Urolog z Rzeszowa "okaleczał ludzi"? "To będzie jedna z większych afer medycznych"
- Dr Janusz Ławiński - były dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. Fryderyka Chopina w Rzeszowie (woj. podkarpackie) przeprowadzał operacje za pomocą robota chirurgicznego da Vinci, nie mając wymaganego doświadczenia - poinformowali Łukasz Cieśla i Monika Waluś z Onetu;
- Po zabiegach prowadzonych przez dr. Ławińskiego - jak wskazywał jego były podwładny dr Paweł Wisz - 60 na 100 operowanych pacjentów opuszczało szpital z nowotworami;
- Innym wątkiem sprawy jest nieprawidłowe rozliczanie przez ówczesnego dyrektora szpitala finansowania zabiegów z użyciem robota przez NFZ;
- Prokuratura Okręgowa w Katowicach postawiła lekarzowi pierwsze zarzuty dotyczące nadużyć finansowych. Wciąż badany jest wątek jego domniemanych błędów medycznych.
Afera opisana przez Onet wyszła na jaw przy okazji pozwu, jaki dyrekcja Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. Fryderyka Chopina w Rzeszowie (woj. podkarpackie) w 2021 roku złożyła przeciwko ówczesnemu radnemu Prawa i Sprawiedliwości Jackowi Kotuli. Samorządowiec mówił głośno o mających miejsce w placówce zwolnieniach personelu oraz nieprawidłowości podczas zakupu i wykorzystania robota chirurgicznego da Vinci.
Podczas procesu, w październiku 2024 r., jednym ze świadków był dr Paweł Wisz, były lekarz rzeszowskiego szpitala, urolog specjalizujący się w operacyjnym leczeniu raka prostaty z wykorzystaniem da Vinci. Wisz nie odszedł z pracy dobrowolnie - został zwolniony kilka tygodni po tym, jak Prokuratura Okręgowa w Katowicach wszczęła śledztwo o możliwości popełnienia przestępstwa przez - jeszcze do niedawna - dyrektora szpitala dr. Janusza Ławińskiego.
Dr Paweł Wisz zapytany przez sędzię, czy słyszał o powikłaniach po zabiegach przeprowadzanych przez dr. Ławińskiego za pomocą robota da Vinci, odparł, że 'powikłania to mało powiedziane'. "Wydaje mi się, że to będzie jedna z większych afer medycznych w Polsce" - podkreślił lekarz.
Co się dzieje wokół WOŚP? Prokurator przyznaje, że czegoś takiego nigdy nie widział
Dr Ławiński szkodził pacjentom? "W niedługim czasie to ujrzy światło dzienne"
O co chodzi? Jak podał Onet, dr Ławiński, również urolog, od wielu lat zabiegał o ściągnięcie robota da Vinci do rzeszowskiej placówki. "Marzył, by to właśnie jego szpital stał się pionierem w kraju pod względem operacji wykonywanych przy użyciu robota" - czytamy. Chętnie też wykonywał zabiegi za pomocą da Vinci, choć - jak wynika z ustaleń Łukasza Cieśli i Moniki Waluś - nie potrafił tego robić.
Jak wynika z ustaleń katowickiej prokuratury, śledztwo w sprawie byłego dyrektora ma dwa główne wątki - finansowy i medyczny.
Według śledczych zabiegi przeprowadzone przez Ławińskiego z wykorzystaniem robota nie spełniały kryteriów finansowania przez Narodowy Fundusz Zdrowia w związku z brakiem wymaganego doświadczenia po jego stronie. Wśród wymogów refundacji fundusz wskazywał minimum 50 przeprowadzonych zabiegów.
Putin daje sobie 3 lata? Ekspert wyjmuje tabelki i sprawdza alarmujące doniesienia
"Mimo tego na polecenie podejrzanego szpital bezpodstawnie składał wnioski o finansowanie wykonywanych przez niego zabiegów i w konsekwencji w okresie od stycznia do czerwca 2023 roku NFZ wypłacił nienależnie kwotę niemal 1,5 mln zł" - wyjaśnił Onetowi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach Aleksander Duda.
Drugi, medyczny wątek afery, również ma związek z brakiem doświadczenia dr. Ławińskiego. Jak wskazywał przed sądem dr Paweł Wisz, jego przełożony co prawda miał wiedzę dotyczącą technicznej obsługi maszyny, ale nie potrafił skutecznie operować nią pacjentów.
Ilu Polaków może być deportowanych z USA? Padła liczba
"Zaczął takie zabiegi wykonywać i myślę, że w niedługim czasie ujrzy światło dzienne, jak to jest robione. [...] Przejmował pacjentów mimo braku doświadczenia. Ja, widząc, co się dzieje, kierowałem pacjentów do innych ośrodków. Nie godziłem się, żeby Ławiński operował moich pacjentów" - mówił urolog. Według niego dr. Ławińskiego, "byli królikami doświadczalnymi".
Dr Wisz na prośbę sądu opisał, jak wyglądała skuteczność dr. Ławińskiego w chirurgicznym leczeniu prostaty. Jak zaznaczył, zabieg polega na usunięciu prostaty, a przede wszystkim na usunięciu z organizmu chorego tkanek nowotworowych.
"Wyniki histopatologiczne po zabiegach czytaliśmy zawsze na raportach. I Ławiński miał odsetek ok. 60 proc. [przypadków] nieusunięcia nowotworu. Proszę sobie wyobrazić, że na 100 pacjentów, 60 wychodziło z nowotworem. [...] Ja jako lekarz się nie godziłem, uważam, że to było okaleczanie ludzi. Mój odsetek [był] poniżej 10 proc., a operowałem najbardziej zaawansowane stadia. Z danych wynika, że powinno być poniżej 20 proc. 10-15 proc. to jest dobry wynik" - porównał lekarz.
Strażnicy na granicy złamali prawo? Potężne śledztwo i pierwsze decyzje
Dr Ławiński twierdzi, że nikt się nie skarżył
Sam zainteresowany zapytany przez Onet o oskarżenia kierowane przez jego byłego przełożonego, tłumaczył, że zarzuty dotyczące nieprawidłowego rozliczania finansowania zabiegów, wynikają z różnic pomiędzy interpretacją przepisów przez Ministerstwo Zdrowia i Narodowym Funduszem Zdrowia.
Co do wątku błędów lekarskich, urolog przekonywał, że w przypadku pacjentów onkologicznych operacja (także ta przeprowadzana z użyciem da Vinci), "to tylko jeden z etapów leczenia". "Śledczy badają wątek dotyczący trzech moich pacjentów, którzy do dziś pozostają pod moją opieką i żaden z nich nie wystąpił do mnie z roszczeniami dotyczącymi tego, że popełniłem błąd" - powiedział Ławiński.
Prokuratura postawiła lekarzowi pierwsze zarzuty, które dotyczą nadużyć finansowych. Wciąż badany jest wątek jego domniemanych błędów medycznych.
Ławiński stracił stanowisko dyrektora Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. Fryderyka Chopina w Rzeszowie, nie jest już nawet pracownikiem placówki. "Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że powodem ma być śledztwo katowickiej prokuratury i wątek domniemanego narażenia zdrowia i życia pacjentów" - podał Onet.
Posłuchaj: