Prezydent nie trafi za kraty, bo ktoś zapłacił kaucję. "Rozumiem, że trochę pana wykiwano"
- Prezydent Puław stawił się w poniedziałek przed Zakładem Karnym w Opolu Lubelskim, gdzie miał odsiedzieć pięć dni. Na taką karę zamieniono grzywnę w wysokości 5 tys. zł, którą Paweł Maj miał zapłacić za naruszenie sądowego zakazu udostępniania Orlika dzieciom poza godzinami pracy szkoły;
- Paweł Maj jednak nie trafił za kraty, bo ktoś wpłacił za niego kaucję. Na razie nie wiadomo, kto to zrobił, nieoficjalnie mówi się o ministrze sportu;
- Przed więzieniem pojawiło się kilkadziesiąt osób wspierających prezydenta, w tym były piłkarz i poseł Roman Kosecki;
- Paweł Maj przyznał, że liczy na zmianę prawa w taki sposób, by dzieci mogły korzystać z boisk również wieczorami, w weekendy czy w święta.
Historię prezydenta Puław Pawła Maja i jego walki o przyszkolne boisko opisywaliśmy kilkukrotnie. Orlik znajduje się przy jednej z puławskich szkół, w środku osiedla domków jednorodzinnych. Wieczorami był oświetlany, by mogły z niego korzystać dzieci, młodzież czy gracze z puławskich klubów. To nie spodobało się małżeństwu, które obok Orlika wybudowało swój dom. Mieszkańcy narzekali na hałas i nocne światło, które miało ich oślepiać. Poszli do sądu i sąd przyznał im rację.
Po tym wyroku prezydent polecił zamontowanie koło szkoły ekranów akustycznych, by hałas z boiska nie dochodził do okolicznych domów. Po czym ponownie wpuścił dzieci na boisko, m.in. w święta i weekendy. Sąd uznał, że w ten sposób prezydent naruszył nałożony na niego sądowy zakaz. Stąd decyzja o grzywnie. Prezydent miał zapłacić 5 tysięcy zł.
Od początku mówił, że płacić nie zamierza, bo wyrok był absurdalny. Jak mówił, przepisy nie przystają do rzeczywistości i zamiast stawiać na rozwój dzieci - zamykają im możliwość grania w piłkę na boisku. Do akcji wkroczył komornik i grzywna miała być zamieniona na pięciodniowy pobyt w Zakładzie Karnym w Opolu Lubelskim.
Wpuścił dzieci na orlik, a teraz idzie siedzieć. 'To jest szokujące'
Ktoś wpłacił grzywnę za prezydenta
Paweł Maj do aresztu nie trafił, ale - zgodnie z zapowiedziami - pojawił się w poniedziałek rano przed opolskim więzieniem. Jak mówił, nie wie, kto uiścił grzywnę, ale - pośrednio - miał do tej osoby pretensje. - Uważam, że ta kwota nie powinna być wpłacona. Bo wpłata jest potwierdzeniem tego amoralnego, szokującego wyroku. Uważam, że grzywnę zapłacono wyłącznie po to, aby uniknąć kompromitacji aparatu państwa - powiedział Maj.
Przed więzieniem towarzyszyła mu grupa ok. 30 osób, które przyjechały specjalnie, by wesprzeć prezydenta Puław. Pojawił się m.in. były reprezentant Polski Roman Kosecki. - Byłem w grupie, która przed laty opracowywała cały projekt Orlików. Nadrzędnym celem i hasłem Orlików było: uśmiech dziecka i zadowolenie najważniejsze. Nigdy w życiu nie przypuszczałem, że dojdzie do tak absurdalnej sytuacji, że z powodu Orlika ktoś miałby trafić do więzienia. Obiekty sportowe mają dawać zadowolenie, a nie więzienie - mówił były poseł. - Rozumiem, że - po wpłaceniu tej grzywny - może pan powiedzieć, że trochę pana wykiwano, ale to nie jest miejsce dla pana - dodał Kosecki, zwracając się do Pawła Maja.
Nie wiadomo na razie, kto wpłacił kaucję. Radca prawny Urzędu Miasta w Puławach przyznał, że nie dotarła do urzędu informacja w tej sprawie. - Będziemy to próbowali ustalić - przyznał Ernest Stolar. W mediach społecznościowych pojawiły się nieoficjalne informacje, że pieniądze wpłacił minister sportu. -Nie potwierdzamy tej informacji. Nie komentujemy tej sprawy - przekazała TOK FM rzeczniczka ministra sportu, Aleksandra Chalimoniuk.
Prawo pozwoli otwierać Orliki wieczorami?
Prezydent Puław liczy, że po nagłośnieniu tej sprawy ministerstwo zmieni prawo i Orliki będą mogły być czynne do wieczora, w święta, ferie czy wakacje. - Minister Nitras zapowiedział, że zmiany prawa obejmą zakres obiektów edukacyjnych, sportowych i że nasze dzieci zostaną na te boiska wpuszczone. Stało się to po dużej batalii i po moim ogłoszeniu, że idę do aresztu. Warto było - mówił Paweł Maj. Jak dodaje, pisma w tej sprawie wysyłał od 2018 roku, do różnych ministrów, Rzecznika Praw Dziecka i innych instytucji. - Bezskutecznie, często w ogóle nie dostawałem odpowiedzi albo ktoś pisał: 'Nie da się'. Dziś liczę, że zmiana prawa nastąpi szybko, najpóźniej w maju - dodał prezydent Puław.
Przed więzieniem towarzyszył mu również m.in. Bernard Bojek, animator Orlika w Puławach. Jak mówił, miał okazję rozmawiać z małżonkami, którzy poszli do sądu z pozwem przeciwko miastu. - Tam nie ma praktycznie rozmowy, żadne argumenty nie trafiają. A dzieci płaczą. Nawet ostatnio, w piątek podszedł do mnie chłopczyk, żebym coś zrobił, żeby boisko nie było zamykane, gdy zamykana jest szkoła. Wcześniej wielokrotnie miałem takie sytuacje - powiedział nam Bojek. - Raz byłem na boisku z chłopcem, który dziś jest reprezentantem Polski. Dziecko płakało. Było tam też dwóch innych chłopców. Prosili o zgodę na to, by trenować. Ja też prosiłem tych państwa - mówiłem, że nie będę używał gwizdka, że nie będzie żadnych kibiców, okrzyków. To nic nie pomagało - opowiadał nasz rozmówca.
Po nałożeniu grzywny na prezydenta Orlik w Puławach znów jest czynny wyłącznie w godzinach pracy szkoły, bo procesy cały czas trwają. Prezydent czeka na ostateczne prawomocne rozstrzygnięcie. Ale jednocześnie liczy, że szybciej wprowadzone zostaną nowe przepisy i boisko znów będzie mogło tętnić życiem.
- Bardzo sie cieszę i uważam, że to jest nasz sukces - mój i mieszkańców Puław. Że nasz cel został osiągnięty i że jest zapowiedź zmiany prawa. W tej całej historii chodzi wyłącznie o dzieci, by dać im możliwość rozwoju, gry w piłkę, wyjścia na boisko wtedy, kiedy chcą, a nie tylko wtedy, gdy otwarta jest szkoła. To, że dzieci nie mogą spędzać czasu na świeżym powietrzu, gdy jest tyle internetu, brak jest relacji rówieśniczych, to jest zbrodnia na tych dzieciach. Nie pozwalamy im ćwiczyć. Mam nadzieję, że to się w końcu zmieni - podsumował prezydent Puław.