,
Obserwuj
Podkarpackie

Impas wokół niedźwiedzi w Bieszczadach. "Doszło do punktu krytycznego"

3 min. czytania
15.07.2025 15:59
Decyzja o odstrzale trzech niedźwiedzi w Bieszczadach utknęła w martwym punkcie. Wiceminister zaproponował przenosiny zwierząt do Tatr, ale gmina Cisna jest sceptyczna. Lokalne władze domagają się bezpośrednich rozmów, a nie zapowiedzi w mediach społecznościowych. - Nikt z nami nie rozmawiał - słyszymy w urzędzie.
|
|
fot. Mieczysław Michalak / Agencja Wyborcza.pl

 

  • 7 lipca Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wydała zgodę na odstrzał trzech niedźwiedzi z terenu gminy Cisna;
  • W międzyczasie pojawił się alternatywny pomysł - przeniesienia tych zwierząt do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Taki scenariusz zaproponował wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała;
  • Jak alarmuje samorząd - do dziś nie podjęto żadnych formalnych rozmów.

 

Zgoda na odstrzał, ale pod warunkiem

Odstrzał miałby dotyczyć trzech konkretnych niedźwiedzi, które - jak tłumaczyła Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska - regularnie podchodziły do ludzkich siedzib, wykazywały agresję i ignorowały wcześniejsze próby płoszenia, odławiania i odstraszania. Decyzja obowiązuje do końca 2026 roku.

Równocześnie 12 lipca wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała ogłosił w mediach społecznościowych, że istnieje możliwość przeniesienia niedźwiedzi do Tatr, jeśli tylko wójt gminy Cisna wycofa złożony wcześniej wniosek o odstrzał. 'Jeśli Gmina Cisna złoży formalny wniosek o wycofanie dokumentów, Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska niezwłocznie zmieni swoją decyzję. Tatrzański Park Narodowy i GDOŚ są gotowe do działania. Zwierzęta będą objęte monitoringiem telemetrycznym' - napisał wiceminister.

- Pomimo deklarowanej gotowości ze strony gminy Cisna, nikt się z nami nie kontaktował - przekazał TOK FM sekretarz gminy Tomasz Lasek. Samorząd domaga się bezpośrednich rozmów, a nie zapowiedzi publikowanych w mediach społecznościowych.

Fala krytyki po propozycji ministra. 'Ten rząd wpadł w jakąś spiralę głupoty'

Między bezpieczeństwem a ochroną gatunku

Władze gminy podkreślają, że wniosek o odstrzał był decyzją ostateczną - po wieloletnich bezskutecznych próbach rozwiązania narastającego problemu. - Wójt jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo mieszkańców: to wynika wprost z ustawy. Od lat występuje problem niedźwiedzi, które coraz częściej zbliżają się do domów. Ten temat był zamiatany pod dywan, a teraz doszło do punktu krytycznego - przekonuje Tomasz Lasek.

Samorząd planuje złożyć wniosek o ponowne rozpatrzenie decyzji GDOŚ oraz wystąpienie o zgodę na odłowienie niedźwiedzi i ich relokację, ale niekoniecznie do Tatr. Propozycję Dorożały gmina uznaje za niewystarczająco skonsultowaną.

'Nigdy nie było tak źle'

Całą dyskusję z zainteresowaniem śledzą mieszkańcy. - Sołtysuję tu trzy kadencje i jeszcze nigdy nie było tak źle. Niedźwiedzie chodzą po alejkach, zaglądają do domów. Ludzie się po prostu boją - mówi nam Henryk Gajda.

- Jest strach, bo co jakiś czas po sąsiadach słychać, że miś u nich był, szukał jedzenia - dopowiada jedna ze sprzedawczyń w sklepie w Cisnej. - Teraz ludzie już zabezpieczają [kosze - red.], próbują lepiej chronić te śmieci, ale każdy powie, że wcześniej to z tym było różnie. Pewnie przez to się nauczyły podchodzić do nas - przyznaje.

Według danych GDOŚ w 2023 roku na Podkarpaciu odnotowano dwa ataki niedźwiedzi na ludzi, a w 2025 - jeden. Do incydentów najczęściej dochodzi, gdy człowiek przypadkowo zbliży się do gawry lub zaskoczy zwierzę.

Eksperci: Przenoszenie to błąd

Choć propozycja wiceministra miała być kompromisem, spotkała się z krytyką części środowiska naukowego i ekologów. Dr Robert Maślak, zoolog i członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody, przestrzega przed ryzykiem. 'Te niedźwiedzie są silnie przyzwyczajone do pokarmu pochodzenia antropogenicznego. W Tatrach również będą szukać jedzenia w pobliżu ludzi. W nowym środowisku nie będą znały naturalnych źródeł pokarmu' - ostrzega w swoim wpisie.

Dodatkowo, jak przypomina Maślak, w TPN niedźwiedzie są skutecznie odstraszane przy użyciu gumowych kul, ale dotyczy to osobników, które nie są jeszcze oswojone z obecnością człowieka.

Podobnie wypowiada się dziennikarz i przyrodnik Adam Wajrak. 'Ten rząd wraz ze swoimi organami od przyrody wpadł w jakąś spiralę głupoty. Problemowe niedźwiedzie z Cisnej chce relokować w Tatry. No więc: nie!' - grzmi w mediach społecznościowych. Jego zdaniem takie przesiedlenie może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Ekolodzy: Nie tylko odstraszać, ale zmieniać system

Głośno protestuje także Inicjatywa Dzikie Karpaty. Jej przedstawiciel Łukasz Synowiecki zwraca uwagę na głębszy wymiar problemu. - Nie zgadzamy się na wywożenie. To nie zadziała. Kluczowe jest użycie gumowych kul przez wyspecjalizowaną grupę interwencyjną, ale też wdrożenie skutecznej gospodarki odpadami. To człowiek tworzy warunki, które przyciągają drapieżniki - mówi.

Według ekspertów Instytutu Ochrony Przyrody PAN, głównymi przyczynami konfliktów człowiek-niedźwiedź są niezabezpieczone odpady, brak stałej polityki edukacyjnej i brak szybkich interwencji służb terenowych. 'Usunięcie niedźwiedzia z populacji to ostateczność, kiedy wszystkie inne metody zawiodły, a zwierzę stanowi realne, bezpośrednie zagrożenie' - czytamy w analizie IOP PAN.