Ten dokument to "cios dla Unii Europejskiej i NATO". "Sojusznicy mogą zacząć panikować"
Ogłoszona w piątek nowa Narodowa Strategia Bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych jest wymierzona w Europejczyków i stanowi historyczne zerwanie z erą po II wojnie światowej - skomentował francuski dziennik "Le Monde". Hiszpański dziennik "La Razon" podkreślił, że ten dokument "oznacza radykalny zwrot w polityce zagranicznej" USA.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie priorytety wyznacza nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA;
- Dlaczego nowa strategia USA budzi kontrowersje w Europie;
- Jak dokument komentują europejskie media.
W piątek opublikowana została nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych, która wyznacza priorytety polityki zagranicznej i bezpieczeństwa USA. Podkreślono w niej "przywrócenie warunków stabilności w Europie i stabilności strategicznej (w relacjach) z Rosją", wzięcie przez państwa europejskie głównej odpowiedzialności za własną obronę, "brak dominacji jakiegokolwiek wrogiego mocarstwa", "poprawę" obecnego kursu politycznego kontynentu oraz "zakończenie postrzegania NATO jako stale rozszerzającego się sojuszu".
Tego samego dnia Biuro Bezpieczeństwa Narodowego opublikowało opracowaną przez analityków Biura syntetyczną notatkę poświęconą nowej Strategii. W wskazano w niej, że amerykański dokument zapowiada "fundamentalną przebudowę podejścia Stanów Zjednoczonych do świata". BBN podkreśliło, że USA zredefiniowały swój interes narodowy, przesuwając "akcent z globalnego zaangażowania na ochronę suwerenności, odbudowę siły wewnętrznej i koncentrację na rywalizacji mocarstw - przede wszystkim z Chinami". Według analityków Biura, Strategia ma daleko idące konsekwencje dla Europy i Polski. Jak skonkludowano, dokument m.in. zwiększa strategiczne znaczenie części Europy, w której znajduje się Polska, "otwiera przed Polską nowe szanse, ale i wymusza większą samodzielność obronną".
"Czerwone światło dla Ukrainy"
"Nigdy wcześniej oficjalny dokument tego rodzaju nie charakteryzował się taką obojętnością wobec przeciwników Ameryki i tak złym traktowaniem jej tradycyjnych sojuszników, zwłaszcza europejskich" - napisał w sobotę dziennik "Le Monde". Jak podkreśliła francuska gazeta, fragmenty strategii dotyczące Europy przypominają przemówienia wiceprezydenta USA J.D. Vance’a w Monachium w lutym tego roku, kiedy krytykował on europejskie elity i stosunki panujące w UE.
Dziennik przypomniał, że dokument mówi o końcu rozszerzenia NATO, co stanowi cios dla aspiracji Ukrainy. "Jest to komunikat skierowany do Moskwy, oznaczający czerwone światło dla przystąpienia Ukrainy do Sojuszu i milczące uznanie strefy wpływów Rosji" - uważa "Le Monde".
"Ten dokument jest gorzką pigułką dla wielu Europejczyków" - ocenił cytowany przez dziennik Charles Kupchan z Council on Foreign Relations. Jego zdaniem tekst ten nie wnosi jednak wiele nowego i nie będzie miał zapewne wielkiego wpływu na stosunki transatlantyckie.
Jak uważa "Le Monde", "Ameryka definitywnie zamyka drzwi ery powojennej (po 1945 roku). Tradycyjne sojusze przestają cokolwiek znaczyć, bo wszystko opiera się teraz na wymuszaniu ustępstw i grze sił".
"Najbardziej kontrowersyjny fragment" i "ocena bez precedensu"
Nową Narodową Strategię Bezpieczeństwa USA komentują też hiszpańskie media.
"Stany Zjednoczone uzależnią umowy handlowe, technologiczne i wojskowe od osiągnięcia poziomu pięciu procent PKB w wydatkach na obronność, zadając tym samym poważny cios UE i NATO" - zauważył madrycki dziennik "ABC".
Gazeta wskazała, że takie podejście stawia w centrum uwagi Hiszpanię, która jako jedyny kraj NATO sprzeciwia się wydatkom na poziomie uzgodnionym na szczycie Sojuszu w Hadze w czerwcu. Rząd w Madrycie konsekwentnie utrzymuje, że dla spełnienia celów NATO wystarczą wydatki rzędu 2,1 proc. PKB. "Zobowiązanie podjęte w Hadze, do którego (premier Hiszpanii) Pedro Sanchez nie chce dołączyć, staje się w ten sposób podstawą systemu zachęt: ci, którzy nie osiągną pięć proc., przechodzą na drugi poziom i tracą dostęp do preferencyjnych porozumień" - dodał "ABC".
"Dokument oznacza radykalny zwrot w polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych i już wywołuje napięcia w stosunkach z historycznymi sojusznikami w Europie" - stwierdził z kolei dziennik "La Razon". Według gazety opis sytuacji w Europie jest "najbardziej kontrowersyjnym fragmentem" nowej strategii, a stwierdzenie, że Staremu Kontynentowi grozi "zanik cywilizacji" jest "oceną bez precedensu w oficjalnych dokumentach tego typu".
Zdaniem dziennika "El Pais" prezydent USA Donald Trump ma rację, że cywilizacja europejska jest zagrożona. Gazeta upatruje jednak źródeł zagrożenia nie - jak Biały Dom - w imigracji czy instytucjach unijnych, ale przede wszystkim w agresywnej polityce Rosji oraz działaniach samego Trumpa. Jak podkreśliła gazeta, odpowiedzią UE na amerykańską politykę powinna być jeszcze większa integracja europejska.
Odrzucona "fundamentalna idea"
Według brytyjskiego dziennika "Financial Times" nowa strategia autorstwa administracji prezydenta USA Donalda Trumpa znacząco odbiega od strategii jego poprzednika w Białym Domu Joe Bidena. Zdaniem gazety dokument ostro krytykuje tradycyjnych sojuszników USA, m.in. obwiniając Europę o blokowanie wysiłków USA zmierzających do zakończenia wojny Rosji z Ukrainą i oskarżając o ignorowanie "znacznej europejskiej większości", która pragnie pokoju. Jednocześnie o wiele mniejszy nacisk położono na rywalizację z Chinami czy Rosją.
- Nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA to projekt nieliberalnego porządku międzynarodowego - powiedział w rozmowie z "FT" Tom Wright, ekspert ds. polityki zagranicznej w amerykańskim think tanku Brookings Institution, który zasiadał w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego za rządów Bidena. W jego opinii, odrzucona została "fundamentalna idea (…), że Stany Zjednoczone rywalizują o władzę z Chinami i Rosją". Wright zauważył, że według nowej strategii USA "patrzą na Chiny niemal wyłącznie przez pryzmat gospodarki, milczą na temat zagrożenia ze strony Rosji i większość energii poświęcają na atakowanie europejskich sojuszników Ameryki".
"Sojusznicy mogą zacząć panikować, despoci będą wiwatować" - tak z kolei skomentował opublikowanie nowej strategii USA "The Economist". Tygodnik przewiduje, że lektura dokumentu "dla wielu czytelników będzie głęboko niepokojąca".
Magazyn zauważył, że Stany Zjednoczone odrzuciły swoją dotychczasową interwencjonistyczną ideę nakłaniania krajów do przyjęcia demokratycznych wartości. "To odpowiada Rosji, Chinom oraz monarchiom Bliskiego Wschodu. Jednak w Europie, gdzie MAGA martwi się 'wokeizmem' (lewicowy kierunek społeczno-polityczny - red.), migracją i dominacją wartości liberalnych, strategia ta otwarcie deklaruje, że 'celem powinna być pomoc Europie w skorygowaniu jej trajektorii, na której obecnie się znajduje'" - czytamy na łamach "The Economist".
Zdaniem tygodnika recepta dla Europy wynika z amerykańskiego "judeochrześcijańskiego nacjonalizmu". Ma o tym świadczyć wezwanie USA do "bezkompromisowego celebrowania indywidualnego charakteru i historii narodów europejskich", które ma być wspierane przez "patriotyczne partie europejskie".
"Jest to nawiązanie do populistycznej prawicy, w tym do Zjednoczenia Narodowego we Francji, Reform UK w Wielkiej Brytanii i Alternatywy dla Niemiec, którą wiceprezydent J.D. Vance poparł na początku tego roku, przemawiając na konferencji w Monachium. Jeśli taki jest program administracji Trumpa, to jak centrowe rządy w Europie, które postrzegają te partie jako poważne zagrożenie, mają traktować Amerykę jako sojusznika? "- pyta "The Economist".
Źródło: PAP, fot. Evan Vucci/Associated Press/East News