak pisaliśmy na naszym portalu - jest w ośrodku pod Lublinem. Regularnie jeżdżą tam do niego rodzice, którzy niedawno przyjechali do Polski z Zimbabwe. Postanowili, że na razie zostaną tu na stałe, by wspomóc syna w dochodzeniu do - choć częściowej - sprawności.
Zaskakujący efekt wojny. 'Żołnierze wrzucają obrączki do bagien'
Rehabilitacja Bensleya
W rehabilitację Bensleya zaangażował się prof. Tomasz Blicharski, specjalista rehabilitacji z lubelskiego szpitala na Jaczewskiego. To on - wspólnie z mamą chłopaka - zaczął nawiązywać z nim kontakt. - W rehabilitacji, tak jak w wielu innych dziedzinach życia, musimy wykorzystywać wszelkie dostępne możliwości, które pozwolą pacjentowi odzyskać sprawność i przywrócą go do życia. Co najważniejsze, w naszej pracy rehabilitacyjnej liczy się fantazja i kreatywność. Wiadomo, że lekarz specjalista ma określoną wiedzę, którą stosuje, zgodnie z wytycznymi i zaleceniami. Ale jednocześnie staramy się też wykorzystywać każdą możliwą ścieżkę, aby pomóc pacjentowi po wypadku odzyskać chęć do życia - podkreśla profesor.
Dokładnie tak było też z Bensleyem. - Wachlarz rzeczy, z których korzystamy przy rehabilitacji, to przede wszystkim mięśnie pacjenta, jego własny "mechanizm naprawczy". Dlatego niezwykle ważne są ćwiczenia i to, by pacjent w ogóle chciał ćwiczyć. Kolejna rzecz to wykorzystywanie różnych struktur mózgu - opowiada profesor.
Przełom w sprawie studenta, który utknął w szpitalu w Lublinie. Przyjechała rodzina z Zimbabwe
W przypadku Bena na początku sprawdzono, czy słyszy, widzi i czuje. To było kluczowe. Dlatego personel szpitala pierwszy raz od dwóch i pół roku zabrał 29-latka na dwór, by mógł m.in. powąchać kwiaty. - Gdy chcemy zastymulować zmysł smaku, dajemy mu np. odrobinę miodu, by poczuł jego słodkość. Albo coś kwaśnego do spróbowania. To są różne smaki, na które pacjent będzie w jakiś sposób reagował, choćby mimiką twarzy - tłumaczy prof. Blicharski.
Jak dodaje, gdy pacjent dostanie na język odrobinę miodu, zaczyna tym językiem ruszać. - A to jest pierwszy etap dochodzenia do mówienia - opowiada dalej profesor. Jak podkreśla, przy odzyskiwaniu sprawności ważne jest też np. wieszanie zdjęć dookoła chorego czy puszczanie mu ulubionej muzyki.
Profesor przekonuje, że nigdy nie wolno przekreślać możliwości pacjenta dojścia do pełnej sprawności. - Na początku mojej drogi zawodowej, jeszcze będąc lekarzem stażystą, trafiłem na pacjenta po urazie rdzenia kręgowego. Właściwie nikt nie dawał mu szans, że będzie żył, że odzyska sprawność. Miał duże zaburzenia oddychania. I po pół roku ten pacjent przyszedł do mnie - przy wsparciu lasek łokciowych - i powiedział: "Panie doktorze, proszę zobaczyć, co ja osiągnąłem". Od tamtej pory wiem, że nie można nigdy przekreślać możliwości naszego organizmu do powrotu do zdrowia - tłumaczy gość TOK FM.
Decydują o amputacjach, a na medycynie się nie znają. 'Nikt nie może mnie skontrolować'
'Ben bardzo miło mnie zaskoczył'
Naukowiec podkreśla, że powracanie do zdrowia niejednokrotnie wymaga czasu. Czasami rehabilitacja trwa rok, innym razem wystarczy sześć miesięcy, by odzyskać daną sprawność. - Kluczowe w przypadku Bensleya było to, że trafił do nas pacjent, któremu nikt nie dawał żadnej szansy, a my - tak nam się wydawało - znaleźliśmy na to metodę. To nie jest "medyczna zarozumiałość", ale raczej - niepoddawanie się. Uznaliśmy, że musimy zrobić wszystko, by sytuację naszego pacjenta poprawić - tłumaczy profesor.
I przyznaje, że Ben bardzo miło go zaskoczył. - Okazał się bardzo miłą, empatyczną osobą. Jak już widziałem w jego oczach, że zaczął mnie widzieć i akceptować, to wiedziałem, że jesteśmy na dobrej drodze. Zobaczyłem, że on chce wyjść z tego stanu, w którym się znalazł, a to dla lekarza najważniejsze - mówi nasz rozmówca. Jak wskazuje, chciałby, by rehabilitacja doprowadziła do tego, że ten młody człowiek znów będzie w stanie samodzielnie jeść czy poruszać się na wózku. - Jestem przekonany, że Ben jest w stanie rozpoznać każdego, kogo znał wcześniej. Przypomina sobie wiele rzeczy. Jeśli chodzi o sprawność umysłową, to - w mojej ocenie - jest ona prawie taka, jaką miał wcześniej - mówi Blicharski.
Ben nie mówi, nie wstaje, samodzielnie nie je, ale pozytywnie reaguje na rodziców. Bywa, że się wzrusza, np. kilka dni temu, gdy przyjechali do niego brat stryjeczny i przyjaciel z Zimbabwe. - Łzy poleciały mu z oczu. Ja jako mama widzę zmiany w jego zachowaniu. Powoli, pomalutku, ale coś się zmienia. Na lepsze - mówi nam mama Bensleya. Każdy, kto chciałby wspomóc jego rehabilitację, może to zrobić w formule on-line - jest specjalna zbiórka.