Niespokojnie w Dorohusku. Przewoźnicy zaczęli protest. "Tak źle nie było nigdy"
- Przewoźnicy skarżą się, że ukraińscy transportowcy mogą wjeżdżać bez zezwoleń i - zdaniem polskich przedsiębiorców - wykorzystują to na bardzo dużą skalę;
- Protestujący mają pretensję do rządu, że ich zostawił. Domagają się spotkania z przedstawicielami trzech ministerstw;
- Protestom sprzeciwia się wójt Dorohuska.
Protest w Dorohusku rozpoczął się w poniedziałek po południu. Polega na tym, że przepuszczana jest jedna ciężarówka co godzinę - zarówno w stronę Ukrainy, jak i do Polski. Co ważne, to nie przewoźnicy - fizycznie - blokują Ukraińcom przejazd. Zajmuje się tym policja. - Przy czym transporty militarne, humanitarne, z żywnością czy autokary - są puszczane bez kolejki - mówi lider protestujących Rafał Mekler, działacz Konfederacji z Lubelszczyzny.
Nie kryje, że termin protestu nie jest przypadkowy i ma związek z wyborami prezydenckimi, które odbędą się za kilka dni. - Bo sytuacja wyborcza sprzyja temu, że rządzący są bardziej zainteresowani, by pochylić się nad naszymi problemami. Sami kandydaci także. Mamy nadzieję, że uda się coś osiągnąć - mówi Mekler.
Przewoźnicy tłumaczą, że od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie ich sytuacja jest trudna. Ukraińscy transportowcy mogą wjeżdżać bez zezwoleń i - zdaniem polskich przedsiębiorców - wykorzystują to na bardzo dużą skalę. - Poprzedni rząd obiecywał, że się za nami wstawi - tak się nie stało, obecny rząd - podobnie. Nikt nie szanuje pracy polskiego przewoźnika, jesteśmy dyskryminowani - mówi Jan Teterycz, przewoźnik z 30-letnim stażem.
Tak Polacy w Batumi zostają na lodzie. 'Nie chcą mieć już z nimi w ogóle do czynienia'
Inny z protestujących - Marek Okliński - prowadzi firmę transportową od ponad 25 lat. Jak mówi, tak źle jak obecnie nie było nigdy. - Część moich pojazdów, które jeździły na Ukrainę, w tej chwili nie jeżdżą, mimo że mieliśmy współpracę na dużą skalę. 40 procent biznesu w tej chwili nie ma. Jest tragedia, nic się nie rozwija, wprost przeciwnie - opowiada w rozmowie z nami.
W Dorohusku razem z transportowcami pojawili się też górnicy z Bogdanki, by ich wesprzeć. Jak mówili, zawsze mogą liczyć na wsparcie ze strony przewoźników, dlatego nie mogło ich też tutaj zabraknąć.
Wójt zakazał protestu, sąd się na protest zgodził
Los protestu ważył się do ostatniej chwili. Na jego organizację nie wyraził zgody wójt Dorohuska Wojciech Sawa. Przekonywał, że droga krajowa nr 12 - na której odbywa się zgromadzenie - nie jest dobrym miejscem na tego typu akcje, bo znajduje się w wykazie obiektów infrastruktury krytycznej. Sądu to jednak nie przekonało i w poniedziałek przed południem uchylił tę decyzję.
Sąd przypomniał, że odbyło się spotkanie organizacyjne w sprawie protestu, ale nie padła na nim - ze strony wójta ani jego urzędników - propozycja, by protest przenieść. Zwrócił też uwagę, że sam fakt wpisania danego miejsca do wykazu infrastruktury krytycznej nie stanowi o możliwości wydania zakazu zgromadzenia. Wójt zapowiada, że będzie składał zażalenie od decyzji sądu I instancji.
- Dziwi mnie, że protest się odbywa na naszym przejściu, a na innych nie - rozkłada ręce Sawa. Jak mniemam, dzieje się tak dlatego, że Dorohusk jest najbliżej Warszawy i najłatwiej tu przyjechać - dodaje. W jego ocenie formuła protestów już się wyczerpała. - Poprzednie akcje przewoźników i rolników w Dorohusku na pewno przyniosły zły skutek dla naszych przedsiębiorców. Nawet dzisiaj dostałem pisma od tych, którzy nie zgadzają się z tym protestem, o dziwo - byli wśród nich także transportowcy - wskazuje wójt Dorohuska.
O co walczą przewoźnicy?
Protestujący domagają się spotkania z przedstawicielami trzech ministerstw: rodziny, pracy i polityki społecznej; finansów i infrastruktury. - Jesteśmy umówieni na środę w Sejmie, zobaczymy. Może na tym spotkaniu nastąpi coś przełomowego? Jesteśmy otwarci na propozycje - zapewnia Mekler, lider zgromadzenia.
Przewoźnicy zabiegają o wprowadzenie limitu wydawania specjalnych zezwoleń na przewozy dla ukraińskich transportowców do Polski. Domagają się również zakazu rejestrowania w Polsce firm transportowych z kapitałem spoza UE oraz wprowadzenia przez Ukrainę oddzielnej kolejki w systemie elektronicznym dla pustych samochodów ciężarowych, które jadą z Ukrainy do Polski.
Ministerstwo "otwarte na dialog"
Ministerstwo Infrastruktury w rozmowie z Polską Agencją Prasową zapowiedziało, że podejmuje działania, by zmienić przepisy dotyczące transportu drogowego między UE i Ukrainą. Rzeczniczka ministerstwa Anna Szumańska przekazała PAP, że "resort na bieżąco monitoruje sytuację związaną z protestem przewoźników, a jednocześnie "ministerstwo jest otwarte na dialog, aby wypracować jak najkorzystniejsze rozwiązania dla rozwoju tego sektora gospodarki".
W poniedziałek rano na wyjazd z Polski do Ukrainy przez przejście w Dorohusku czekało ok. 200 tirów. Czas oczekiwania wynosił osiem godzin.