Europa wysuszona na wiór. To oznacza gigantyczne problemy. "Bez precedensu"
Ren, Dunaj, Wisła, rzeki we Francji i Szwajcarii - wszystkimi płynie rekordowo mało wody! Minione upalne lato i ładna pogoda teraz, jesienią, pogłębiają problem płytkich rzek i braku wody w Europie, która schnie na potęgę. Coraz mniej wody w rzekach to gigantyczny problem dla rolnictwa, transportu i energetyki. Im ładniej za oknem, tym gorsze wiadomości dla zasobów wody na naszym kontynencie.
Kiedy nas cieszy słoneczne babie lato, hydrolodzy łapią się za głowy. W tym odcinku powiemy:
- jak mało wody jest w europejskich rzekach;
- to problem dla transportu, energetyki i rolnictwa;
- i że susza wysusza Europę na wiór.
Ten odcinek zaczniemy od tego, co za oknem. Złota polska jesień, czyste niebo, zero deszczu i 20 stopni ciepła. Na przełom września i października to co najmniej zadowalająca pogoda. Ale nie dla wszystkich. Są tacy, dla których ciepła i sucha pogoda to scenariusz najgorszy z możliwych. I nie tylko o rolnictwo chodzi.
Na początek niemieckie miasteczko Kaub, gdzieś w połowie drogi między Moguncją a Koblencją. W Kaub nad brzegiem Renu stoi wodowskaz, niepozorna łata z podziałką. Poziom wody mierzy się tu od 1880 roku, pomiary pamiętają cesarstwo niemieckie, dwie wojny światowe i zjednoczenie Niemiec. Ten wodowskaz wskazał właśnie coś, czego nie pokazał nigdy wcześniej: 4 cm! Najmniej w historii, nigdy wcześniej Ren nie stał tak nisko, jak teraz.
Dlaczego powinno cię to obchodzić? Bo Ren to główna arteria transportowa w przemysłowym sercu Europy. Płyną tamtędy węgiel, paliwa, surowce dla przemysłu, zboże i minerały. Rekordowo płytki Ren to rekordowo drogi transport.
Wodowskaz w Kaub nie wskazuje głębokości rzeki, faktycznie Ren jest tam mniej więcej o metr głębszy. Odczyt to liczba, której armatorzy używają do wyliczenia tego, ile ładunku mogą bezpiecznie załadować na barkę, by nie szorować nią po dnie. Im niższe wskazanie, tym lżejszy musi statek i tym droższa każda przewieziona nim tona. W tym roku jest rekordowo droga. A rekordowe ceny utrzymują się przez rekordowy czas. Od stycznia przez 74 dni wody było na tyle mało, że barki musiały ładować o jedną trzecią mniej towaru niż standardowo. Dla porównania w 2022 roku, w samym środku kryzysu energetycznego, takich dni było 41, czyli prawie dwa razy mniej. A cena? Przewiezienie diesla z Rotterdamu do Karlsruhe jednego tylko dnia we wrześniu zdrożało o 15 proc. I to po tym, jak w ciągu ostatniego miesiąca stawka wzrosła ponad dwukrotnie. Jak to wygląda w praktyce?
Średni ładunek barki na Renie spadł z 1500 do 400 ton. Na nabrzeżach tłok, bo trzeba czekać na swoją kolej i słono płacić. Przedstawiciele duńskiego giganta żeglugowego, który rzekami transportuje kontenery z portów, określa sytuację tak: "Bez precedensu". A francuski serwis Le Grand Continent wylicza, że rok temu w sierpniu fracht z Rotterdamu w górę Renu kosztował 29 euro za tonę. Dzisiaj to 145 euro, czyli pięć razy więcej.
Może w takim razie przewozić wszystko lądem? Niekoniecznie. Jedna barka w zależności od wielkości i towaru to od 100 do 200 ciężarówek.
Susza i poważne kłopoty
Szorujący po dnie transport to nie jedyny problem z brakiem wody w rzekach w Europie. To problemy z nawadnianiem pól i susza w rolnictwie, to reglamentacja wody w miastach i w końcu to spadek produkcji prądu, w ekstremalnych przypadkach o skali narodowego kryzysu.
W tym roku produkcja energii w hydroelektrowniach w Niemczech jest o jedną trzecią niższa niż średnia z ostatnich pięciu lat. Podobnie jest we Francji, a w Alpach jest jeszcze gorzej. W lipcu austriackie elektrownie wodne wyprodukowały tylko połowę tego, co zwykle. Tak samo było w Szwajcarii. Dlaczego? Bo alpejskie rzeki niosą o jedną trzecią mniej wody. I nie tylko o Alpy chodzi.
Unijny serwis klimatyczny podaje, że Ren, Dunaj i Wisła miały tego lata najniższe sezonowe przepływy w historii pomiarów sięgających 1992 roku. Latem do Dunaju wpływała jedna trzecia tego, co zwykle. A Dunaj to nie tylko transportowy kręgosłup połowy Europy, ale ostatni również kluczowa trasa transportu ukraińskiego zboża. Rosja i Ukraina odpowiadają łącznie za ponad jedną czwartą światowego eksportu pszenicy.
W sierpniu Węgry stanęły na krawędzi narodowej katastrofy. Dunaj toczył tak mało wód, że trzeba było zamknąć węgierską elektrownię atomową, zaopatrującą w prąd większość kraju. Woda opadła tak nisko, że czerpanie jej do chłodzenia reaktorów stało się niemożliwe. By spiętrzyć wodę, Węgrzy zatapiali w Dunaju barki. Ostatecznie najgorszego udało się uniknąć o włos, a właściwie dosłownie o centymetr. W sierpniu w zasilanym przez Pad w jeziorze Maggiore stan wody był o ponad 40 cm poniżej normy. Niski stan rzeki sprawiał, że słona woda wdzierała się rekordowo daleko w głąb lądu. Na początku września Wisła stała najniżej od startu gromadzenia danych, czyli od lat 50.
Na koniec o skali. Czyli odpowiedź na pytanie, jak rozległa jest susza? Według raportów Europejskiego Obserwatorium Suszy w sierpniu wody brakowało na ponad połowie terytorium całej Unii Europejskiej. Francja miała najgorętsze lato w historii pomiarów. W Szwajcarii okres od kwietnia do sierpnia był najgorętszy i najsuchszy od 1901 roku. Niemcy przeżyły drugie najgorętsze lato od 1881 roku, z opadami o ponad jedną czwartą poniżej normy. A to nadal nie koniec pogody z piekła rodem.
Na koniec wróćmy za okno. Złota polska jesień, słońce, 20 stopni. Pięknie? Pięknie. I właśnie w tym problem!
Źródło: TOK FM