Trzy lata wojny. "Żyję w ciągłych nerwach. Martwię się, co będzie dalej"
- W poniedziałek minie trzy lata od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie;
- Halyna Khalymonyk uciekła do Polski przed wojną, znalazła pracę jako dziennikarka;
- Nie myśli o powrocie do Ukrainy głównie ze względu na córkę, która ma tu szkołę, dodatkowe zajęcia i przyjaciół;
- Halyna przyznaje, że tęskni za domem, szczególnie za matką, która została w Ukrainie.
Halyna Khalymonyk jest ukraińską dziennikarką spod Odessy. Obecnie mieszka w Gliwicach. Przyjechała do Polski na początku pełnoskalowej wojny, razem z nastoletnią córką i z bratanicą. - Miałam w Polsce przyjaciółkę. Moje dziewczyny miały z nią zamieszkać, a ja miałam wrócić do Ukrainy, bo wiedziałam, że - jako dziennikarka - będę mieć dużo pracy. Ale okazało się, że przyjaciółka nie może zaopiekować się moimi nastolatkami, bo przyjechała do niej krewna z czteromiesięcznym dzieckiem. Dlatego musiałam zostać w Polsce - opowiada w rozmowie z TOK FM.
Znalazła się w trudnej sytuacji - jak wiele innych kobiet z Ukrainy. Nie znała języka, ludzi, była w ogromnym stresie. - Nie mogłam się z nikim dogadać. Nie wiedziałam, gdzie mam szukać pomocy, mieszkania, wsparcia - wspomina. - Bardzo pomógł mi przyjaciel, który jest Polakiem. To on znalazł nam mieszkanie i powolutku zaczęłyśmy budować tu nasze życie - dodaje. Dziś mieszka w Gliwicach tylko z córką - bratanica zdecydowała się wrócić do domu, by tam skończyć szkołę.
Halyna pracuje w zawodzie, do Ukrainy wracać nie zamierza
Halyna - przyjeżdżając do Polski - nie wierzyła, że znajdzie pracę w swoim zawodzie. - Prowadzę w Ukrainie dwa portale internetowe: jeden z wiadomościami z powiatu odeskiego, a drugi o ekologii. Początkowo myślałam, że dalej będę je prowadzić - z Polski, a jednocześnie pójdę do pracy w jakiejś fabryce - opowiada. Finalnie całkowicie pracuje w zawodzie - choć w czterech różnych miejscach.
- Cały czas ze swoimi współpracownikami, którzy są w Ukrainie, prowadzę moje portale. Jednocześnie piszę teksty dla lokalnej "Gazety Wyborczej" - mam kolegę, który mi je redaguje, bo ja jeszcze nie mówię tak dobrze po polsku. Oprócz tego piszę teksty dla portalu sestry.eu - opowiada Halyna. Ostatnio napisała m.in. o seksie - w kontekście wojny i tego, że rodziny są rozdzielone, ale też o Ukrainkach w USA i o tym, jak się czują dziś, za prezydentury Donalda Trumpa. - Mam co robić, bardzo dużo pracuję, ale nie narzekam - dodaje nasza rozmówczyni.
Halyna nie myśli na razie o powrocie do Ukrainy, nawet gdyby doszło do zawieszenia broni. - Nie wrócę ze względu na moją córkę, bo ona jest tutaj, w polskiej szkole i chciałabym, aby ją skończyła. Jest w liceum, w klasie medycznej. Ma tu wielu przyjaciół, kolegów, znakomicie mówi po polsku. Jednocześnie ma wiele zajęć: gra w teatrze, chodzi na zajęcia z pierwszej pomocy. Nie mogłabym jej tego wszystkiego przerwać - tłumaczy.
Tęsknota za domem
Dziennikarka spod Odessy nie kryje, że życie w Polsce nie jest łatwe, bo cały czas tęskni za Ukrainą - za domem, za bliskimi (jej mama - nauczycielka została w kraju), za rzeką, która płynęła koło jej domu, za codziennością. - Trzy lata jestem tutaj w ciągłym stresie, w nerwach. Martwię się tym, co będzie dalej. Codziennie rozmawiam z mamą, ale to nie jest to samo, co spotkanie twarzą w twarz - dodaje ze smutkiem.
Pytamy Halynę również o rozmowy pokojowe i o to, na co - jako Ukrainka - byłaby w stanie się zgodzić. - To nie ja jestem na froncie, nie ja walczę, nie ja narażam swoje życie, tylko nasi żołnierze. To oni mają prawo mówić, jak długo jeszcze są w stanie i chcą walczyć - mówi. I dodaje, że to, czego sobie nie wyobraża, to życie w Ukrainie pod okupacją Rosji. - Staram się robić wszystko, by tłumaczyć ludziom, co się dzieje. Opowiadam o tym, jak się żyło wcześniej pod rządami Rosji. Nie możemy - jako Ukraińcy - stracić naszej tożsamości. To najgorsze, co mogłoby się stać - dodaje Halyna.
Mówiąc o Ukrainie, porównuje ją do rozwijającej się rośliny. - Kiedy nie ma kwiatu czy liści, to zawsze są korzenie albo nasiona. I myślę, że jako Ukrainki i Ukraińcy jesteśmy jak takie nasiona. Potrzebna jest dobra ziemia i musimy wzrosnąć - podsumowuje.