,
Obserwuj
Świat

Co po wyborach w Izraelu? "Netanjahu może jeszcze powrócić"

3 min. czytania
28.10.2026 09:13

Po przeliczeniu części głosów w Izraelu skrajnie prawicowy blok pod wodzą premiera Benjamina Netanjahu ma więcej mandatów niż blok opozycyjny, ale to ten drugi może utworzyć rząd z poparciem partii arabskich. Choć może to nie być proste. O możliwych scenariuszach mówiła w TOK FM orientalistka i iranistka Karolina Cieślik-Jakubiak. 

Benjamin Netanjahu
Benjamin Netanjahu
fot. AA/ABACA / Abaca Press / Forum
  • Trwa liczenie głosów w wyborach w Izraelu; 
  • Czy po 3 listopada Donald Trump będzie poważnie traktowany z Izraelu? 
  • Jak wyniki wyborów mogą wpłynąć na sytuację w regionie? 

Partia Benjamina Netanjahu może liczyć na 56 miejsc w 120-osobowym Knesecie, opozycja - 49 miejsc, a partie arabskie - 15 miejsc, wynika z sondaży exit poll po wtorkowych wyborach w Izraelu. 

- Trwa jeszcze liczenie głosów. Izrael czeka na te, które spłynąć mają z placówek dyplomatycznych i od izraelskich wojskowych. Natomiast na ten moment przed Izraelem stoi ewentualne utworzenie rządu mniejszościowego przez Gadiego Eisenkota. Tylko pytanie, czy taki rząd byłby on w stanie utworzyć, biorąc pod uwagę, że różnica pomiędzy jego partią a partią Benjamina Netanjahu nie jest wystarczająco duża, aby samodzielnie rządzić i do kogo byłby w stanie się zwrócić - skomentowała w TOK FM orientalistka i iranistka Karolina Cieślik-Jakubiak. 

Oceniła, że w pierwszych tygodniach Eisenkot spróbuje utworzyć rząd mniejszościowy, a brakujące głosy podkupić od innych partii. Choć, jak zastrzegła, możliwy jest też inny scenariusz.

- Tutaj powołam się na informacje "The Washington Post", który wskazuje, że Donaldowi Trumpowi bardzo zależy na rządzie jednościowym. Takim, który byłby faktycznie zunifikowany i łączyłby interesy Stanów Zjednoczonych z pewnego rodzaju zapleczem i strukturami wypracowanymi przez ostatnich kilka lat. Czyli faktycznie byłby to rząd, który łączyłby partię Eisenkota i partię Netanjahu. Oczywiście tego jeszcze nie wiemy, ale nie wydaje mi się to nieprawdopodobne - dodała w rozmowie z Tomaszem Sekielskim. 

- 3 listopada w Stanach Zjednoczonych tzw. wybory połówkowe do kongresu. Czy po tej dacie Donald Trump będzie traktowany poważnie w Izraelu? - dopytywał prowadzący. 

- Nie jestem przekonana, ale na pewno poważnie będą traktowane Stany Zjednoczone. Są jednak protektorem Izraela, również w dużej mierze finansowym, zapewniają mu wsparcie i płynność finansową, umożliwiają prowadzenie działań, w tym tych wojennych - odpowiedziała Karolina Cieślik-Jakubiak. 

Dodatkowo, wskazała, w interesie USA może nie być rząd mniejszościowy, bo ten "opowiada jednak o historii pewnego rozpadu Izraela i jego polaryzacji". - Obstaję przy tezie, że Benjamin Netanjahu w takiej lub innej formie może jeszcze powrócić - podkreśliła. 

"Więcej spokoju na Zachodnim Brzegu"

Gościni TOK FM pytana była też, jak wyniki wyborów mogą wpłynąć na sytuację w regionie - od Iranu do Strefy Gazy. 

W ocenie ekspertki, jeżeli dojdzie faktycznie do przejęcia pełni władzy, rozumianej jako wyłączenie partii Likud, to możliwa jest "pewna zmiana". A to dlatego, mówiła, że choć żaden z prominentnych polityków nie uważał, że wojna z Iranem była błędem sama w sobie, to różniły ich cele, które miała przynieść. 

- Eisenkot mówił, że plan, by doprowadzić do przewrotu na najwyższych szczeblach władzy w Teheranie, był absolutnie nieudany, irracjonalny i niepotrzebny. Natomiast to, co mogłoby się wydarzyć, bo jest już w tym momencie przez Eisenkota deklarowane, to korekta działań i może powrót nie do otwartych działań wojennych, rozumianych jako naloty czy groźby wojny kinetycznej, ale do działań prowadzonych w większej skali, ale jednak przez służby -  wskazała Karolina Cieślik-Jakubiak. 

Jak dodała, zaproponował on na przykład stworzenie strefy śmierci, podobnej do tej, którą Stany Zjednoczone stworzyły w Iraku w latach 90. - Otaczałaby na kilkanaście kilometrów pasy terytoriów wokół irańskich stref nuklearnych. Jakikolwiek ruch Irańczyków tamże, który miałby np. wskazywać na próby przenoszenia wzbogaconego uranu i ładunków, oznaczałby natychmiastowy atak sił koalicyjnych, izraelskich i amerykańskich - mówiła.

A kwestia palestyńska? Ekspertka oceniła, że w Gazie możemy się spodziewać np. zmiany charakteru pomocy humanitarnej. Inna rzecz, zastrzegła, że może dojść do intensyfikacji działań, bo Eisenkot przez miesiące kampanii wskazywał, że chce sprawę Hamasu ostatecznie zamknąć.

- Ciekawy jest też przypadek Zachodniego Brzegu. O ile Netanjahu prowadził politykę, która w jakiś sposób puszczała oko do osadników, o tyle wydaje się, że Eisenkot byłby bardziej krytyczny wobec tych ewentualnych wydarzeń. Jest też przeciwko projektowi, który miałby łączyć osady izraelskie na Zachodnim Brzegu ze wschodnią Jerozolimą. (...) A to oznaczałoby tam jednak więcej spokoju - podsumowała w TOK FM. 

Źródło: TOK FM, PAP 

Redakcja poleca