Biden wyciągnie "bombę atomową" wobec Izraela? Ekspertka ostrzega
Ambasador Izraela nie zostanie wydalony z Polski - oświadczył wiceszef MSZ Andrzej Szejna po spotkaniu z Jaakowem Liwne. Poinformował, że - według zapewnień ambasadora - zostanie wszczęta procedura karna wobec winnych ostrzelania konwoju humanitarnego, co pociągnie za sobą procedurę odszkodowawczą dla rodzin ofiar. Jak relacjonował Szejna, przekazał ambasadorowi notę protestacyjną i stanowisko Polski. - Ambasador na początku rozmowy wyraził ubolewanie i użył słowa 'przepraszam' - powiedział Szejna. Dodał, że jego zdaniem przeprosiny nie były w żaden sposób wymuszone. Rzecznik MSZ Paweł Wroński doprecyzował, że Szejna na początku rozmowy zauważył, że w dyskursie brakuje słowa 'przepraszam' i 'ambasador w tym momencie zareagował'.
Ambasador 'rusofil' podkręca relację Polski z Izraelem. 'Daliśmy ciała, że go przyjęliśmy'
Na przeprosiny ze strony izraelskiej trzeba było zatem czekać aż cztery dni. Jak przekonywała w TOK FM dr Patrycja Sasnal, zaciekłość i upór ambasadora Izraela przed użyciem słowa 'przepraszam' jasno pokazuje to, w jaki sposób wygląda postrzegania świata przez Izrael. - Oni uważają, że każda krytyka jego polityki to jest po prostu antysemityzm. To fundamentalny błąd. Przez to żadna racjonalna rozmowa nie może być prowadzona. Izrael zgubił kompas do odczytywania tego, co inne państwa mogą o nim powiedzieć. Wytworzyło się jakieś poczucie oblężonej twierdzy - wskazała gościni Agnieszki Lichnerowicz w 'Światopoglądzie'.
Jednocześnie kierowniczka biura badań i analiz Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych zwróciła uwagę, że nie można przez ten pryzmat postrzegać całego społeczeństwa Izraela. - Tu chodzi o jego oficjalnych przedstawicieli, którzy są przecież powiązani ze skrajnie prawicowym rządem tego państwa - podkreśliła.
W ocenie ekspertki ta cała sytuacja nie wpłynie długofalowo na stosunki Polski i Izraela. Aczkolwiek, w nalocie Izraela na konwój humanitarny w Strefie Gazy zginął nie tylko Polak. - Zabito też między innymi Amerykanina i Brytyjczyka. Czyli obywateli krajów, które są najbliższymi sojusznikami Izraela. To, co się dzieje w relacjach z Polską, jest znikome w porównaniu z tym, co dzieje się na linii Izrael - USA - mówiła dr Sasnal.
Gościni TOK FM przypomniała, że Biden - choć nie wprost - zagroził, że zatrzyma pomoc wojskową dla Izraela, jeśli nie zmieni się polityka rządu wobec Strefy Gazy. Choć tu prezydent USA musi uważać i patrzeć jednak na listopadowe wybory. - (...) Ta kalkulacja musi być. Nawet jeśli Biden zmieni politykę i wyciągnie bombę atomową, w postaci zamrożenia pomocy lub ograniczeń w sprzedaży broni dla Izraela, to według badań może przyciągnie Amerykanów arabskiego pochodzenia. Ale nie młodych demokratów, którzy są języczkiem u wagi w wielu stanach. Na zmianie polityki wobec Strefy Gazy Biden nie zyska tyle, ile może stracić wśród ludzi, którzy popierają Izrael - podsumowała ekspertka.