"Najlepszy przyjaciel Putina" przyjechał do Macierewicza. "Prosto z Moskwy"
"Kongresmen już w 2012 roku był ostrzegany przez amerykański kontrwywiad, że rosyjskie służby chcą go zrekrutować w roli agenta wpływu. (...) Jego relacje z ludźmi Kremla stały się dla republikanów na tyle niewygodne, że szef komisji spraw zagranicznych Izby Reprezentantów, któremu podlegała podkomisja Rohrabachera, ograniczył mu swobodę podejmowania decyzji w sprawach, które chciał rozpatrywać na jej forum, oraz możliwość wydawania pieniędzy Kongresu na podróże zagraniczne. (...) Nie przeszkadzało to Antoniemu Macierewiczowi, werbalnie ostro antyrosyjskiemu, by utrzymywać dobre relacje z Rohrabacherem". Publikujemy fragment książki Grzegorza Rzeczkowskiego pt. "Ameryka Kremla. Jak Rosja zatruła nasz kraj trumpizmem".
Poniższy fragment pochodzi z książki autorstwa Grzegorza Rzeczkowskiego pt. "Ameryka Kremla. Jak Rosja zatruła nasz kraj trumpizmem", która ukazała się 23 września 2026 r. nakładem Wydawnictwa W.A.B.
(...) Rohrabacher i Lenczowski należą do grona najważniejszych amerykańskich kontaktów Antoniego Macierewicza, można nawet powiedzieć - to jego najważniejsze aktywa, które uruchomił w kontekście smoleńskiej ofensywy. Choć niejedyne. Były minister obrony zna obu i regularnie się z nimi spotyka. Sam Macierewicz miał kiedyś stwierdzić, że Lenczowscy to jego daleka rodzina. W biografii Macierewicza autorzy cytują wypowiedź anonimowego dyplomaty, który opisywał intrygujące poglądy rektora IWP: "Wszyscy członkowie obecnej ekipy rządzącej, łącznie z prezydentem obowiązkowo tam bywają, choć to niszowy ośrodek. Lenczowski, politolog polskiego pochodzenia, lecz niemówiący po polsku, ma taką koncepcję, że Rosja nie jest zagrożeniem dla Polski. Zawsze mnie to bardzo dziwiło". Bo dla Lenczowskiego rzecz jest dość prosta - głównym zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych są w dłuższej perspektywie Chiny. W swoim liście pochwalnym na rzecz Rohrabachera i Boltona o Rosji nie zająknął się nawet słowem. A przecież Rohrabacher to człowiek, który jeszcze za Reagana zajmował się Związkiem Radzieckim, co więcej, osobiście wspierał mudżahedinów przeciwstawiających się zbrojnie radzieckiej interwencji. Jak już wiemy, w odniesieniu do tego środowiska nikogo nie powinno to dziwić.
Weźmy Rohrabachera. Nie tylko bagatelizował autorytarny styl rządów Putina, lecz także rozgrzeszył go z napaści na Gruzję i Ukrainę, podważał oskarżenia o ingerencję w amerykańskie wybory i zabiegał o zniesienie sankcji nałożonych na Rosję w ramach tak zwanej ustawy Magnickiego. Podobnych zasług dla gospodarza Kremla Rohrabacher ma znacznie więcej. Dołóżmy jeszcze do tego jego sprzeciw wobec rozszerzenia NATO oraz wzmacniania tak zwanej wschodniej flanki sojuszu. Swój punkt widzenia na temat Rosji wyłożył w lipcu 2009 roku podczas posiedzenia komisji spraw zagranicznych Izby Reprezentantów, niedługo po ogłoszeniu "resetu" przez prezydenta Baracka Obamę.
Uważam, że Rosja jest istotną częścią przyszłości Ameryki, co przyjęliśmy za pewnik. Powiem tylko, że musimy podjąć wysiłek - być może to przesłuchanie jest pierwszym - by naprawić choćby część z wyrządzonych przez ostatnie dwadzieścia lat szkód, za które uważam bezsensowną wrogość USA wobec naszego byłego radzieckiego wroga, który teraz powinien być traktowany jako nasz rosyjski przyjaciel. Ta wrogość i niekompetencja dyplomacji zmieniły coś, co mogłoby być wielką przyjaźnią, która dobrze służyłaby obu krajom. I nie obwiniam o to Rosjan. […] Jeśli Rosja byłaby zaangażowana w budowę systemu antyrakietowego u naszych granic lub w sojusz wojskowy po wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z jakiegoś terytorium, czy uznalibyśmy to za działanie wrogie? Oczywiście, że tak. […] Dziś świat jest inny niż wtedy [gdy istniał Związek Radziecki - przyp. G.R.]. Musimy się zbliżyć do Rosjan, w przeciwnym razie będziemy cierpieć. Dzisiaj mamy doskonałą okazję, aby dokonać resetu w naszych relacjach.
Rohrabacher, podobnie jak Lenczowski, podkreślał, że większym zagrożeniem są Chiny i islamski terroryzm niż Rosja, która znacznie się zreformowała, a "my dalej traktujemy ją jak komunistyczną despocję".
Rohrabacher, który jeszcze w 1988 roku pojechał do Afganistanu wspierać mudżahedinów, zmienił opinię o dawnym wrogu po upadku ZSRR. "Walczyłem z komunizmem, ale nie z Rosjanami" - przyznał po latach. Putina poznał osobiście, ich znajomość sięga początku lat dziewięćdziesiątych i zaczęła się w dość osobliwych okolicznościach. Rohrabacher odwiedził wówczas Petersburg, gdzie spotkał się z Putinem, wtedy zastępcą mera miasta. Podczas zakrapianego spotkania miało dojść między nimi do konfrontacji o to, kto wygrał zimną wojnę - Zachód czy ZSRR. Spór rozstrzygnęli, siłując się na ręce, co ze strony Rohrabachera można uznać za oddanie pojedynku walkowerem - judoka Putin wygrał bez trudu.
Quiz: 10 pytań o najważniejsze wydarzenia tygodnia. Znasz odpowiedzi? [QUIZ TOK FM]
Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!
Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.
Promocje nie łączą się.
"Jest dwóch ludzi, którym - jak myślę - Putin płaci: Rohrabacher i Trump" - stwierdził pół żartem, pół serio w czerwcu 2016 roku Kevin McCarthy, lider ówczesnej republikańskiej większości w Izbie Reprezentantów podczas spotkania z kongresmenami swej partii. Gdy wybuchnęli śmiechem, McCarthy niezbity z tropu rzucił: "Przysięgam na Boga". Sprawa zapachniała skandalem, więc republikanie poprosili uczestników spotkania o nieujawnianie jego przebiegu.
Ale McCarthy raczej się nie zagalopował. W 2017 roku wyszło na jaw, że Rohrabacher nie tylko spotykał się z umoczonymi po uszy w rosyjskiej rozgrywce przeciwko Ameryce i demokratom - doradcą Trumpa Michaelem Flynnem i Julianem Assange’em z WikiLeaks, któremu w imieniu Trumpa miał oferować ułaskawienie w zamian za jego stwierdzenie, że Rosja nie ma nic wspólnego z wyciekiem maili wykradzionych demokratom w 2016 roku. Nic z tego nie wyszło, bo atakowany zewsząd za kontakty z Kremlem Trump ponoć się przestraszył i z operacji wycofał. Zdaniem FBI Rohrabacher miał również dostać od Rosjan specjalny kryptonim jako źródło wywiadowcze. Dołóżmy jeszcze jedną sprawę do bogatego rosyjskiego konta byłego już kongresmena - relację z Marią Butiną i jej protektorem Aleksandrem Torszynem, zastępcą szefa Centralnego Banku Federacji Rosyjskiej, o którym "New York Times" pisał, że jest powiązany z rosyjskimi służbami i zorganizowaną przestępczością. A według hiszpańskich służb jest po prostu "ojcem chrzestnym" jednego z odłamów mafii rosyjskiej działającej na terenie Hiszpanii.
Rohrabacher co najmniej dwa razy spotkał się z Torszynem i Butiną (agentką wysłaną do Stanów Zjednoczonych z zadaniem zbudowania ukrytego kanału do kontaktów między Kremlem a amerykańskimi politykami) - raz podczas swego pobytu w Petersburgu w 2015 roku i dwa lata później na waszyngtońskim Kapitolu podczas prywatnej imprezy. Spotykał się też zresztą z innymi postaciami zaangażowanymi po uszy w brudne gry Moskwy - Paulem Manafortem, czyli szefem sztabu Trumpa, i Natalią Weselnicką, prawniczką wysłaną przez Kreml do USA z zadaniem rozwiązania problemu sankcji nałożonych na rosyjskich urzędników i oligarchów.
Na potwierdzenie tezy McCarthy’ego argumentów jest więcej. Kongresmen już w 2012 roku był ostrzegany przez amerykański kontrwywiad, że rosyjskie służby chcą go zrekrutować w roli agenta wpływu. Pochodzący z Kalifornii polityk nic sobie jednak z tych ostrzeżeń nie robił. Dowodów na to, że świadomie - a co więcej za pieniądze - działał na rzecz Rosji, nie znaleziono. Ale jego relacje z ludźmi Kremla stały się dla republikanów na tyle niewygodne, że szef komisji spraw zagranicznych Izby Reprezentantów, któremu podlegała podkomisja Rohrabachera, ograniczył mu swobodę podejmowania decyzji w sprawach, które chciał rozpatrywać na jej forum, oraz możliwość wydawania pieniędzy Kongresu na podróże zagraniczne. Efekt był taki, że kongresmen nie przyjechał do Polski z kolejną wizytą, choć taką podróż zapowiedział na wiosnę 2018 roku.
Nie przeszkadzało to Antoniemu Macierewiczowi, werbalnie ostro antyrosyjskiemu, by utrzymywać dobre relacje z Rohrabacherem. Na tyle dobre, że niedługo po objęciu funkcji szefa MON-u, wiosną 2016 roku, przyjął Rohrabachera, który do siedziby ministra na Klonową przyjechał prosto z Moskwy. Według "New York Timesa" dostał tam poufną notatkę zawierającą argumenty służące podważeniu ustawy Magnickiego i wynikających z niej sankcji nałożonych na kremlowskich bonzów w 2012 roku.
Tę samą notatkę Natalia Weselnicka zawiozła później ludziom Trumpa i przekazała podczas spotkania w Trump Tower dwa miesiące później. Od tego zaczęła się wymierzona w demokratyczną kandydatkę Hillary Clinton operacja Kremla, która przeszła do historii jako "Russiagate".
W czasie swej wizyty w Warszawie Rohrabacher spotkał się również z ówczesnym szefem MSZ-etu, Witoldem Waszczykowskim, i prezesem PiS-u Jarosławem Kaczyńskim. Nie było dla nich problemem, że przed "najlepszym przyjacielem Putina", ze względu na jego prokremlowskie sympatie, przestrzegała polska ambasada w Waszyngtonie kierowana wówczas przez Ryszarda Schnepfa. Co więcej, kilka miesięcy po tym spotkaniu do Rohrabachera udał się z wizytą zastępca Macierewicza - Tomasz Szatkowski. Zapytany o szczegóły ograniczył się do zdawkowego komunikatu o wymianie poglądów i ocen na temat bezpieczeństwa. Podobnie potraktował pytania dotyczące kontaktów kongresmena z Macierewiczem.
Ale Macierewicz spotykał się z Rohrabacherem już wcześniej, również w kontekście katastrofy smoleńskiej. Jesienią 2010 roku razem z szefową MSZ-etu w rządzie Kaczyńskiego Anną Fotygą pojechał do USA, by lobbować na rzecz rezolucji Kongresu w sprawie powołania międzynarodowej komisji do zbadania wypadku. Jednym z ich rozmówców był Rohrabacher, który w opublikowanym po spotkaniu oświadczeniu stwierdził co prawda: "w tym momencie założyłbym, że był to albo wypadek spowodowany przez jakąś burzę, albo zwykły przypadek niekompetencji", ale dodał: "na pewno gotów jestem zbadać bez uprzedzeń wszystkie fakty związane z tą sprawą".
W IWP znajdziemy zdecydowanie więcej związanych z Rohrabacherem osób o niewyjaśnionych rosyjskich powiązaniach. Jedną z nich jest Erik Prince, były komandos Navy SEALs. To założyciel słynnej firmy Blackwater, która dysponowała między innymi oddziałami najemników wysyłanych przez Stany Zjednoczone w różne punkty zapalne na świecie. Złą sławę zdobyli w Iraku, gdy w 2007 roku na Placu Nisur w Bagdadzie ostrzelali grupę Irakijczyków, zabijając siedemnaście i raniąc kilkadziesiąt osób. Śledztwo FBI ustaliło, że zdecydowana większość zastrzelonych była zwykłymi cywilami. Po tym skandalu firma zmieniła nazwę i nadal realizowała zlecenia dla rządu USA, w tym dla CIA i różnych typów spod ciemnej gwiazdy z całego świata.
Prince znalazł się w IWP pod koniec pierwszej dekady XXI wieku jako członek rady powierniczej tej uczelni. Trudno to uznać za przypadek jeszcze przed założeniem Blackwater pracował jako analityk do spraw obronnych w biurze Rohrabachera, a w 2019 roku pomagał zebrać dla niego pieniądze na kampanię do Izby Reprezentantów. Według CNN obaj uważają się za przyjaciół i od lat wspierają. Gdy wybuchła afera z ostrzelaniem cywilów w Iraku, Rohrabacher energicznie bronił Prince’a podczas śledztwa wszczętego przez Kongres.
Posłuchaj: