COVID-19 wciąż tu jest. "Jesteśmy u szczytu zachorowań przy tej mutacji". Jak ją rozpoznać?
Mijają właśnie trzy lata od wybuchu pandemii COVID-19 w Europie. To w pierwszej połowie marca 2020 roku cała Polska drżała w obawie o skalę zachorowań. Rozpoczynał się lockdown, izolacja społeczna, a szpitale przygotowywały się na przyjmowanie chorych pacjentów. Od tego czasu notowane jest pojawianie się kolejnych wariantów wirusa.
- Jesteśmy obecnie u szczytu zachorowań przy mutacji koronawirusa kraken. Na szczęście nie musimy obawiać się lockdownów czy restrykcji, choć ostrożność społeczna, szczególnie gdy jesteśmy chorzy lub przebywamy w skupiskach ludzi, powinna być jednym z podstawowych wniosków z pandemii. Mam wrażenie, że większość już zapomniała o tym, jak wyglądało nasze życie w szczycie pandemii, a to źle, bo nigdy nie wiadomo, czy kolejne mutacje COVID-19 nie będą zjadliwe - przyznaje dr Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.
Kolejne mutacje będą łagodniejsze?
W pierwszej połowie miesiąca Ministerstwo Zdrowia poinformowało o ponad 3,4 tys. przypadków COVID-19 w Polsce. Obecna mutacja to wariant kraken, który jest mocno zaraźliwy i szczególnie dotkliwy dla dzieci. Choć obecna sytuacja epidemiczna jest dobra i nie ma powodów do paniki, to lekarze ostrzegają, że niewskazane jest również ignorowanie potencjalnego zagrożenia ze strony COVID-19.
Mieszkańcy Świnoujścia nie będą musieli płacić za oddychanie niemieckim powietrzem
- O COVID-19 zapomniało już społeczeństwo, ale nie zapomnieli lekarze. Na oddziałach wciąż zdarzają się przypadki zachorowań - mówi dr Karina Witkiewicz, lekarz pulmonolog, członek Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie. - COVID-19 jest, na szczęście, coraz łagodniejszą formą infekcji. Ten najnowszy wariant to katar i bóle głowy, a ciężkie objawy wiązane np. z dusznościami zdarzają się rzadko. Musimy jednak mieć z tyłu głowy wiedzę, że to jest wirus mutujący i nie wiadomo, czy kolejna jego odsłona nie będzie znowu złośliwa i nie trzeba będzie położyć połowy Polski w szpitalach. Nadal więc nie powinniśmy tracić czujności - mówi dr Witkiewicz.
Wyciągajmy wnioski
Pandemia była z nami intensywnie przez blisko dwa lata, ale niektórzy chcieliby szybko o niej zapomnieć. Lekarze zwracają jednak uwagę, że wyciągnięcie wniosków z tego czasu jest bardzo ważne. - Nauczyliśmy się wiele w zakresie higieny czy dystansu społecznego. Wielu pracowników wie już, że nie chodzimy przeziębieni do pracy, bo to może sprzyjać zakażeniom. Częściej nosimy maseczki, chociaż tutaj wciąż jest wiele do zrobienia i życzyłabym sobie, by nosić je w szpitalach, w przychodniach czy w aptekach - mówi dr Karina Witkiewicz. - Kuleją na pewno szczepienia - dodaje ekspertka.
Dotkliwe konsekwencje zdrowotne
Sektor ochrony zdrowia przyznaje, że trzy lata po wybuchu pandemii wciąż nie wszystko wróciło do normy. Wielu pacjentów zgłasza się do lekarzy zbyt późno, wielu przekładało wizyty w poradniach w czasie pandemii. - Opóźnione diagnozy, zbyt długie zwlekanie z pójściem na badania oraz ograniczenia w czasie pandemii. To wszystko powoduje, że mamy często w swoich gabinetach pacjentów, którzy powinni być zdiagnozowani szybciej. To opóźnienie, szczególnie w onkologii, jest najbardziej odczuwalną konsekwencją pandemii - mówi Michał Bulsa.
Dużo jest też pacjentów ze zwłóknieniami płuc po COVID-19. To choroba nieodwracalna, więc pacjenci często wracają na oddziały pulmonologiczne, gdzie słyszą, że muszą o siebie szczególnie dbać do końca życia. - Obserwujemy także przypadki 'long COVID', gdzie pacjenci nawet pół roku po przejściu zakażenia czują się senni, zmęczeni i nie mogą wrócić do kondycji sprzed choroby. Relatywnie często zdarzają się przedłużające się przypadki zaburzeń węchu, trochę rzadziej smaku. Widzimy też wzrost chorób przypadków autoimmunologicznych - mówi dr Karina Witkiewicz, lekarz pulmonolog, ekspert Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie.
W opinii przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia cytowanych przez media, trwająca właśnie fala COVID-19 spowodowana wariantem kraken może potrwać do maja.