Nie chcą wiatraków pod oknami. Zamierzają cały dzień protestować na ważnej trasie
- Mieszkańcy wciąż zarzucają władzom gminy, że nikt z nimi nie rozmawia;
- "Sprzeciwiamy się tej wiatrakowej inwestycji. Czekamy na rozpoznanie petycji i liczymy, że rada gminy uwzględni nasz głos" - mówi jedna z mieszkanek;
- Protest może spowodować spore utrudnienia w ruchu, bo to popularna droga.
Mieszkańcy podlubelskiej gminy Piaski od kilku miesięcy walczą z wiatrakami, a dokładniej - z planami gminy na ustawienie w pobliżu ich domów ponad 20 wiatraków. W tzw. uchwale inicjującej radni zapisali m.in., że "maksymalna całkowita wysokość elektrowni wiatrowej będzie nie większa niż 290 metrów". - To dramat dla tego pięknego krajobrazu, ale też dla naszego życia tutaj. To jest nasza oaza spokoju, nasz raj na ziemi - mówiła nam już w lutym pani Magda, jedna z okolicznych mieszkanek. Co się zmieniło od tamtego czasu?
Właściwie niewiele. Mieszkańcy wciąż zarzucają władzom gminy, że nikt z nimi nie rozmawia. Złożyli trzy petycje, ale tylko dwie zostały do tej pory rozpoznane - negatywnie. Trzecia petycja - z największą liczbą podpisów (około 2 tys.) - ciągle czeka na rozpatrzenie. Dlatego mieszkańcy zamierzają wyjść na ulice.
Mieszkańcy przeciw wiatrakom. Kiedy odbędzie się protest?
W najbliższy czwartek (29 maja) prawie przez cały dzień (w godz. 10-17) będą blokować rondo przy drodze krajowej Lublin - Zamość. To trasa prowadząca do przejścia granicznego z Ukrainą w Hrebennem. - Będziemy puszczać samochody wahadłowo. Chcemy również przejść główną ulicą w Piaskach - Lubelską - do Urzędu Gminy - zapowiadają mieszkańcy. Protest może spowodować spore utrudnienia w ruchu, bo to popularna droga.
- Sprzeciwiamy się tej wiatrakowej inwestycji. Czekamy na rozpoznanie petycji i liczymy, że rada gminy uwzględni nasz głos. A w oczekiwaniu na zajęcie się przez radnych naszym problemem organizujemy protest - mówi Elżbieta Krupa ze Stowarzyszenia "Wolni od wiatraków", które powstało, gdy mieszkańcy dowiedzieli się o problemie.
- Łączymy różne grupy. Będą z nami [na proteście] mieszkańcy, okoliczni rolnicy, górnicy z Bogdanki, którzy chcą nas wesprzeć, podobnie jak związkowcy z Zakładów Azotowych w Puławach. Ale przyjadą też myśliwi i sadownicy z naszych okolic. Będziemy manifestować przeciwko budowie gigantycznych wiatraków w pobliżu naszych domów - dodaje pani Elżbieta.
Absurd w Poznaniu. Plac zabaw przecięli na pół. 'To jest kryminał'
Inny członek stowarzyszenia - Przemek Kuśmierczyk - przekonuje, że inwestor próbuje skupować kolejne działki pod wiatraki, m.in. w gminie Bychawa, Trawniki czy Krzczonów. - A nasza władza dalej z nami na ten temat nie rozmawia. Prosiliśmy o spotkanie w ramach skarg, wniosków i petycji, ale bez odpowiedzi - rozkłada ręce. - Jednocześnie coraz więcej mieszkańców widzi, że to jest nasza wspólna sprawa. Że to nie jest protest "oszołomów" antywiatracznych, jakichś Don Kichotów. To sprawa ważna dla wszystkich - mówi pan Przemek.
Dlaczego mieszkańcy protestują?
Warto w tym miejscu przypomnieć, że mieszkańcy już w lutym mówili nam, że są świadomi zagrożeń wynikających ze zmian klimatu i zależy im na dbaniu o środowisko. Denerwują się jednak, że "nikt z nimi nie rozmawia" o tak dużej i ważnej sprawie.
- Wcale nie jest tak, jak przekonuje władza, że to dla gminy samo dobro, które przyniesie inwestycje i pieniądze z podatków. Zmieni się nam cały krajobraz. Musimy to uświadamiać mieszkańcom. Oni muszą znać dane, a te przed nami się ukrywa. Nikt nam nie przedstawił żadnych analiz, skutków dla gminy, dla jej mieszkańców - mówi pani Monika.
'Bardzo daleko idąca zmiana' w ustawie wiatrakowej. 'Zobaczymy, co z tego zostanie'
Pan Maciej mieszka w Wygnanowicach. - Jeśli wiatraki będą liczyły do 290 metrów, będą widoczne z dużo większej odległości. Nie chcemy, by nasze wsie były zdewastowane krajobrazowo, jak to jest w Żółkiewce, w której byliśmy. Jeśli chcemy się rozwijać w kierunku agroturystyki, a tak się przecież u nas dzieje, to nie możemy psuć naszego terenu takimi bublami - przekonuje, nie kryjąc rozgoryczenia.
- Jesteśmy na początku drogi. Nasze uchwały o niczym nie świadczą - zarzekał się w lutym w rozmowie z nami radny Tomasz Cholewa. Dodał, że zdania w gminie są podzielone. - Od części osób słyszę, że im się pomysł podoba. Że będzie można przyjechać, popatrzeć na te wiatraki - opowiadał. Dopytywany, czy samo "patrzenie na wiatraki" to w ogóle jakiś argument, odpowiedział: "W góry też jeździmy po to, aby popatrzeć na widoki".
- Myślę, że gdyby pan radny kiedykolwiek pojechał na urlop na Śląsk i dotknął zindustrializowanego obszaru zalanego betonem czy metalem, to zmieniłby zdanie. Jeśli ktoś, kto nie ma świadomości wartości tego terenu i krajobrazu, który tutaj posiadamy, jest bardzo biednym człowiekiem - podsumowuje w rozmowie z TOK FM pan Maciej.