Bodnar spotkał się z niedoszłymi sędziami. Nowe zapowiedzi po nagłośnieniu sprawy przez TOK FM
- Chodzi o sprawę m.in. absolwentów KSSiP w Krakowie, którzy nie poszli na asesurę i nie chcieli stawać do konkursów na sędziów przed neo-KRS.
- Na to, by zgłosić się do konkursu na sędziego jest określony czas - pięć lat. Im ten czas wygasł, a zatem szansa na wykonywanie wymarzonego zawodu - przepadła.
- Liczyli, że problemem zajmie się Ministerstwo Sprawiedliwości z Adamem Bodnarem na czele i tak się stało. Resort przedstawił pewien pomysł na zmianę prawa. Nie wszystkim się podoba, ale kierownictwo MS podaje, że sprawa nie jest przesądzona.
Tuż przed końcem 2024 roku w Ministerstwie Sprawiedliwości odbyło się spotkanie przedstawicieli środowiska referendarzy z ministrem Adamem Bodnarem i innymi przedstawicielami resortu. Referendarz sądowy to pracownik sądu, który np. wydaje zarządzenia, nakazy oraz inne dokumenty sądowe, a także stwierdza prawomocność orzeczeń. Referendarz nie jest sędzią, a są przypadki, że chciałby nim być, o czym więcej w dalszej części artykułu.
"Kierownictwo Ministerstwa Sprawiedliwości przychylnie odniosło się do propozycji togi dla referendarzy, wzmocnienia samorządności referendarzy sądowych, w tym uczestniczenia przez referendarzy w kolegium sądu czy możliwości awansu referendarzy na urząd sędziego" - czytamy na profilu Stowarzyszenia Referendarzy Sądowych Lex Iusta.
Zgodnie z informacjami, jakie płyną z Ministerstwa Sprawiedliwości, absolwenci Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie, którzy są po egzaminie sędziowskim, mają dostać dodatkowo dwa lata na możliwość startowania w konkursach na sędziów przed nową Krajową Radą Sądownictwa.
Taki zapis miałby się pojawić w nowej przygotowywanej Ustawie o przywracaniu ładu konstytucyjnego. "Wydłuży on o dwa lata uprawnienie do udziału w konkursach na zasadzie wyjątku uzasadnionego sytuacją związaną z nieprawidłowo ukształtowaną KRS" - czytamy na stronie resortu sprawiedliwości. Te dwa lata to zdecydowanie krócej niż chcieli sami referendarze. Ci wnosili bowiem o wydłużenie tego terminu do ośmiu lat, czyli o okres równy rządom poprzedniej władzy.
Dyrektor Departamentu Kadr i Organizacji Sądów Powszechnych i Wojskowych w Ministerstwie Sprawiedliwości Marta Kożuchowska-Warywoda zadeklarowała, że ten czas nie jest jeszcze przesądzony i pod wpływem rozmów z przedstawicielami środowiska może zostać wydłużony.
TOK FM nagłaśnia sprawę niedoszłych sędziów
Chodzi o nagłośnioną przez TOK FM sprawę niedoszłych sędziów. Absolwenci czterech pierwszych roczników Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie oraz tzw. starej aplikacji sędziowskiej stracili szansę na zostanie sędzią. Dlaczego? W wyniku zmian przyjętych przez PiS w 2017 roku - nawet po zdaniu egzaminu sędziowskiego - nie mogli podjąć pracy na stanowisku sędziego, ale powinni jeszcze wcześniej odbyć asesurę. Asesor to taki "sędzia na próbę", który pracuje pod okiem innych sędziów, często w innym mieście.
- To było niezrozumiałe, bo my już mieliśmy uprawnienia do zostania sędziami, mogliśmy startować w konkursach na stanowisko sędziego. Tak się nie robi - mówił TOK FM Mikołaj Iwański, prawnik z Uniwersytetu Jagiellońskiego, a jednocześnie referendarz sądowy z Krakowa.
Dziś ostatni dzień. Jeśli rodzice nie złożą wniosku, pieniądze przepadną
Ponadto absolwenci KSSiP - w czasie rządów PiS - nie chcieli też startować w konkursach na stanowisko sędziego przed upolitycznioną Krajową Radą Sądownictwa. Robili tak, choć wiedzieli, że po egzaminie sędziowskim mają uprawnienia zawodowe na określony czas (pięć lat) i gdy wygasną, ich droga do wymarzonego zawodu zostanie zamknięta. Jak mówili TOK FM - mimo to nie chcieli brać udziału w "nieetycznej procedurze" ani mieć coś wspólnego z awansem przed ciałem, które - zgodnie z wyrokami choćby TSUE - jest niekonstytucyjne.
Niedoszli sędziowie i wiara, że nowa władza coś zmieni
Prawnicy, którzy nie przyjęli asesury i nie startowali w konkursach przed neo-KRS liczyli, że po zmianie władzy ktoś przyjrzy się ich sytuacji i ich uprawnienia do startowania w konkursach na stanowiska sędziowskie zostaną przywrócone. Tak się jednak nie działo, dlatego zaczęli głośno mówić o swoim problemie. Po nagłośnieniu tego tematu przez TOK FM sprawą zainteresował się minister Adam Bodnar. Jak pisaliśmy, ministerstwo zapowiedziało zmiany. Stąd też opisywane wyżej spotkanie z kierownictwem tego resortu.
Obietnice ministerstwa jednak nie kończą sprawy
Należy jednak pamiętać, że referendarze i asystenci sędziów są w różnych sytuacjach życiowych. Nie da się ich wszystkich wrzucić do jednego worka, a i jedni, i drudzy chcieliby mieć możliwość startowania w konkursach sędziowskich przed nową KRS. Jak mówią, nikt nie przesądza, że taki konkurs wygrają, ale apelują, by dać im taką szansę. - Czujemy niesprawiedliwość społeczną. Notariusz po przepracowaniu trzech lat jako notariusz może wystartować na sędziego, a referendarz, który ma np. egzamin notarialny czy adwokacki, ale pracuje w sądzie - takiego prawa jest pozbawiony - mówiła jedna z gościń TOK FM Marta Kwiatkowska - referendarz w Wydziale Cywilnym w Sądzie Rejonowym dla Łodzi-Widzewa w Łodzi.
Są też referendarze, którzy nie chcą być sędziami. Ale chcą większego prestiżu swojego zawodu. Również o tym rozmawiano na spotkaniu w Ministerstwie Sprawiedliwości. Przedstawiciele resortu zapowiedzieli, że zarekomendują prezesom sądów obowiązkowy przegląd statusu osób zatrudnionych na stanowiskach referendarzy sądowych. Jak zwrócili uwagę sami referendarze, często przeszkodą blokującą awans zawodowy dla nich jest brak pieniędzy w sądach. - Sądy, którym brakuje pieniędzy na awansowanie referendarzy sądowych, mogą wystąpić do ministerstwa o dodatkowe środki finansowe na ten cel - podkreślił minister Adam Bodnar.