,
Obserwuj
Podkarpackie

Dlaczego rowery publiczne znikają z polskich miast? Teraz włodarze stawiają na coś innego

4 min. czytania
21.06.2025 06:55
Jeszcze kilka lat temu były symbolem nowoczesnej, ekologicznej mobilności miejskiej. Dziś w wielu miejscach znikają z ulic. Rzeszów, Poznań, Kraków czy Bydgoszcz to tylko niektóre miasta, które postanowiły zrezygnować z popularnych niegdyś jednośladów. Co stoi za tą zmianą?
|
|
fot. KUBA OCIEPA

Rzeszów bez rowerów. 'System nie spełnia swojej roli'

Jeszcze w 2019 roku mieszkańcy Rzeszowa wypożyczali miejskie rowery ponad 200 tysięcy razy rocznie. Dziś system nie istnieje, a o przetargu na nowego operatora nikt już nie mówi. - Miasto postanowiło nie kontynuować systemu rowerowego. Uznano, że obecność prywatnych firm oferujących hulajnogi wystarczająco zaspokaja potrzeby mieszkańców - komentuje dla TOK FM Marzena Kłeczek-Krawiec, rzeczniczka prezydenta miasta.

Rzeszów to tylko jeden z przykładów miast, które w ostatnich latach pożegnały się z rowerami miejskimi. Podobną decyzję podjęto w Poznaniu, Kaliszu, Bydgoszczy czy nawet częściowo w Krakowie. Powody są różne, ale wszystkie sprowadzają się do jednego: systemy nie spełniają już swojej roli.

Hulajnogi na ulice, rowery w zapomnienie

Co ciekawe, Rzeszów był jednym z pionierów systemu miejskich rowerów w Polsce, wprowadzając takie rozwiązanie jeszcze w 2010 roku. Do 2023 roku jednoślady pełniły ważną rolę w centrum miejskich strategii transportowych. Miały odciążyć komunikację zbiorową, promować aktywność fizyczną i zachęcać mieszkańców do rezygnacji z samochodów. I faktycznie - zadziałały. Ale tylko przez kilka lat.

- Rzeszów to miasto rowerzystów, którzy mają swoje własne rowery, więc po co było im wypożyczać miejskie? - pyta retorycznie Waldemar Ruszel, społecznik zajmujący się ruchem miejskim w stolicy Podkarpacia.

Jego słowa łączą się z argumentami, o jakich mówi Kłeczek-Krawiec. - Większość osób ma własne rowery, których używa na co dzień, a nie od przypadku. Z roku na rok zainteresowanie miejskimi rowerami spadało. Doszły do tego jeszcze hulajnogi, które zupełnie zmieniły preferencje mieszkańców - podkreśla nasza rozmówczyni.

Lekarze wstrząśnięci po tragicznym wypadku 17-latki. Postanowili działać

- To jednak tylko część większego obrazu - uważa Ruszel i przekonuje, że wina w wycofaniu się systemu miejskich rowerów z Rzeszowa jest bardziej złożona. - Nawet nie chodzi o cenę, która dla niektórych mogła być wygórowana, ale przede wszystkim o jakość tych rowerów i o jakość infrastruktury - przekonuje.

Rzeszów może pochwalić się sporą, jak na rozmiar miasta, siecią tras rowerowych. To ponad 220 km. - Ale mnóstwo skrzyżowań, zjazdów czy wjazdów na drogi rowerowe jest nieprzemyślana - kończą się nagle, z nie wiadomo jakich powodów. To na pewno nie zachęca kogoś, kto chce użyć roweru, żeby gdzieś się dostać - wylicza Ruszel.

I podkreśla, że jeśli ktoś porusza się jednośladem w mieście na co dzień, mniej więcej wie, jak sobie z takimi problemami radzić - gdzie da się przejechać, a które miejsca lepiej omijać. - Ale ktoś nowy? Musi się nagimnastykować, uważać na znaki... To na pewno nie pomaga. I tu przewagę zdobywa hulajnoga, którą bez problemu można wjechać na chodnik i na ciąg rowerowy - przekonuje.

Koszty rosną, zainteresowanie spada

Problemem są też pieniądze. Utrzymanie systemu rowerowego to niebagatelny wydatek. Przykład? W Kaliszu koszty utrzymania wypożyczalni w ciągu roku wzrosły z 740 tys. złotych do 849 tys. złotych. A liczba wypożyczeń spadła.

W Poznaniu rezygnacja z rowerów miejskich oznaczała zaoszczędzenie 4,5 mln złotych rocznie. Miasto postanowiło przeznaczyć te środki na rozbudowę infrastruktury rowerowej: budowę dróg, stojaków czy parkingów dla jednośladów. - W naszym przypadku też utrzymanie hulajnóg jest dużo tańsze, bo tym zajmuje się prywatna firma. My nie ponosimy żadnych kosztów. Przy rowerach miejskich tak nie było - tłumaczy Marzena Kłeczek-Krawiec. - Oczywiście jednak to nie była nie wiadomo jak duża skala i pieniądze nie grały tu głównego powodu. Gdyby to zainteresowanie było, na pewno takie rowery stałyby na ulicach - zapewnia.

Miasta szukają nowych rozwiązań

Nie wszystkie samorządy jednak porzucają rowery. W Lublinie, Warszawie, Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii czy we Wrocławiu wciąż inwestuje się w nowoczesne systemy, często hybrydowe lub elektryczne.

Rowerowy feniks z Trójmiasta. 'Przyszłość widzimy w jasnych barwach'

W Krakowie klasyczny system rowerowy został wygaszony, ale pojawiły się nowe inicjatywy: darmowe e-rowery Park-e-Bike i długoterminowy wynajem LajkBike. W Łodzi po kilku nieudanych podejściach od 2024 roku wraca Nextbike z nowym systemem i stacjami wirtualnymi. Z kolei Warszawa postawiła na integrację rowerów z komunikacją miejską. System Veturilo, mimo problemów, wciąż notuje miliony wypożyczeń rocznie.

Co dalej?

Choć rowery miejskie nie znikną całkowicie z polskich ulic, ich złota era dobiegła końca. W miejsce dużych, drogich systemów stacjonarnych pojawiają się mniejsze, bardziej elastyczne rozwiązania - często wspierane przez prywatnych operatorów. Miasta, które chcą utrzymać rowery, muszą dostosować systemy do nowych realiów: postawić na elektryfikację, elastyczne formy wypożyczania, integrację z transportem publicznym. W przeciwnym razie - jak w Rzeszowie - z miejskich rowerów zostaną tylko puste stojaki.

W ten weekend w Radiu TOK FM mówimy właśnie o rowerach. Kto z nich korzysta, a kto nie? Dlaczego jedne miasta mają na tym polu sukcesy, a drugie zupełnie wprost przeciwnie? Słuchaj audycji, informacji i czytaj teksty na portalu.