Tusk ratujący psa, pęknięte wały i szabrownicy z maczetami. Komu na rękę są kłamstwa o powodzi?
Policja walczy z fake newsami dotyczącymi sytuacji powodziowej. W szczególności są to fałszywe informacje o wysadzaniu bądź pękaniu wałów. - Takie wpisy wprowadzają niepokój wśród społeczeństwa. Dodatkowo zmuszają służby do niepotrzebnych działań - powiedział PAP podinsp. Marcin Maludy, rzecznik lubuskiej policji.
- Miejskie legendy, można by powiedzieć, z drugiej strony dezinformacja, z trzeciej strony fake news, a z czwartej strony to po prostu strach, niedopowiedzenia w naszych umysłach - tak o nieprawdziwych informacjach o powodzi mówił w "Popołudniu Radia TOK FM" Piotr Kaszuwara z Fundacji Przyszłość dla Ukrainy UA Future i think tanku PostPravda.
Jak tłumaczył, "to, czego nie wiemy, staramy się w jakiś sposób zapełniać. I stąd powstają takie historie". - Jeżeli nie słyszymy nic o tym, co dzieje się w Stroniu Śląskim, bo nie ma kontaktu, jedyne, co nam przychodzi do głowy, to że wszyscy zginęli, całe miasto do wyburzenia. Takie scenariusze się pojawiały. Strach ma wielkie oczy i kreuje historie w naszych głowach - wskazał Kaszuwara.
Gość Filipa Kekusza przyznawał, że są także "bardziej przemyślane fake newsy - na przykład po to, by uzyskać większą liczbę odwiedzin na profilu w mediach społecznościowych". W tym kontekście zwrócił uwagę na zdjęcie Donalda Tuska, które udostępniły trzy tysiące osób. - Tusk miał uratować wielkiego psa. A okazało się, że to Portos, pies jego córki - wskazał.
Jak ostrzegał, są też groźniejsze fake newsy - związane ze zbieraniem pieniędzy. - Dużo organizacji może podszywać się pod sprawdzone typu Polska Akcja Humanitarna, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, Czerwony Krzyż - wymieniał Kaszuwara.
Kto stoi za dezinformacją ws. powodzi?
Filip Kekusz zauważył, że informacje o ukraińskich szabrownikach wyposażonych w maczety to element większej akcji propagandowej, która czemuś służy. - Myślimy o wschodnich trollach, botach. Jaki jest cel dezinformacji w przypadku powodzi, bo jest inny niż w przypadku inwazji Rosji na Ukrainę? - pytał gościa.
Kaszuwara przypomniał, że na początku powodzi pojawiły się informacje, że Ukraińcy nie pomagają powodzianom. - Okazało się, że byli wszędzie, pomagali stawiać wały we Wrocławiu, przynosili dary. Fake newsy to informacje, które mają na celu nas skłócić. Bo Rosji zawsze jest na rękę, że dwa narody, które są według Moskwy im wrogie, będą się kłóciły ze sobą. A nie koncentrowały na wspólnym celu, którym jest pokonanie Rosji - zaznaczył.
Szabrownicy z maczetami
- Wzbudzanie lęków w społeczeństwie to zazwyczaj cel propagandy, ona posługuje się takimi półprawdami. Wiemy, że są szabrownicy, więc jakaś prawda tu była, na tym można było oprzeć pewne historie. Nie trudno się domyślić, że pierwsze z nich były o Ukraińcach - mówił Kaszuwara.
W jego ocenie działania polskich służb w trakcie powodzi na pewno były uważnie obserwowane przez reżim Władimira Putina. jak przyznał, nieuleganie fałszywym informacjom leży w gestii każdego z nas, ponieważ leży w gestii bezpieczeństwa państwa.
- Musimy uważać na informacje, które udostępniamy, czytamy. Warto się skupiać na sprawdzonych źródłach, pewnych informacjach przekazywanych choćby przez sztaby kryzysowe - podsumował ekspert z Fundacji Przyszłość dla Ukrainy UA Future i think tanku PostPravda.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>