Rewolucja w amerykańskiej armii. "Hegseth chce wrócić do czasów przed II wojną światową"
Szef Pentagonu Pete Hegseth ogłosił zmiany w amerykańskim wojsku. Zdaniem eksperta są one niepokojące. - Armia amerykańska zawsze miała problem z przemocą - podkreślił w TOK FM Rafał Michalski, amerykanista i publicysta.
- Szef Pentagonu Pete Hegseth ogłosił we wtorek wprowadzenie nowych standardów sprawności i wyglądu w wojsku obowiązujących każdego żołnierza i zakończenie "politycznej poprawności" w przemianowanym ministerstwie wojny;
- Zapowiedział też kolejne zwolnienia i "wyzwolenie" dowódców spod regulacji, by mogli podejmować ryzyko;
- Co to oznacza dla Ameryki i dla świata?
Szef Pentagonu Pete Hegseth ogłosił wprowadzenie nowych standardów obowiązujących wszystkich żołnierzy, w tym generałów - będą testy sprawności, sprawdzanie wagi i wzrostu dwa razy rocznie, ujednolicenie standardów dla kobiet i mężczyzn.
Zapowiedział też zmianę standardów wyglądu - pozbycie się bród i długich włosów oraz "powierzchownego indywidualnego wyrazu" - oraz odejście od zwalczania "fali" i nękania w wojsku. Jak zapowiedział, oznacza to, że instruktorzy będą mogli stosować przemoc fizyczną wobec żołnierzy w granicach prawa.
- Armia amerykańska zawsze miała problem z przemocą, czy to wśród kadetów, czy to chociażby wśród mniejszości, szczególnie kobiet. I to, co Hegseth ogłosił, czyli chociażby wycofanie się z anonimowych skarg, może zawrócić nas do czasów armii lat 60., 70., gdy tych skarg nie było, ponieważ żołnierze obawiali się mówić o przemocy w armii - mówił w "TOK360" Rafał Michalski, amerykanista i publicysta.
Minister ogłosił również rozluźnienie "politycznie poprawnych" zasad prowadzenia walki (rules of engagement).
- Rozwiązujemy ręce naszym żołnierzom, aby mogli zastraszać, demoralizować i zabijać wrogów naszego kraju. Koniec z poprawnymi politycznie zasadami walki, tylko zdrowy rozsądek, maksymalna skuteczność i swoboda dla wojowników - powiedział.
- Hegseth chce wrócić do czasów przed II wojną światową. Co niepokojące, tę zasadę powrotu do przeszłości chce prowadzić także w kontekście zachowania wobec obcych żołnierzy i przeprowadzenia operacji. Problem jest taki, że Stany Zjednoczone nauczyły się, co taka elastyczność daje, np. podczas wojny w Afganistanie i w Iraku. Pamiętamy szereg skandali wokół tego, jak żołnierze amerykańscy obchodzili się z ludnością cywilną czy z jeńcami. I te zachowania zostały zakazane tymi wewnętrznymi przepisami. Ich wycofanie może nam znowu przywrócić te czasy, w których żołnierze będą w wielu przypadkach bezkarni albo chociażby trudniejsi do ukarania - wskazał rozmówca Adama Ozgi.
Prezydent USA Donald Trump podczas przemowy do setek generałów zebranych w bazie Quantico w Wirginii oświadczył zaś, że priorytetem armii amerykańskiej jest obrona ojczyzny, a nie pilnowanie odległych terenów Kenii czy Somalii.
- Donald Trump uważa, że Stany Zjednoczone są pod ciągłym atakami, ale nie obcych wojsk, chyba że cybernetycznie (ze strony Chin czy Rosji), tylko są atakowani przez nielegalną migrację i kartele narkotykowe. Widzimy, że ta administracja próbuje w sposób prawny argumentować za tym, żeby wojsko przynosić z zagranicy do prowadzenia polityki wewnętrznej. Dzisiaj, kiedy popatrzymy, gdzie są amerykańscy żołnierze, to amerykańscy żołnierze w formie Gwardii Narodowej są chociażby na ulicach Waszyngtonu - podsumował Michalski.