Proces Nawrocki kontra Onet. "To świadczy na korzyść tych publikacji"
- Standardy międzynarodowe mówią, że w okresie przedwyborczym media mają prawo do prześwietlania, patrzenia na przeszłość i wszelką aktywność publiczną wszystkich osób, które kandydują na najważniejsze funkcje w państwie, że to jest taki element demokracji - mówiła w TOK FM o procesie Karol Nawrocki kontra Onet dr Dominika Bychawska-Siniarska.
Warszawski sąd okręgowy 18 stycznia ma przesłuchać prezydenta Karola Nawrockiego w procesie przeciwko właścicielowi portalu Onet o ochronę dóbr osobistych. Chodzi o opublikowany w maju ubiegłego roku artykuł " Karol Nawrocki i tajemnice Grand Hotelu". Jak piszą jego autorzy - Jacek Harłukowicz i Andrzej Stankiewicz, Karol Nawrocki miał uczestniczyć w procederze sprowadzania prostytutek dla gości sopockiego Grand Hotelu, gdy pracował tam jako ochroniarz.
Nawrocki kontra Onet. Zeznania jednego z kluczowych świadków
We wtorek w tej sprawie zeznania przed sądem złożyła m.in. współpracownica Nawrockiego, która - jak mówiła - w 2006 czy też 2007 roku pracowała z nim w ochronie sopockiego hotelu. Kobieta opisała sytuację, której była świadkiem podczas jednego z wieczornych dyżurów w okolicach recepcji Grand Hotelu.
- Zauważyłam, że Karol wchodzi do hotelu wraz z kobietą i mężczyzną, co już było dosyć nietypowe, ponieważ my raczej nie (...) wprowadzaliśmy gości do hotelu - relacjonowała. Następnie - jak dodała - widziała, że Nawrocki wsiadł z tymi osobami do windy i udał się z nimi na piętra, gdzie znajdowały się pokoje dla gości. Świadek zaznaczyła, że ta sytuacja bardzo ją zdziwiła. Oceniła przy tym, że zarówno Nawrocki, jak i towarzyszące mu osoby, zachowywali się swobodnie.
Kobieta mówiła, że gdy Nawrocki wrócił w okolice recepcji, zapytała go, o co chodziło w sytuacji, którą widziała. - Karol tylko odpowiedział, że można sobie dorobić, wprowadzając dziewczyny do gości i jeśli miałabym ochotę też mogłabym się przyłączyć - zeznała świadek.
Nawrocki kontra Onet. Co ten proces oznacza dla dziennikarstwa?
- To, że znany te zeznania, wiemy, co się dzieje na sali, że sąd się zgodził to triumf wolności słowa? - pytał w "TOK360" Wojciech Muzal.
- Tak, to jest proces, który niewątpliwie wzbudza ogromne zainteresowanie publiczne. Chodzi w tej chwili już o głowę państwa. I tu transparentność i możliwość uczestniczenia czy obserwowania procesu jest szalenie ważna. Dlatego dobrze, że ten proces został odtajniony, że możemy z niego czytać relacje. Chociaż oczywiście bądźmy ostrożni we wszystkich sądach na tym etapie. Poczekajmy, jak sprawę rozstrzygnie sąd - mówiła ekspertka w zakresie swobody wypowiedzi w Radzie Europy dr Dominika Bychawska-Siniarska.
Jak podkreśliła, sporny tekst ukazał się podczas kampanii przed wyborami prezydenckimi. - Standardy międzynarodowe mówią, że w tym okresie przedwyborczym, media mają prawo do prześwietlania, patrzenia na przeszłość i wszelką aktywność publiczną wszystkich osób, które kandydują na najważniejsze funkcje w państwie, że to jest taki element demokracji - wskazała prawniczka. I dodała, że "taka jest właśnie rola tych publicznych stróży, jakimi są media, że mają właśnie patrzeć na kandydatów po to, żebyśmy my odbiorcy mogli dokonywać jak najlepszych wyborów". - Więc to na pewno świadczy na korzyść tych publikacji Onetu, interes publiczny niewątpliwie jest tu ważny - powiedziała.
Dr Dominika Bychawska-Siniarska zwróciła uwagę, że z drugiej strony mamy też równoważne prawo do prywatności i możliwość jego ochrony przez prezydenta Nawrockiego. - A ocena tego czy media działały rzetelnie (i to też nie oznacza, że muszą być nieomylne, bo orzecznictwo strasburskie mówi wprost, że dziennikarze mogą popełnić jakiś błąd, ale muszą w trakcie procesu wykazać, że działali w dobrej wierze, z należytą uwagą zbierali materiały), leży teraz w gestii sądu. Dobrze, że też my możemy się temu przyglądać - oceniła gościni TOK FM.
Źródło: PAP/TOK FM