Wyrok ws. Piątki z Hajnówki. "Ta sprawa przesunęła granice tego, czym może być strach"
- Poczułam ogromną ulgę, że coś, co trwało wiele miesięcy, a nawet lat, w końcu się skończyło - tak uniewinniający wyrok sądu ws. tak zwanej Piątki z Hajnówki komentowała w TOK FM Ewa Moroz-Keczyńska, mieszkanka Podlasia, która zasiadała na ławie oskarżonych.
- Sąd Rejonowy w Hajnówce wydał wyrok uniewinniający lokalnych aktywistów, którzy cztery lata temu pomogli Kurdyjskiej rodzinie na polsko-białoruskiej granicy;
- Prokuratura już zapowiedziała odwołanie się od wyroku;
- - Ta sprawa kosztowała mnie bardzo dużo emocji i nerwów, ale niczego nie żałuje - mówiła w TOK FM jedna z oskarżonych Ewa Moroz-Keczyńska.
Sąd Rejonowy w Hajnówce uniewinnił pięcioro aktywistów zaangażowanych w pomoc humanitarną na granicy z Białorusią, których prokuratura oskarżyła o ułatwianie migrantom niezgodnego z prawem pobytu w Polsce. Wyrok nie jest prawomocny, prokuratura już zapowiedziała odwołanie.
Mam taką świadomość, że ogromną ulgę po wyroku sądu poczułam nie tylko ja, ale też te wszystkie osoby, które choć raz w ciągu tych czterech lat zachowały się przyzwoicie i pomogły potrzebującym w tej trudnej sytuacji - mówiła w TOK FM Ewa Moroz-Keczyńska, mieszkanka Podlasia i jedna z uniewinnionych aktywistek.
Zapytana, co właściwie wydarzyło się cztery lata temu, odparła, że dokładnie nie pamięta. - Nie potrafię przywołać tej konkretnej sytuacji, bo to było tak dużo nieszczęścia, że moim mechanizmem obronnym było właśnie to, że chodziłam i pomagałam. A ponieważ tych sytuacji i potrzebujących było tak dużo, że nie byłam w stanie ich wszystkich zapamiętać. Dopiero na sali sądowej dowiedziałam się, że w tym przypadku pomocy kurdyjskiej rodzinie najmłodsze dziecko miało dwa lata - wyjaśniła rozmówczyni Adama Ozgi.
Moroz-Keczyńska dodała, że wszyscy, którzy usłyszeli dziś wyrok uniewinniający, czyli pięć osób, miało cały czas świadomość, że nie można kryminalizować pomocy udzielanej drugiemu człowiekowi. - Osoby, którym pomagaliśmy, przeżyły i to jest dla mnie ogromna radość. I sąd to potwierdził, że nie odnieśliśmy z tego tytułu żadnej korzyści materialnej, bo to była po prostu pomoc humanitarna - zaznaczyła.
Gościni "TOK360-Podsumowanie dnia" wyjaśniła, że jest gotowa na apelacje prokuratury i ponowne stawiennictwo w sądzie, bo żyje zgodnie ze swoimi wartościami i nie zamierza się ich wyrzekać.
- Mówiłam o tym na sali sądowej, znajomym i tysiącom osób okazującym nam wsparcie. Nikt z nas niczego złego nie zrobił i nie żałujemy niczego. Więc jeżeli trzeba będzie dalej mierzyć się z tą logiką prokuratury, która opera się głównie na domysłach, a nie na faktach, to mówiąc kolokwialnie, spoko, jestem na to gotowa - podkreśliła.
Bardzo ważny wyrok sądu. "Odetchnęłam z ulgą"
W ocenie gościni TOK FM poniedziałkowy wyrok sądu jest bardzo ważny, bo pokazał, że nasza ogromna chęć pomagania nie została ukarana, a sędzia nie ugiął się pod presją polityczną i jego wyrok jest po prostu sprawiedliwy, bo on się odnosił nie tyle do moich wartości, ile do przedstawionych dowodów i był po prostu logiczny - zaznaczyła.
Zapytana, czy nadal pomaga na granicy, odparła, że pomaga przez całe życie, nie tylko uchodźcom. - Przed chwilą dostałam telefon, że trzeba pomóc choremu jenotowi, czasem trzeba pomóc sąsiadowi. Ja nie robię różnicy, pomagam zwierzętom, pomagam ludzią jeżeli mam tylko możliwości - dodała.
Moroz-Keczyńska podkreśliła jednocześnie, że ta sprawa i zasiadanie na ławie oskarżonych kosztowało ją sporo nerwów. - To zabrało mi dużo zdrowia, przesunęło granicę tego, czym może być strach, niepokój, nerwy. My też mamy swoje rodziny, dzieci, rodziców i oni też to przeżywali. Tym bardziej cieszy mnie wyrok. Odetchnęłam z ulgą, bo wiem, że teraz co by się nie działo w mojej najbliższej okolicy, jeżeli ludzie zobaczą, że ktoś potrzebuje pomocy, to pomagać będą - podsumowała.
Źródło: TOK FM