Jak politycy próbowali "meblować" debatę w TOK FM. "Zderzyliśmy się ze ścianą"
Maciej Głogowski, zastępca redaktor naczelnej TOK FM, wyjaśniał powody naszej decyzji. - Już pod koniec ubiegłego tygodnia sztaby potwierdziły udział kandydatów i wiedziały, kto weźmie udział w debacie. (...) Mamy wieloletnie doświadczenie w organizacji takich spotkań i wiemy, że taka debata ma swoje prawa, bo jest też audycją radiową. Nie chcemy, żeby wyglądało to tak, jak ostatnia debata przed wyborami parlamentarnymi w ubiegłym roku w telewizji państwowej. Były bardzo długie pytania, wielu kandydatów i bardzo krótkie odpowiedzi. My robimy to inaczej, chcemy oferować ludziom ciekawą i pogłębioną debatę - mówił Głogowski.
'Chlebak' w Poznaniu stoi i nikomu nie pasuje. 'Wielka polityczna przepychanka' [RAPORT O MIEŚCIE]
Dziennikarz TOK FM zdradził, że w dniu debaty Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania, stwierdził, że chce ustąpić swoje miejsce w debacie kolejnemu kandydatowi. - A następnie pozostali informowali, że rezygnują - zdradził Głogowski.
Andrzej Bobiński, dyrektor zarządzający Polityki Insight, dodał, że ze strony Jacka Jaśkowiaka wyglądało to po prostu jak unik. - Wartością tego wszystkiego jest właśnie rozmowa, a my musimy znajdować formaty, które temu służą. Mam poczucie, że te tak ważne wybory samorządowe nie są obecne w mediach, bo nie znajdujemy odpowiedniego języka i sposobu na rozmowę. Porwaliśmy się na takie przedsięwzięcie, chcieliśmy to zrobić, ale zderzyliśmy się ze ścianą, która wygląda jak jakieś rozgrywki wewnątrzpartyjne. Szkoda, bo brakuje takiej rzetelnej rozmowy - przyznał ze smutkiem Bobiński.
Głogowski dodał, że to "zdarzenie bezprecedensowe". - Mamy do czynienia z jakimś przesuwaniem granicy, którego dopuszczają się politycy. Szukają pretekstów, chcą ingerować w działania wolnych mediów - podsumował rozmówca Adama Ozgi.