Brutalnie zgwałconej Lizie nikt nie pomógł. Co należało zrobić?
25-letnia Lizawieta z Białorusi zmarła w wyniku obrażeń po brutalnym gwałcie. Do tragedii doszło w niedzielę (25 lutego) nad ranem, na ulicy Żurawiej - w samym centrum Warszawy. Historia wstrząsnęła mieszkańcami i mieszkańcami w stolicy i nie tylko. W środę wieczorem ulicami miasta ma przejść marsz milczenia - przeciwko przemocy.
Wydarzenie organizują m.in.: Feminoteka, Strajk Kobiet, Fundacja KRAINA, Fundacja Martynka oraz białoruskie feministki (zmarła tragicznie Liza była Białorusinką). Marsz rozpocznie się o godz. 18 na ul. Żurawiej 47, gdzie doszło do brutalnej napaści. Stamtąd uczestniczki i uczestnicy przejdą przed Pałac Kultury i Nauki na placu Defilad.
"Potrzebny jest Wasz słuszny gniew - przyjdźcie w środę o 18 na miejsce zbrodni (Żurawia 47), stamtąd przejdziemy pod Pałac Kultury. Ubierzcie się na czarno, upamiętnijcie Lizawietę" - pisze w mediach społecznościowych Feminoteka.
Brutalny gwałt w Warszawie. Dlaczego nikt nie zareagował?
Pytanie, które często pada po tej tragedii, brzmi: dlaczego nikt nie zareagował na to, co działo się przecież w samym centrum miasta. Nagą i nieprzytomną Lizę znalazł dopiero dozorca budynku, który wezwał służby. Tymczasem portal tvnwarszawa.pl informował, że na monitoringu widać, że byli świadkowie, którzy zobaczyli scenę gwałtu na Żurawiej. Dwie kobiety miały przechodzić tuż obok. Według informacji dziennikarzy - nie miały świadomości, że doszło tam do tak tragicznej napaści, "uznały to za stosunek seksualny, prawdopodobnie pary osób bezdomnych". Gdy z mediów dowiedziały się, co się wydarzyło, miały same zgłosić się na policję.
- Brak reakcji na różne formy przemocy (...) wynika z braku wiedzy, jak należałoby w takiej sytuacji zareagować - mówiła w TOK FM Joanna Gzyra-Iskandar, rzeczniczka ds. przeciwdziałania przemocy wobec kobiet Fundacji Feminoteka. Wskazała, że chodzi nie tylko o tak straszne sytuacje, jak gwałt na Żurawiej, ale również przypadki przemocy, której oznaki możemy usłyszeć w mieszkaniu sąsiada.
Brak reakcji - jak podkreślała rzeczniczka - wynika często ze strachu. - W momencie, kiedy podjęlibyśmy reakcję, uwaga sprawcy przemocy może przenieść się na nas i to my wtedy możemy znaleźć się w niebezpieczeństwie - wyjaśniała gościni audycji "Pierwszy program".
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Jak reagować na przemoc?
Gzyra-Iskandar tłumaczyła, że w takich sytuacjach nie musimy siebie bezpośrednio narażać. - Jest taka zasada, że martwy ratownik nikogo nie uratuje - podkreśliła. Wskazała jednak zdecydowanie, że nie powinniśmy zostawiać sprawy bez żadnej reakcji. W niepokojących sytuacjach - jak mówiła - należy zadzwonić pod numer 112 i wezwać na miejsce odpowiednie służby.
Rozmówczyni Wojciecha Muzala podkreśliła, że "kiedy dzieje się coś niepokojącego, kiedy podejrzewamy, że dochodzi do przemocy - wezwanie służb to jest minimum". Przedstawicielka fundacji Feminoteka dodała, że nawet jeśli nie jesteśmy pewni, czy coś się dzieje, lepiej zadzwonić i "wyjść przed szereg". - Bo naprawdę możemy komuś pomóc. Nawet jeżeli dla nas ta sytuacja nie jest czarno-biała - apelowała.
'Edukuj swoich synów'
Rzeczniczka ds. przeciwdziałania przemocy wobec kobiet uważa, że w programie nauczania - obok edukacji seksualnej i antydyskryminacyjnej - powinna znaleźć się edukacja obywatelska. - Byłaby to dobra przestrzeń do tego, aby uwrażliwiać na to, co dzieje się wokół nas i uczyć reagowania na przemoc, zaczynając od młodych ludzi, bo przecież w nich jest największa nadzieja i to później oni będą tworzyć nowe wzorce społeczne - przekonywała.
Dopytywana, co sądzi o ewentualnym wprowadzaniu kar za brak reakcji, Gzyra-Iskandar odparła, że jest zwolenniczką budowania społecznej empatii i szerzenia wiedzy dotyczącej tego, czym jest przemoc. Podkreśliła znaczenie kampanii społecznych i edukowania społeczeństwa. - Na Instagramie widziałam grafikę z przekreślonym napisem "Chroń swoje córki", za to z dopiskiem: "Edukuj swoich synów". Myślę, że nie powinnyśmy rezygnować z aspektu chronienia naszych córek, przyjaciółek, sióstr czy matek, ale na pewno trzeba pomyśleć także nad komponentem edukacyjnym, który miałby przede wszystkim pokazywać, że nie wolno stosować przemocy, że należy szanować cudze granice - podsumowała gościni TOK FM.