Prawicowe stowarzyszenie znów przegrywa w sądzie. "Edukacja antydyskryminacyjna nie jest niczym złym"
Początek tej sprawy sięga roku 2016. To wtedy - na przełomie sierpnia i września - Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza (SRWWiM) rozesłało do 20 tysięcy szkół list, w którym ostrzegało rodziców przed wprowadzaniem w szkołach tzw. kodeksu równego traktowania.
W liście napisano m.in.: "Mając na uwadze dobro Państwa szkoły, a szczególnie uczniów, chcielibyśmy Państwa ostrzec przed wprowadzeniem takiej edukacji i związanego z nią kodeksu równego traktowania". "Pod szlachetnie brzmiącą nazwą edukacji antydyskryminacyjnej kryje się plan promowania w szkole zachowań i zwyczajów LGBTQ odrzucających wszelkie normy społeczne w sferze seksualności" - przekonywano.
W liście zaatakowano m.in. program Szkolnych Kodeksów Równego Traktowania zainicjowany przez Fundację na rzecz Różnorodności Społecznej. Na czele tej organizacji stoi Agnieszka Kozakoszczak, która od lat prowadzi zajęcia w szkołach dotyczące tolerancji, otwartości na innych i niedyskryminacji. Razem z innymi aktywistami z fundacji została oskarżona m.in. o działanie na szkodę dzieci poprzez prowadzenie edukacji antydyskryminacyjnej, a także o 'molestowanie dzieci w sprawach seksualności'.
Zdecydowała się pójść do sądu. Już w listopadzie 2021 roku Sąd Okręgowy w Warszawie stanął po jej stronie. Zobowiązał stowarzyszenie do usunięcia listu z Internetu, przeproszenia Agnieszki Kozakoszczak i wypłacenia jej zadośćuczynienia. Teraz Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał ten wyrok, jest on już prawomocny.
Sąd potwierdził, że doszło do naruszenia dóbr osobistych Agnieszki Kozakoszczak. "W sprawie chodziło o edukację antydyskryminacyjną, ale gdyby nawet przyjąć, że poruszana miała być również kwestia dyskryminacji ze względu na orientację seksualną [taki był główny 'zarzut' SRWWiM], to również nie byłoby w tym nic złego" - miała stwierdzić sędzia Małgorzata Kuracka.
Społecznicy podkreślają również, że sąd nie zgodził się z argumentami strony pozwanej, że to, co zawarto w liście, "mogło się mieścić w prawie do krytyki".
Agnieszka Kozakoszczak jest edukatorką antydyskryminacyjną, ale również współtwórczynią programu pierwszych w Polsce studiów dla asystentek międzykulturowych.
Studia ruszyły niedawno na Uniwersytecie Warszawskim. - W asystenturze międzykulturowej chodzi m.in. o to, by dziecko wiedziało, że nie jest w szkole samo. Że jest jakiś życzliwy, pomocny dorosły, który dziecko rozumie i na którym to dziecko też w pewnym sensie może się wzorować - wyjaśniała na antenie TOK FM Agnieszka Kozakoszczak.
Nie pierwsza taka sprawa
Proces Agnieszki Kozakoszczak w sprawie kontrowersyjnego listu nie był pierwszy. Już wcześniej swój proces przeciwko Stowarzyszeniu Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza wygrała scenarzystka Marta Konarzewska. Autorzy rozesłanego do szkół listu pisali m.in. o tym, że do zadań szkoły nie należy spełnianie oczekiwań środowisk LGBTQ, tym bardziej jeśli naraża to dzieci i młodzież na zaburzenia tożsamości oraz zwiększone z tym rzekome ryzyko zakażenia wirusem HIV. W liście znalazło się ściągnięte z Internetu zdjęcie Marty Konarzewskiej i informacje o tym, kim jest.
- Ktoś mi podesłał treść tego listu na Facebooku. To był dla mnie szok. Strasznie nieprzyjemnie jest zobaczyć siebie z czarnym paskiem na oczach, jak przestępcę, a jednocześnie zdjęcie było podpisane imieniem i nazwiskiem. Początkowo pomyślałam, że ktoś może zrobił sobie jakiś żart i że może nie będę z tym nic robić. Potem pojawił się jednak lęk, że ktoś coś o tobie wie, ale nie wiadomo, kim ten ktoś jest. A potem była już skrajna nieprzyjemność związana z tym, że ktoś cię nienawidzi, może chce zrobić ci coś złego - opowiadała w TOK FM Konarzewska. W jej przypadku sąd także potwierdził, że doszło do naruszenia dóbr osobistych.
W tej sprawie jest jeszcze kilka innych pozwów. W pierwszej instancji swoją sprawę wygrała prof. Małgorzata Fuszara, a dwa postępowania - z wniosku Kampanii Przeciw Homofobii i Towarzystwa Edukacji Antydyskryminacyjnej - są w toku. Warto dodać, że procesy są możliwe dzięki wsparciu prawnemu pro bono Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego i mecenasa Jakuba Turskiego.
- To, co łączy wszystkie postępowania, to walka o godność i dobre imię - mówił niedawno OKO.press Jakub Turski. - W naszej opinii działalność Stowarzyszenia Rodzin Wielodzietnych wykraczała poza granice dozwolonej krytyki. Autorzy listu nie mogą chować się za wolnością wypowiedzi, gdy używają sądów jednoznacznie negatywnych i poniżających. To stoi w sprzeczności z wartościami społeczeństwa pluralistycznego - tłumaczył mecenas.