Jest zwrot w sprawie ośrodka dla uchodźców pod Lublinem. "Otworzyliśmy tym ludziom oczy"
Pod Lublinem - na terenie gminy Niedrzwica Duża - od dwóch lat działał ośrodek dla uchodźców - tak zwane miejsce zbiorowego zakwaterowania. Jego historię opisywaliśmy kilka dni temu na naszym portalu. Cały czas jest tam grupa około osiemdziesięciorga uchodźców - to głównie matki z dziećmi i seniorzy, ale też osoby z niepełnosprawnościami. Ośrodek od października działa jednak nielegalnie, bo nie ma go w prowadzonym przez wojewodę wykazie tego typu miejsc.
Wszystko dlatego, że najemca budynku (jest to teren dawnego klasztoru) nie opłacał czynszu i właściciel tego miejsca wypowiedział mu umowę dzierżawy. Ze względu na zaległości w płatnościach wyłączony został też prąd i ogrzewanie.
Najemca twierdzi, że winny całego zamieszania jest wojewoda lubelski, który nie płaci za przebywających w ośrodku uchodźców. Dyrektor Wydziału Polityki Społecznej w Urzędzie Wojewódzkim Janusz Iwanicki wyjaśniał w TOK FM, że to nieprawda. - Wojewoda może finansować pobyt uchodźców, jeżeli ośrodek posiada formalny status ośrodka zbiorowego zakwaterowania. Pan, który ten ośrodek prowadzi, doskonale wie, że status tego ośrodka został utracony - wskazał dyrektor w rozmowie z nami.
Urzędnicy i organizacje pozarządowe spotkali się z mieszkańcami ośrodka
Urzędnicy wojewody - po pierwszych, bardzo wstępnych rozmowach z mieszkańcami ośrodka - podejrzewali, że osoby te nie mają podstawowej wiedzy o tym, jaka jest ich sytuacja prawna w Polsce, co się im należy, a co nie, gdzie mogą pójść, kogo poprosić o pomoc. Nie mieli też pojęcia, że od lipca obowiązują nowe zasady dotyczące zamieszkiwania w takich miejscach, zgodnie z którymi uchodźcy ponoszą częściową odpłatność za swój pobyt. Mogą wnioskować o zwolnienie z opłaty, ale muszą to odpowiednio uargumentować.
Słyszę, że zdradzają ukraińskich żołnierzy z Polakami. 'Ogromna liczba' rozwodów
Aby rozwiązać pat i uświadomić uchodźców z Ukrainy, w pobliskiej szkole w piątek zorganizowano z nimi spotkanie. Byli też przedstawiciele wojewody, starostwa i gminy, policja, jak również przedstawiciele PCK i stowarzyszenia Homo Faber, które pomaga uchodźcom.
- Nikt z nas nie wiedział, ile osób się pojawi. Trochę się tego obawialiśmy, ale przyszła duża grupa - około 30-40 ludzi. Cała sala w pobliskiej szkole była pełna - słyszymy od urzędników. Jak mówi nam dyrektor Janusz Iwanicki, głównym celem spotkania było dostarczenie jak największej dawki wiedzy.
- Mieliśmy poczucie, że te osoby w ogóle nie miały pojęcia, że obiekt nie ma zgody wojewody na dalsze działanie. Nikt im tego nie powiedział. Nikt ich nie poinformował również o tym, że mamy dla nich miejsca w innych ośrodkach, w tym niedaleko od Lublina. Nie mieli świadomości, że należą im się trzy posiłki dziennie i że nie powinni ponosić żadnej odpłatności np. za korzystanie z pralni - opowiada dyrektor z Urzędu Wojewódzkiego. - To by wskazywało na to, że prowadzący ośrodek nie do końca wywiązywał się ze swoich obowiązków we właściwy sposób - podkreśla nasz rozmówca.
Ukraińcy już nie tak dobrze o Polakach. W dwa lata poziom sympatii sporo się obniżył
'Otworzyliśmy tym ludziom oczy'
- To było bardzo ważne spotkanie, bo my tym ludziom otworzyliśmy oczy. Opowiedzieliśmy im krok po kroku, jak wygląda sytuacja, że mogą liczyć na naszą pomoc. Gmina zadeklarowała, że ma busy, które może podstawić, by poszczególne osoby mogły się przeprowadzić do innych ośrodków - dodaje rzeczniczka wojewody Dorota Grabowska.
Jak mówią urzędnicy, tuż po spotkaniu około 10 osób zadeklarowało, że chce się przeprowadzić do innych miejsc. - Pytali, co z dziećmi, czy znajdą się dla nich miejsca w nowych szkołach - słyszymy.
Rosja zemści się na Polsce? 'Trzeba mieć spakowaną walizkę'
Część osób jeszcze nie zadeklarowała, co dalej. Przedstawiciele organizacji pozarządowych, którzy byli na spotkaniu, podkreślają, że jest to zrozumiałe. W mieszkańcach ośrodka jest lęk. Nie byli świadomi swojej sytuacji, zostali nią zaskoczeni, znów muszą się przeprowadzać. - Cały czas z nimi rozmawiamy, negocjujemy. Zobaczymy, ile osób ostatecznie zdecyduje się na przeprowadzkę i dokąd - podkreśla dyrektor Iwanicki.
- Jest im po prostu ciężko. Te osoby trochę już tu mieszkają, osiadły, jakoś funkcjonują, dlatego każda kolejna zmiana może ich przerażać. Bo uciekają niemal non stop - najpierw od siebie z domu, potem z jednego punktu do drugiego, potem relokacja, bo ośrodek się zamyka, a to oznacza, że życie trzeba znów trochę stawiać na nowo. To nie jest łatwe - mówi Milena Kloczkowska ze stowarzyszenia Homo Faber.
W ośrodku przywrócili prąd
Obecnie w ośrodku pod Lublinem przywrócono dostawy prądu. - Było to możliwe dzięki współpracy firmy energetycznej i właściciela budynku. - To było dla nas ważne, bo za moment święta, chcieliśmy, by wszystkie osoby mogły je spędzić godnie. Dlatego też dodatkowo dostarczyliśmy do ośrodka paczki z żywnością - mówi rzeczniczka wojewody lubelskiego. Z naszych informacji wynika, że w ośrodku rozdano 50 paczek dla rodzin, w tym rodzin z dziećmi.
Na terenie województwa lubelskiego jest obecnie 300 wolnych miejsc dla uchodźców i uchodźczyń z Ukrainy. Urzędnicy na spotkaniu nie kryli, że dziś jest jeszcze możliwość wyboru, gdzie chce się mieszkać, ale nie wiadomo, co będzie dalej. Sytuacja w Ukrainie jest bowiem coraz trudniejsza, Rosja atakuje głównie obiekty infrastruktury krytycznej, w tym ciepłownie i elektrownie. Gdy pojawią się duże mrozy, a w domach będzie bardzo zimno, w Polsce może się pojawić nowa fala uchodźców. Pisaliśmy o tym na tokfm.pl.