,
Obserwuj
Świat

Szykuje się cios w chińskie statki. Stan klęski może objąć cały świat

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
01.04.2025 12:01
Waszyngton chciałby wykluczyć Chińczyków z transportu morskiego. Biały Dom życzy sobie, żeby chińskie statki płaciły grube miliony dolarów za to, że zawijają do amerykańskich portów. Problem w tym, że przytłaczająca większość pływających po świecie statków, to jednostki wyprodukowane w Chinach, pływające pod różnymi banderami i u różnych armatorów. Także polskich.
|
|
fot. Wojciech Strozyk/REPORTER/East News
  • To będzie odcinek o powrocie do przeszłości oraz o budowaniu zapór;
  • Zapory są handlowe, jedne mają charakter obronny, inne zaczepny. Wszystkie są odpowiedzią na amerykańską politykę oclenia wszystkiego, co się da. Od drewna i miedzi, przez lekarstwa, po samochody;
  • Dziwić się tej polityce nie ma co, bo już na starcie swojej kadencji, a jeszcze wcześniej w kampanii wyborczej, kandydat na prezydenta - Donald Trump głosił, że cło to jego 'ulubiona rzecz'. Jak głosił, tak robi, więc od początku roku świat trwa w zdumieniu. I czeka, kiedy się to wszystko skończy.

Najpierw o decyzjach. Oczekiwanych od tygodni, bo zapowiadanych jako odwet za blokowanie dostępu amerykańskim towarom do zagranicznych rynków. I jako handlowa zemsta za popularność niepochodzących z USA towarów na amerykańskim rynku. Na przykład samochodów z Europy, Korei Południowe czy Japonii. I dlatego od początku kwietnia na za wszystko, co wjeżdża do amerykańskich salonów samochodowych zza granicy, trzeba będzie dodatkowo zapłacić 25 procent cła. Cena zagranicznego auta wzrośnie, a liczba kupujących spadnie. Wielkie koncerny samochodowe, w tym także amerykańskie załamały ręce. Bo nawet te, które produkują w Ameryce Północnej, w Meksyku czy Kanadzie będą słono płacić. W jeszcze gorszej sytuacji są te, które przywożą auta statkami. W ich przypadku sytuacja jest dramatyczna. Bo ekipa Donalda Trumpa wzniosła na sztandary nowe hasło. Które brzmi tak: "Make shipbuilding Great Again". Co wspólnego mają amerykańskie stocznie z zagranicznymi autami?

Tesla ma powaźne kłopoty. Musk z nietypową prośbą do pracowników

Skąd te statki?

Na początek wielki stos stalowych rur w porcie. Rury są stalowe, port jest niemiecki, odbiorca amerykański, a statek do przewozu chiński. Rury leżą, port stoi, wielki projekt energetyczny w Luizjanie czeka. A stos stali na nabrzeżu stał się symbolem chaosu w światowym handlu. Dlaczego? Bo Amerykanie chcą milionowych opłat od każdego chińskiego statku przybijającego do portu w USA. W tym konkretnym przypadku, gdy statek jest w 80 procentach chiński, opłata miałaby wynosić od miliona do trzech milionów dolarów. Ile dokładnie? Nie wiadomo. Bo nie wiadomo jak amerykański aparat skarbowy będzie należność naliczać. Wiadomo natomiast, że tak czy inaczej, ten ekstra koszt podwoi lub nawet potroi cenę wysłania rur do Ameryki. I teraz o w tym, o co w tej sprawie chodzi.

Chodzi o chińską dominację w przemyśle stoczniowym oraz transporcie morskim. Bo Chiny są w obu branżach prawdziwym potentatem. Pod względem tonażu produkują ponad połowę wszystkich statków handlowych. W tym czasie w Ameryce powstała tylko jedna tysięczna. I dlatego przedstawiciel USA do spraw handlu alarmował ostatnio amerykański rząd, że strategia prowadzona przez Chińczyków wypycha z branży wszelkie mniejsze biznesy. I prowadzi do uzależnienia importerów od jednego dostawcy usług transportowych. A to znaczy, że projektowane przez Waszyngton wykluczenie Chińczyków z rynku morskiego będzie oznaczać gigantyczne problemy niezliczonych amerykańskich branż, jak gospodarka długa i szeroka. Importerzy wyjścia nie mają.

Towary z całego świata zwozili do USA przeważnie chińskimi statkami. Jeśli chcą z nich nadal korzystać, będzie ich to słono kosztować. Bo dodatkowe opłaty nałożone na firmy transportowe zostaną przerzucone na zamawiających. A ci będą musieli wrzucić jej w ceny produktów. Na końcu zapłaci szeregowy amerykański Kowalski. Stracą też amerykańskie porty, bo importerzy, żeby uniknąć astronomicznych opłat za wożenie towaru chińskimi statkami, wybiorą porty w Kanadzie lub Meksyku. Można by wprawdzie szukać innego niż chiński transportu morskiego. Ale upchnięcie 100 procent frachtu na flotylli obciętej o połowę fizycznie nie jest możliwe. Podobnie jak szybka odbudowa przemysłu stoczniowego. Amerykańskie stocznie wodują rocznie 10 jednostek, w tym czasie Chińczycy opuszczają ich na wodę aż tysiąc. I tu koło się zamyka.

Amerykański biznes rwie więc włosy z głowy

I porównuje precyzję amerykańskiej polityki handlowej do precyzji operowania młotem kowalskim. Trudno nim trafić w detal czy wycinać koronkowe ażury. By się przekonać o słuszności tego porównania, wystarczy zajrzeć w statystyki. Szacuje się, że dodatkowa opłata portowa obciążyłaby aż 83 proc. przybijających do USA kontenerowców, dwie trzecie specjalistycznych statków ro-ro wiozących samochody. Oraz jedną trzecią tankowców. Wszystko to najmocniej obciąży... samych Amerykanów. Tym bardziej, że bardzo wysoka opłata portowa dla chińskich statków to nie koniec działalności pomysłowej ekipy Białego Domu.

Bo jest też plan wprowadzenia obowiązku transportowania amerykańskich towarów na statkach pod amerykańską banderą, z amerykańską załogą lub zwodowanych w USA. Proste? Niekoniecznie. Jak już wiecie, Amerykanie budują rocznie jedną tysięczną tonażu produkowanego w Chinach. I jedną setną statków liczonych na sztuki. Wiele firm logistycznych deklaruje, że z przyjemnością kupi lub wynajmie amerykańskie jednostki handlowe. Problem w tym, że ich nie ma. Zatkanie tak wielkiej dziury produkcyjnej zajmie dziesięciolecia. To może chociaż da się wynająć amerykańskich marynarzy? Nie da się. Bo marynarzy brakuje. I pomimo wprowadzenie specjalnych programów szkoleniowych - sytuacja szybko się nie zmieni. I teraz o tym,czym się to wszystko może skończyć.

I tu uwaga! Będzie ostrzeżenie! Ostrzeżenie przed globalnym chaosem, astronomicznym wzrostem cen transportu morskiego i brakami na półkach. Ale nie tylko na półkach. Dlaczego? Bo transport morski, jak niemal wszystko inne w globalnej gospodarce, to naczynia połączone. Statek, który przypływa do USA z rurami, odpływa z kosiarkami i lodówkami. Jeśli do amerykańskich portów z powodu zaporowych opłat nie będą zawijać chińskie statki, bo wybiorą tańsze doki na przykład w Meksyku, nie będzie czym zabrać towarów czekających na wysłanie z Ameryki. Część portów załamie się z powodu nieoczekiwanej popularności. Inne trzeba będzie częściowo zamknąć z powodu braku ruchu. W jednym miejscu zabraknie kontenerów, w innym trzeba je będzie piętrzyć do nieba.

Globalny transport dostanie gwałtownej czkawki jak w czasach głębokiej pandemii. Gdy na rynkach zabrakło nagle łańcuchów do rowerów, sportowych butów, mebli, sezonowej odzieży, zabawek pod choinkę, a w końcu kompletnych samochodów. Tak jak wtedy, stan klęski frachtowej może objąć dzisiaj nie tylko Amerykę, ale cały świat.