advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Śląskie

Roczna Zuzia nie ma szczęścia. Trafi do zakładu dla dorosłych. Oto powód

4 min. czytania
03.04.2025 15:46
Niespełna roczna dziewczynka leży w szpitalu na Śląsku i czeka na rodzinę. Jest odżywiana za pomocą sondy. Zuzia do tej pory nie dostała szansy na normalny dom, mimo że jest rodzina, która chciałaby się nią zaopiekować. Wszystko przez lukę w przepisach.
|
|
fot. Piotr Skórnicki / Agencja Wyborcza.pl
  • Niepełnosprawna Zuzia szuka domu, choć jest rodzina, która chce się nią zająć, sąd wydał decyzję, że dziewczynka trafi do Zakładu Opiekuńczo - Leczniczego. Winne są 'dzurawe' przepisy i bezduszmość urzędników;
  • Rodzina, która chciała zająć się dziewczynką nie dostała na to zgody władz powiatu, bo dzieci z niepełnosprawnościami powinny teoretycznie trafiać do specjalistycznych rodzin zastępczych, a takich w całym kraju jest tylko 200;
  • Historią dziewczynki zainteresował się już resort Rdziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Zuzia (imię zmienione) leży w szpitalu od dłuższego już czasu. Jest chora, musi być odżywiana za pomocą sondy. Powinna jak najszybciej opuścić placówkę, by nie nabawić się choroby sierocej. Wydawało się, że sytuacja dziecka może się zmienić, bo pojawiła się para, która chciała się stać dla dziewczynki rodziną zastępczą. Na razie jest to jednak niemożliwe.

Zuzia nie trafi do rodziny zastępczej. W czym tkwi problem?

Historię Zuzi na posiedzeniu sejmowej Komisji do spraw Dzieci i Młodzieży opowiedziała dr Anna Krawczak, współzałożycielka Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem UW, współautorka szkolenia MENTOR dla kandydatów na rodziny zastępcze zawodowe, niezawodowe i rodzinne domy dziecka. Pani Anna od wielu lat pomaga dzieciom i działa na ich rzecz. Jak mówiła, przykład Zuzi wyjątkowo dobrze pokazuje lukę w przepisach.

Rodzina, która chciała się zaopiekować dziewczynką, ma ukończone 50-godzinne szkolenie dla kandydatów na rodziców zastępczych. - Są po kwalifikacji wstępnej, właściwie powinni już otrzymać kwalifikację finalną od swojego powiatu, ale dowiedzieli się, że jej nie otrzymają, bo dzieci z niepełnospranwością, dzieci w trudnej sytuacji zdrowotnej, powinny trafiać wyłącznie do rodzin specjalistycznych - mówiła na komisji dr Krawczak. Jak dodała, dane pokazują, że to nieprawda. - Większość dzieci z orzeczeniami o niepełnosprawności, które znajdują się w pieczy, to są dzieci, które wychowują się w rodzinach spokrewnionych, czyli np. u swoich dziadków i starszego rodzeństwa. Następne w kolejności są rodziny zastępcze niezawodowe. Bo trzeba pamiętać, że form specjalistycznych jest tylko nieco ponad 200 w skali całego kraju - wskazała ekspertka.

Przeczytaj:

To nie jest dobre miejsce dla dziecka. W Polsce utknęło tam nawet ponad 800 maluchów

Powiat nie zgodził się na umieszczenie dziecka w rodzinnej pieczy zastępczej, a sąd wskazał, że w tej sytuacji Zuzia powinna trafić do Zakładu Opiekuńczo - Leczniczego, tzw. ZOLu. To miejsca tworzone z myślą o ciężko chorych pacjentach, głównie w wieku starszym. W sprawę zaangażowało się wiele osób, by powstrzymać wykonanie decyzji sądu. Temat jest znany m.in. Ministerstwu Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. - Znamy ten przypadek, próbujemy interweniować w tej kwestii. Staramy się, by ta decyzja była zmieniona, biorąc pod uwagę najlepszy los i dobro dziecka - mówiła na komisji wiceministra rodziny Aleksandra Gajewska.

Zdaniem dr Anny Krawczak, takie sytuacje są możliwe, bo w naszym prawie jest pewien "wytrych". Wystarczy, że organizator pieczy zastępczej (powiat) wskaże - np. sądowi - że nikt dziecka nie chce, i może ono trafić do ZOLu czy do DPSu. W polskim prawie nie ma bowiem obowiązku wykazania, że zrobiło się wszystko, co możliwe, by znaleźć dla danego malucha miejsce w rodzinie zastępczej czy rodzinnym domu dziecka; że podjęło się próbę szukania takiego wsparcia we wszystkich ośrodkach pomocy rodzinie w kraju; że "stanęło się na rzęsach", by pomóc. - Wystarczy jeden sąd, który pójdzie za wskazaniem organizatora rodzinnej pieczy zastępczej - urzędników z danego powiatu - i roczne dziecko trafia do ZOLu - mówiła na komisji Anna Krawczak.

Zgodnie z oficjalnymi danymi Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, na koniec grudnia 2024 roku w Domach Pomocy Społecznej przebywało 917 małoletnich (najwięcej - na Dolnym Śląsku), a w Zakładach Opiekuńczo - Leczniczych - prawe 550 dzieci.

Od połowy ubiegłego roku działa zespół do spraw reformy systemu pomocy społecznej jako organ opiniodawczo-doradczy ministra rodziny. "W ramach zespołu powołano m.in. grupę tematyczną ds. funkcjonowania instytucji i placówek świadczących usługi całodobowe. Kwestia pobytu osób małoletnich w domach pomocy społecznej i możliwych zmian w tym zakresie jest obecnie jednym z priorytetowych obszarów prac tej grupy. Przygotowywane są rozwiązania prawne, które docelowo doprowadzą do odejścia od umieszczania dzieci w domach pomocy społecznej" - napisała wiceministra Katarzyna Nowakowska w piśmie do szefowej Komisji do spraw Dzieci i Modzieży, Moniki Rosy.

Zobacz:

'Do końca nie wiemy, czy jesteśmy bezpieczni'. Co da wielka kontrola szczepień?

Ekspertka Joanna Luberadzka - Gruca zajmuje się tematyką ochrony dzieci, w tym dzieci z niepełnosprawnościami, od ponad 20 lat, jest prezeską Fundacji "Polki mogą wszystko". Jak mówi, problemem, który powoduje, że takie sytuacje, jak ta w której znalazła się Zuzia są możliwe, jest to, że dzieci nie mają swoich reprezentantów prawnych - tak jak ma to miejsce w postępowaniah karnych. W efekcie, nie ma kto stanąć po ich stronie i powiedzieć: "Nie zgadzam się na ZOL czy na DPS". - Dzieci nie mają swojego reprezentanta w sprawach innych niż sprawy karne. Uważam, że najwyższy czas, żebyśmy tę lekcję odrobili i żeby się tym tematem zająć - mówi pani Joanna.

Jak sie okazuje, Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad zmianami w tym zakresie. - Jako pracownicy Departamentu Spraw Rodzinnych i Nieltnich w Ministerstwie Sprawiedliwości pracujemy aktualnie nad tym, by rozszerzyć katalog spraw, gdzie dziecko będzie mogło być reprezentowane przez profesjonalnego pełnomocnika. To reprezentowanie dziecka mogłoby zaczynać się jeszcze przed postępowaniem sądowym - powiedziała w trakcie obrad sejmowej komisji sędzia Dorota Łopalewska z ministerstwa.

Posłuchaj: