Rosja Putina się rozpadnie, ale najpierw pogrąży nas we krwi? "Trzęsienie ziemi już trwa"
Czuję, że Rosja zmierza ku upadkowi. Nie chcę straszyć, bo to jest bez sensu, ale Zachód powinien się przygotować na taki rozwój sytuacji. Bo zanim Rosja się rozpadnie, może pogrążyć nas we krwi - mówi w tokfm.pl Krystyna Kurczab-Redlich, wieloletnia korespondentka w Rosji. Jej zdaniem Putin ma antypolską obsesję.
W rosyjskiej telewizji wiele teraz mówi się o trzech starszych mężczyznach, od których mogą zależeć losy świata. Jeden z nich ledwo chodzi, potyka się i upada. Niekiedy przysypia na spotkaniach. Każda scena, za pomocą której można mu wytknąć podeszły wiek, jest puszczana tam bez końca. Ma 81 lat i nazywa się Joe Biden. - W mediach Kremla jest przedstawiany jako starzec i totalny idiota – mówi Krystyna Kurczab-Redlich, wieloletnia korespondentka w Rosji.
Drugi jest młodszy o 4 lata i po listopadowych wyborach chce zastąpić Bidena w fotelu prezydenta USA. Nazywa się Donald Trump. Też zdarzyło mu się przysnąć i to podczas przemówienia Elżbiety II, ale tego już rosyjska telewizja nie przypomina. Przedstawia go jako energicznego biznesmena i wspaniałego polityka. - Kreml z radością patrzy na jego ewentualny powrót do władzy w USA. Liczy, że Ameryka przestanie wtedy wspierać Ukrainę i ta stanie się bezbronna – opisuje moja rozmówczyni.
Trzeci mężczyzna przekroczył siedemdziesiątkę, ale dla rosyjskich mediów nie ma to żadnego znaczenia. - To starszy pan, który nie może ot tak przejść na emeryturę. Pierwszy tydzień spędzony poza Kremlem prawdopodobnie skończyłby się dla niego śmiercią. Dlatego 17 marca ten potwór znowu zostanie ogłoszony zwycięzcą wyborów prezydenckich w Rosji. Oczywiście, sfałszuje je jak wszystkie poprzednie. Co wtedy, nie wiem. Ale w Rosji przemysł przestawił się na produkcję uzbrojenia. Wygląda to prawie jak podczas II wojny światowej. Zachód zaczyna poważnie bać się większej wojny. Jedni twierdzą, że to jest kwestia kilkunastu lat, a inni, że dwóch-trzech - stwierdza autorka książki "Wowa, Wołodia, Władimir. Tajemnice Rosji Putina".
Rzeczywiście, strach przed wielką wojną jest już widoczny na Zachodzie. Polski minister obrony narodowej powiedział niedawno, że musimy być gotowi na każdy scenariusz. - Najbardziej poważnie traktuję te najgorsze. To nie są słowa rzucane na wiatr. Sytuacja jest bardzo poważna - zastrzegł Władysław Kosiniak-Kamysz. Niemiecki szef MON wypowiedział się w równie niepokojącym tonie: "Musimy liczyć się z tym, że pewnego dnia Władimir Putin zaatakuje nawet kraj NATO". - Nasi eksperci szacują, że jest to możliwe w okresie od pięciu do ośmiu lat - dodał Boris Pistorius.
Tymczasem Trump w ostatni weekend zaszokował stwierdzeniem, że jako prezydent nie będzie chronił sojuszników z NATO, którzy nie wydają dość dużo pieniędzy na zbrojenia. A wręcz zachęci Rosję, by zrobiła z tymi krajami, co zechce.
Wojna po ataku Rosji na Polskę? "Nie sądzę, byśmy mogli spać spokojnie"
W ubiegłym tygodniu Putin zapewnił, że nie jest zainteresowany atakiem na Polskę, Łotwę ani na "żadne inne miejsce". - Dlaczego mielibyśmy to robić? Po prostu nie mamy żadnego interesu - powiedział. Zastrzegł, że mógłby wysłać swoją armię nad Wisłę tylko w jednym przypadku: "jeśli Polska zaatakuje Rosję".
To fragment głośnego wywiadu, jakiego dyktator Rosji udzielił Tuckerowi Carlsonowi - amerykańskiemu dziennikarzowi, który wspiera Donalda Trumpa i jest znany z prorosyjskich poglądów. - Kremlowskie media żyły tym czymś i nieustanie to pokazywały. Trudno przecież nazwać to wywiadem. Był to raczej dwugodzinny wykład Putina. Samego Carlsona telewizja przedstawiała jako niemalże najwybitniejszego dziennikarza świata. Relacjonowała, gdzie był łaskaw zjeść i dokąd pojechać - opisuje Krystyna Kurczab-Redlich.
Oglądając ten wykład, zauważyła, że antypolska obsesja Putina się nasila. Kłamał, że "Polacy zmusili Hitlera" do inwazji na swój kraj. - Dlaczego Polska rozpoczęła wojnę 1 września 1939 roku? Była niechętna do współpracy. Hitlerowi nie pozostało nic innego w realizacji swoich planów, jak zacząć od Polski - stwierdził Putin.
W tym kontekście jego zapewnienia, że nie zacząłby wojny z Polską, nie brzmią uspokajająco. - Odbiorą je tak chyba tylko jacyś wyjątkowo nieświadomi ludzie. Nie sądzę, żeby obywatele państw NATO mogli spać spokojnie. Obowiązuje przecież artykuł 5. traktatu Sojuszu Północnoatlantyckiego, który można streścić tak: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Putin ma świadomość, że jego atak na któreś z państw NATO oznaczałoby początek III wojny światowej. Ale w tym wykładzie powtarzał, że Rosja ma najlepsze na świecie uzbrojenie, w tym taktyczną broń jądrową, a konfrontacja z jego armią oznaczałaby przegraną dla jej wroga. Wtórują mu rosyjskie media, które powtarzają, że Rosja jest tak potężna, iż może walczyć z całym światem. Ależ oczywiście, że w tym kraju mówi się o scenariuszu większej wojny - stwierdza dziennikarka.
"W Rosji Polacy są uważani za wroga"
Według Krystyny Kurczab-Redlich antypolska obsesja Putina ujawniła się w tym wywiadzie jeszcze nieraz. Mówił, że Polacy nie tylko zmusili Hitlera do rozpoczęcia wojny, ale też później kolaborowali z III Rzeszą. Powtórzył, że Ukraina to sztuczny twór, a idea odrębnej ukraińskiej nacji pojawiła się w Polsce. - Twierdził również, że Ukraina należała do Rosji, tylko my ją "opolaczyliśmy" ("polonizowaliśmy" - przyp. red.). Jego obsesja wypłynęła także w zdaniu, że największy kontyngent najemników w Ukrainie tworzą właśnie Polacy. Wrzucił to wszystko do jednego garnka, w którym od lat miesza same kłamstwa – wzdycha moja rozmówczyni.
Jak dodaje, ta obsesja Putina zaostrzyła się, gdy Polska pomogła Ukrainie po wybuchu wojny w 2022 roku. Władze w Warszawie nawoływały Zachód do wsparcia zaatakowanego sąsiada, a Polacy przyjęli miliony ukraińskich uchodźców. - Do tego jeszcze przez nasz kraj przechodzi zachodnie uzbrojenie do Ukrainy. Putin doskonale to wszystko zapamiętał – stwierdza.
W jej ocenie obsesja Putina przenika również do rosyjskiej propagandy, a następnie do tamtejszego społeczeństwa. - Nie mam wątpliwości, że dzisiaj przedstawienie się w Rosji jako Polka czy Polak nie spotkałoby się z sympatią. Polacy są tam uważani za głównego wroga w Europie Środkowej – dziennikarka.
Atak Rosji nie tylko na Polskę? "Putin odkręci film o wolnej Europie Środkowej"
Groźby Putina chciałaby skwitować stwierdzeniem: "strachy na lachy". Powiedziałaby, że to tylko jego prężenie muskułów, gdyby nie pamiętała 2022 roku. - Byłam wtedy jedną z tych, którzy w ogóle nie wierzyli, że Rosja napadnie na Kijów. Nawet gdy na ukraińskiej granicy stanęły stutysięczne wojska Putina, nie wierzyłam, że ją przekroczą - wspomina.
Nie wierzyła, mimo że nie miała złudzeń co do władcy Kremla. Już w 2002 roku napisała artykuł, w którym przytoczyła wypowiedzi funkcjonariuszy Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji. - Mówili, że Moskwa prowadzi wojnę ze światem i na jej końcu Putin odkręci ten film o wolnej Europie Środkowej - wspomina.
Jej zdaniem prezydent Rosji od początku był zagrożeniem, ale Zachód przez lata to bagatelizował. Chciał w nim widzieć demokratę i biznesowego partnera. - Brytyjski premier Tony Blair bił przed nim czołem, a królowa Elżbieta II zaprosiła go do karocy. Bolało mnie to, bo akurat wyszłam z festiwalu filmów o Czeczeni. Przez dwa dni patrzyłam, jak na ekranie lała się krew ofiar Putina, a potem widziałam, jak on zasiada w królewskiej karocy z ironicznym uśmiechem. Zachodu nie obchodziło cierpienie jego ofiar. Od prezydenta Francji dostał Order Legii Honorowej, najwyższe tam odznaczenie państwowe. I tak dalej. Słabość Zachodu wzmocniła pewność siebie prezydenta Rosji i przyczyniła się do napaści na Ukrainę w 2022 roku - podkreśla.
Jak dodaje, Zachód "zdjął już różowe okulary" i teraz boi się wojny Putina. Ten z kolei boi się odpowiedzi Zachodu. Ale jest też zakładnikiem innych leków, które czynią go nieprzewidywalnym.
Kreml drży? "Putin się boi"
W ocenie Krystyny Kurczab-Redlich dyktator Rosji żyje w bańce potwornego strachu. Panicznie boi się utraty władzy, bo wtedy najbliższe otoczenie mogłoby się go pozbyć. - Sądzę, że jest tam znienawidzony przez wszystkich. Począwszy od ministra obrony Siergieja Szojgu, którego Putin wielokrotnie upokarzał. Poprzez generalicję, która widzi bezsens wojny z Ukrainą. Po oligarchów, którym sankcje zabrały majątki na Zachodzie i kontakty z pozostającymi tam rodzinami. Putin ich wszystkich zastrasza i zmusza do płacenia ogromnych haraczy, za które kupuje uzbrojenie - mówi.
Jak dodaje, władca Kremla obsesyjnie boi się również kontaktów z niesprawdzonymi ludźmi. Wynika to nie tylko z jego lęku przed chorobami, który wypłynął podczas pandemii. - Wówczas ludzie nawet z jego najbliższego otoczenia musieli czekać dwa tygodnie w kwarantannie, zanim przyjął ich na spotkanie. Ale lęk przed kontaktami z ludźmi sięga głębiej. To strach dyktatora, który ma na sumieniu wiele zabójstw, także osób ze swojego otoczenia. Nie sądzę, że rodziny zamordowanych czy ludzie z nimi powiązani chcieli mu to puścić płazem. Ma się czego bać - podkreśla autorka książki "Wowa, Wołodia, Władimir. Tajemnice Rosji Putina".
Czy społeczeństwo też go nienawidzi? Zdaniem mojej rozmówczyni to wątpliwe, bo od 24 lat, czyli odkąd Putin doszedł do władzy jest poddawane praniu mózgów. - Przeciętny obywatel tego kraju nie jest młodym mieszkańcem Moskwy czy Petersburga, który ma smartfona z internetem, tylko człowiekiem ze wsi lub małego miasteczka wpatrzonym w telewizję. A ta od początku panowania Putina jest poddana kontroli Kremla. Widzowie słyszą: Jesteście obywatelami wielkiej Rosji. Wielu z nich mieszka w miejscowościach, gdzie nie ma ośrodków zdrowia ani porządnych dróg. Dzień im zlatuje na kombinowaniu, co by tu do garnka włożyć. A potem napawają się wielkością swojego kraju i swojego prezydenta. Propaganda mówi: Właśnie dlatego, że jesteśmy tacy wielcy, Zachód jest przeciwko nam. NATO podchodzi pod nasze granice. Musimy się bronić. W ostatnim momencie przed atakiem Sojuszu na Rosję, zaczęliśmy "specjalną operację wojskową" w Ukrainie - opisuje.
Putinowi więc udało się zjednoczyć dużą część społeczeństwa w opowieści o rosyjskiej wielkości i patriotyzmie. - Tak naprawdę jest to nacjonalizm i szowinizm. Dyktator zdołał też odświeżyć mit wielkiej wojny ojczyźnianej, jaką była dla Rosjan II wojna światowa. Teraz nieustannie słyszą porównania wojny w Ukrainie do tej z 1939 roku. Zełenskiego zestawia się z Hitlerem. Propaganda powtarza, że "ukraiński faszyzm" wymaga zniszczenia - tłumaczy Krystyna Kurczab-Redlich.
Rosja się rozpadnie? "Trzęsienie ziemi już trwa"
Nawet jeśli niektórzy Rosjanie tej propagandzie się nie poddają, to 17 marca, czyli w dniu wyborów Putin może być spokojny. - Nie musi się liczyć z głosem narodu, bo nie jest przecież prezydentem wybieranym naprawdę. Wszystkie wybory od 2000 roku były fałszowane. O ile jeszcze np. w 2012 wiele tysięcy Rosjan protestowało na ulicach, to teraz tego nie zrobią, bo grożą im za to poważne represje. Karę aresztu można dostać nawet za wyjście z białą kartką w jednoosobowej pikiecie - mówi dziennikarka.
Jej zdaniem wybory nie przyniosą więc żadnej zmiany, ale i tak Putin nie pozostanie długo w fotelu dyktatora Rosji. - Nie jestem politologiem i moje prognozy skażone są "chciejstwem". Jednak moim zdaniem na Kremlu już trwa trzęsienie ziemi. Właśnie dlatego, że szaleństwo Putina się wzmaga, a jest tam znienawidzony przez wszystkich - podkreśla.
Jednocześnie zgadza się z prognozą prof. Pawła Kowala, który w TOK FM mówił, że w perspektywie 10-12 lat Rosja rozpadnie się jako imperium. - Ale ten czas za dwa-trzy lata będzie strasznie trudny. Będą tam straszne konwulsje. To może być szczególnie niebezpieczny moment dla partnerów na Zachodzie - zaznaczył pełnomocnik polskiego rządu ds. odbudowy Ukrainy.
- Czuję, że Rosja zmierza ku upadkowi. Nie chcę straszyć, bo to jest bez sensu, ale Zachód powinien się przygotować na taki rozwój sytuacji. Bo zanim Rosja się rozpadnie, może pogrążyć nas we krwi - podsumowuje Krystyna Kurczab-Redlich.
Źródło: TOK FM