Zełenski ma poważny problem. "To na pewno będzie wywoływało opór społeczny"
Rosja robi wszystko, by nie zabrakło żołnierzy do walki w wojnie, która trwa od blisko 23 miesięcy. "Rosjanie nasilają mobilizację na terenach południowej Ukrainy znajdujących się pod okupacją rosyjską i chcą do swej armii wcielić jak najwięcej tamtejszych mężczyzn" - poinformowało w niedzielę Centrum Sprzeciwu Narodowego, podlegające Siłom Operacji Specjalnych armii ukraińskiej. Z ustaleń strony ukraińskiej wynika, że w okupowanych miastach obwodu chersońskiego i zaporoskiego tworzone są nowe wojskowe komisje uzupełnień, kierowane przez Rosjan. Zdarza się, że na listy osób podlegających mobilizacji trafiają nazwiska nawet 17-latków.
Brak ludzi to jeden z najdotkliwszych - poza brakami w uzbrojeniu - problem walczącej z Rosją Ukrainy. Zdecydowano się na zmianę przepisów mobilizacyjnych. Zdecydowano się na to, żeby do wojska trafiali młodsi. Jak przypomniał w TOK FM Michał Kacewicz z Biełsatu, do tej pory na wojnę powoływani byli mężczyźni, którzy skończyli 27 lat. A teraz pobór dotyczy tych, którzy skończyli 25 lat.
- Ukraińscy próbują też uszczelnić system, bo do tej pory był on mocno - delikatnie mówiąc - nieszczelny. I to na pewno będzie wywoływało opór społeczny - ocenił rozmówca Przemysława Iwańczyka. Dziennikarz tłumaczył, że do tej pory do wojska trafiali "ci, którzy chcieli tam iść, albo ci, którzy godzili się z sytuacją, że muszą iść na front".
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Zdaniem gościa TOK FM rosnące niezadowolenia związane ze zmianą przepisów mobilizacyjnych, powoływaniem coraz młodszych do wojska, "to będzie coraz większy problem wewnętrzny Ukrainy".
Wojna rosyjsko-ukraińska. Co się wydarzy?
Zdaniem Kacewicza niezadowolenie społeczne wywołane zmianami przepisów mobilizacyjnych będzie miało zapewne wpływ na politykę Ukrainy. - Na to, że Kijów coraz bardziej będzie domagał się jeszcze większej pomocy ze strony Zachodu - mówił.
O pozytywną reakcję sojuszników może być coraz trudniej, nie tylko "z powodu topniejących środków, jeśli chodzi o uzbrojenie oraz amunicję". W grę wchodzi też ocena tego, co dzieje się - albo, co nie wydarzyło się na froncie. - Że obiecywana kontrofensywa z 2023 roku nie przyniosła efektów. Wojna zamieniła się w wojnę pozycyjną, w której obie strony mocno się wykrwawiają i rodzi się pytanie, co dalej. Widać, że ze strony Ukrainy szanse na szybkie odbicie terytoriów zajętych przez Rosjan, w tym momencie nie są wielkie. Z drugiej strony w Rosji mówi się o mobilizacji, rozkręcającej się gospodarce wojennej. Ale w rzeczy samej Rosja też nie ma wielkich szans na jakieś przełomy - ocenił.
Gość TOK FM uważa, że skoro więc trudno spodziewać się w najbliższym czasie przełomu, "to w wielu stolicach" państw wspierających Ukrainę może pojawić się pytanie: "Co dalej?". - Opór Kijowa, żeby zamrozić wojnę na obecny etapie, jest duży. Ale z tego, co słuchać w kuluarach kijowskich myśli się jednak o tym, czy zamrożenie, na jakich warunkach - przyznał dziennikarz, dodając, że kluczowy będzie "czynnik czasu".
'Rosja podkręca narrację'
Bo czas jest też ważny dla wroga Ukrainy. - Rosja musi rozkręcać swoją gospodarkę wojenną, a to idzie wbrew pozorom z dużymi problemami. Wydaje się, że teraz na kontynuowanie ze strony Rosji agresji w takiej postaci, jak na początku w 2022 roku, nie ma szans. Ale Rosja podkręca narrację, że jest w stanie prowadzić wojnę przeciwko Ukrainie i pójść dalej. To jest w rosyjskim interesie. Myślę też, że czynnik zagrożenia jądrowego będzie się przewijał cały czas - analizował gość TOK FM.
Taktyka Kremla ma jeden cel - zasiewanie w mieszkańcach Zachodu "wątpliwość, co do możliwości rosyjskiej agresji" na kolejne państwa. - Żeby wymusić ustępstwa; chociażby wstrzymania pomocy dla Ukrainy. Ale Rosja jest zagrożeniem, bo będzie tkwiła w polityce agresywnej, która widzimy - podkreślił Kacewicz.
Rosja wystrzeliła w Ukrainę 2,5 mld dolarów. I co? I nic. 'Prymitywna taktyka'
Żadnej zmiany nie przyniosą wybory prezydenckie w Rosji, które odbędą się 17 marca. A do tego czasu na pewno musimy się spodziewać się, że Władimir Putin cały czas wysyłać będzie sygnały, że jest gotowy do negocjacji. Jednak według eksperta z Biełsatu prezydent Rosji będzie "jednocześnie akcentował to, że Kijów odrzuca tego typu rozmowy, że to ze strony Kijowa jest uparte dążenie do kontynuacji wojny". - Taka taktyka ze strony Putina jest już widoczna co najmniej od kilku miesięcy - stwierdził w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem.