,
Obserwuj
Świat

Rosję Putina zalewa fala mordów i gwałtów. "To bomba z opóźnionym zapłonem"

7 min. czytania
27.05.2024 12:00

Rosyjscy mordercy są ułaskawiani pod warunkiem, że pójdą na front zabijać Ukraińców. Wielu przeżywa i wraca do Rosji. Kraj zalewa fala brutalnych mordów, pobić i gwałtów. Czy Polacy powinni bać się tych kryminalistów? Prof. Krzysztof Żęgota zaprzecza, ale zaraz robi niepokojące zastrzeżenie. W rozmowie z tokfm.pl opisuje sytuację, w której "zdemoralizowane jednostki" mogłyby dotrzeć również nad Wisłę.

fot. Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0) / Vitaly V. Kuzmin

Ukraina idzie w ślady Rosji i sięga po więźniów w walce na froncie. Dzięki ustawie, którą niedawno podpisał Wołodymyr Zełenski, niektórzy skazańcy będą warunkowo wypuszczani zza krat i zasilą szeregi ukraińskiej armii. Minister sprawiedliwości Ukrainy Denys Maluska ocenił, że z takiego rozwiązania może skorzystać ok. 20 tys. kryminalistów. Dlaczego Kijów zdecydował się na ten kontrowersyjny ruch?

- Zełenski ma nóż na gardle - mówi dr hab. Krzysztof Żęgota. Jak dodaje, w kwietniu prezydent Ukrainy obniżył wiek poborowy z 27 do 25 lat, ale to wciąż nie rozwiązuje problemów z mobilizacją do armii.  Kijów nadal też nie może ściągnąć np. z Polski Ukraińców, którzy są zdolni do walki. - Tymczasem Rosja powoli, ale systematycznie robi postępy na froncie. Zachód niby wysyła do Ukrainy broń i amunicję, ale tam brakuje rąk, które miałyby ten sprzęt obsługiwać - stwierdza ekspert z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

To oczywiście nie znaczy, że zachodnia broń trafi teraz w ręce pospolitych przestępców, którzy zostali wypuszczeni z więzień. Jak tłumaczy mój rozmówca, skazańcy trafią raczej na tyły frontu, gdzie nie będą mogli niczego rozkraść ani zepsuć. Zastąpią tam bardziej wyszkolonych kolegów, którzy zostaną odesłani do obsługi wojennej technologii.

- Jednak przestępcy przyczynią się do obniżenia morale ukraińskiej armii. A ono jest jej siłą i przewyższa to, które mają rosyjscy żołnierze. Tam panuje fala, czyli powszechne prześladowania młodszych żołnierzy, strach przed dowódcami i ogólna degeneracja. Ukraińcy zaś walczą za ojczyznę w poczuciu sprawiedliwości. Gdy jednak w ich szeregi trafią kryminaliści, to nastąpi demoralizacja części żołnierzy - ocenia ekspert.

Póki co na front nie pójdą Ukraińcy skazani za poważne przestępstwa, czyli np. zabójcy, gwałciciele czy handlarze narkotyków. Tym właśnie nowe prawo Ukrainy różni się od rosyjskiego, które zostało wprowadzone w 2022 roku. Wówczas szef Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn zaczął odwiedzać kolonie karne, by oferować ułaskawienie nawet mordercom i pedofilom. W zamian mieli ruszyć na front i zabijać Ukraińców. Prigożyn chwalił się, że zwerbował dla Grupy Wagnera 50 tysięcy więźniów.  Gdy w sierpniu 2023 roku zginął w katastrofie lotniczej, rekrutację zbrodniarzy do armii przejął rosyjski resort obrony.

Czy jednak w kolejnym kroku Kijów nie zacznie wysyłać do boju więźniów skazanych za najcięższe przestępstwa? W ocenie prof. Żęgoty wiele zależy od tego, jak będzie rozwijała się sytuacja na froncie. Jeśli Ukraina dalej będzie miała problemy z mobilizacją wojskową i dostawami broni, może pójść ścieżką przetartą przez Rosjan. Jak ona wygląda?

Rosję zalała fala brutalnych mordów i gwałtów. "Odwety na kobietach"

Kreml nie podaje, ilu skazańców wysłał na front. Wiadomo jednak, że dzięki tej mobilizacji niektóre zakłady karne w Rosji opustoszały i są likwidowane. Wielu ułaskawionych kryminalistów wojnę przeżyło i wróciło do Rosji. Kraj zalała fala brutalnych mordów, pobić i gwałtów.

Siergiej Szachmatow przed wojną w Ukrainie został skazany za oszustwa i kradzieże, za co trafił do więzienia. Przed dalszą odsiadką uratował go Jewgienij Prigożyn, który zwerbował kryminalistę do Grupy Wagnera i wysłał na front w zamian za ułaskawienie. Szachmatow odsłużył swoje i wrócił do Rosji. W maju 2023 roku w Nowosybirsku spotkał na ulicy dwie uczennice w wieku 10 i 12 lat. Straszył je pistoletem i granatem, a także groził, że obetnie im głowy. Następnie zaciągnął dziewczyny za pobliski garaż, gdzie je zgwałcił.

W 2019 roku Iwan Rosomachin zamordował sąsiadkę, za co został skazany na 15 lat więzienia. Jego również Prigożyn wyciągnął zza krat i kazał mu walczyć w Ukrainie. Po powrocie do rodzinnej wsi bandyta zaszlachtował 85-letnią emerytkę.

Takich powrotów najbardziej boją się byłe partnerki kryminalistów-weteranów. Wielu z nich maltretowało i usiłowało zabić swoje żony, za co trafili do kolonii karnych. Mieli tam spędzić długie lata, ale uchroniła ich przed tym wojna w Ukrainie. Po sześciu miesiącach walki znów stają na progach domów dawnych partnerek i zaczyna się groza, co pokazuje choćby historia Władysława Kaniusa. Zgwałcił swoją dziewczynę, ranił ją ponad 100 razy nożem i w końcu udusił. Inny weteran-kryminalista zabił żonę na oczach ich sześcio- i siedmioletnich dzieci. Kolejny udusił kobietę, a jej ciało spalił w samochodzie.

- W Rosji panuje kult męskości i siły, a przyzwolenie na przemoc wobec kobiet jest bardzo wysokie. To sprawia, że skazańcy-weterani są jeszcze bardziej zuchwali w swoich planach zemsty na byłych partnerkach, które np. zdążyły związać się już z innymi mężczyznami. Nic dziwnego, że one boją się tych odwetów - tłumaczy prof. Krzysztof Żęgota.

To dla Rosji Putina bomba z opóźnionym zapłonem

Co najmniej 107 osób zginęło, a drugie tyle zostało brutalnie okaleczonych przez kryminalistów, którzy wrócili z wojny w Ukrainie - informuje niezależna rosyjska gazeta "Wierstka". Są to jednak nieoficjalne dane i - zdaniem eksperta - mocno zaniżone.

Co więcej, na tym nie koniec, bo kolejni mordercy i gwałciciele są ułaskawiani w zamian za walkę na ukraińskim froncie. - Oczywiście, spora część z nich nie przeżywa wojny. Natomiast ta reszta, która wraca, jest niezmiernie groźna dla społeczeństwa. Rosja prosi się o kłopoty - mówi ekspert i przyznaje, że to bomba z opóźnionym zapłonem.

Jak dodaje, choć Władimir Putin podporządkował sobie całą władzę w Rosji, to ciągle czuje strach przed jej utratą. Nie chce więc ogłaszać mobilizacji wojskowej na wielką skalę, bo to mogłoby wywołać niepokoje w społeczeństwie. Dlatego posiłkuje się skazańcami.

Im cięższe przestępstwa popełnili, tym chętniej godzą się pójść na wojnę. Kalkulują: mają do odsiadki jeszcze kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt lat, a tutaj wystarczy przez pół roku powalczyć w Ukrainie, by być wolnym. A nawet zostać bohaterem wojennym. - W Rosji teraz mocno nobilituje się weteranów. Wracają z wojny w glorii. Nawet skazańcy zyskują uznanie i chwałę. Są zapraszani do szkół i pokazywani dzieciom jako bohaterowie bez skazy. Nieważne, że mieli na koncie wieloletnie wyroki - opisuje prof. Żęgota.

Mogą też liczyć na bardziej łaskawe traktowanie przez sądy. Pokazuje to choćby historia Aleksieja Czurdajła, który po powrocie z wojny uderzył kolegę ponad 20 razy nożem, a potem jego zwłoki ukrył w szambie. Dostał za to wyrok ledwie ośmiu lat więzienia, bo sąd uznał jego zasługi w walce na ukraińskim froncie.

- Przy takim podejściu władz i sądów problem będzie tylko narastał, ponieważ wśród skazańców-weteranów rośnie poczucie bezkarności. Już są przypadki, gdy ktoś dopuścił się zbrodni, został ułaskawiony, bo poszedł na front, a po powrocie do Rosji znów zabił i może liczyć na kolejną "wojenną amnestię". To taki kołowrotek, w który wpadają recydywiści. Krążą między więzieniem, frontem i społeczeństwem - analizuje mój rozmówca.

Skazańcy są dla Putina "mięsem" armatnim

Większość kryminalistów nie wraca z Ukrainy, bo służy tam po prostu za mięso armatnie. Dowództwo wysyła ich na najbardziej krwawe odcinki frontu. - Chodzi o to, by zmęczyć Ukraińców, nieustannie ich atakując. To mięso armatnie napiera całymi falami na pozycje obrońców, aż skończy im się amunicja. Pada jeden skazaniec po drugim. Nie opłaca się więc marnować pełnowartościowych, przeszkolonych żołnierzy rosyjskich - opisuje prof. Krzysztof Żęgota.

Nazywa to cyniczną taktyką, którą dowództwo armii rosyjskiej zastosowano np. w Awdijiwce i Bachmucie. Oba miasta zostały w końcu zdobyte przez armię Rosji, ale kosztem tysięcy żołnierzy. - Dla Putina są tylko statystyką - podkreśla ekspert.

W jego ocenie wysyłanie na wojnę kryminalistów to nie tylko "mięsna" taktyka bojowa, ale rodzaj inżynierii społecznej. - Przykro to tak brutalnie stwierdzić, ale Kremlowi zależy, by w ten sposób "oczyścić" rosyjskie społeczeństwo z najbardziej zdegenerowanych jednostek. Putin to człowiek bezwzględny, a w jego postępowaniu widać pogardę dla życia. Być może kalkuluje, że bardziej mu się opłaca ponieść ryzyko powrotu części tych kryminalistów do Rosji i wzrostu przestępczości, niż trzymać ich wszystkich w więzieniach - stwierdza naukowiec.

Polacy powinni się bać rosyjskich morderców?

Na wojnę trafiają przestępcy z najwyższymi wyrokami, a więc często brutalni zbrodniarze. Zdaniem mojego rozmówcy ich obecność na froncie jeszcze bardziej demoralizuje armię Putina. - Młodzi żołnierze znieczulają się na okrucieństwo i bestialstwa, których dopuszczają się skazańcy. Demoralizują się też oni sami, bo wojna wyzwala w nich jeszcze gorsze instynkty. Do tego u części z nich dochodzi PTSD, syndrom stresu pourazowego. Więc gdy wracają do Rosji, są dla społeczeństwa jeszcze bardziej niebezpieczni, niż byli wcześniej - tłumaczy prof. Żęgota.

Również zwykli Rosjanie, widząc to, że mordercy uchodzą za bohaterów wojennych, tracą busolę moralną. - Bo skoro można popełnić okrutną zbrodnię jak horroru, od której włos się jeży na głowie, a potem cudownym zrządzeniem losu przeistoczyć się w bohatera narodowego, to już nie wiadomo, w co wierzyć. Jak widać, to demoralizacja na wielu poziomach i ogromne koszty społeczne dla Rosjan - podkreśla.

Można powiedzieć: ich koszty i ich problem. Tutaj jednak profesor robi niepokojące zastrzeżenie. Mówi, że nie musimy się martwić rosyjskimi mordercami, ale dopóki Putin ogranicza się do Ukrainy. - Gdyby kiedyś zaatakował np. Polskę czy inne kraje NATO, zdemoralizowane jednostki dotarłyby także tutaj. Ale na razie nie ma takiego ryzyka - stwierdza.

Niepokoić może również to, że wojna na długo wróciła do myślenia Rosjan. Ekspert zwraca uwagę, że  dzieci i nastolatkowie w szkołach uczą się o mocarstwowej Rosji oraz militarnych sposobach rozwiązywania konfliktów między narodami. - W dodatku ostrze tej indoktrynacji jest ewidentnie wymierzone w Zachód. Obawiam się, że będzie rezonowała w rosyjskim społeczeństwie przez kolejnych kilkadziesiąt lat. To trucizna, która na razie ma postać słów. Oby nie przeobraziła się w agresję militarną wobec Zachodu - podsumowuje mój rozmówca.

Źródło: TOK FM