"Zgłosiła się do 'lekkiej pracy', nie wiedząc co to jest". Puffy w obozach śmierci
"(...) Ona się zgłosiła do "lekkiej pracy", nie wiedząc co to jest. Przyjął ją lekarz SS-man. (...) Kiedy ją zbadał, powiedział: (...) Słuchaj ta praca będzie polegała na tym, że będziesz miał do czynienia z mężczyznami, a poza tym (...) będziesz miała przeprowadzony zabieg, który pozbawi cię możliwości macierzyństwa. Zastanów się, bo istnieje szansa przeżycia obozu, jesteś młoda, zapragniesz być matką - a wtedy to będzie zupełnie niemożliwe. Ona mówiła - a co tam matką, matką. Ja chcę chleba". Publikujemy fragment rozszerzonego wydania książki Joanny Ostrowskiej pt. "Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej".
Poniższy fragment pochodzi z wydania rozszerzonego książki autorstwa Joanny Ostrowskiej pt. "Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej", która ukazała się 23 września 2026 roku nakładem wydawnictwa Znak Literanova.
Selekcje kobiet w obozie Birkenau
Domy publiczne dla więźniów w Auschwitz I i Auschwitz III to jedyne obozowe instytucje przymusowego nierządu werbujące kobiety w FL Birkenau. Do pozostałych puffów selekcja odbywała się zawsze w FKL Ravensbrück. Było to logiczne posunięcie ze względu na fakt, że w Birkenau wydzielono osobny obóz kobiecy.
Najczęstsza metoda selekcji w Brzezince polegała na tzw. dobrowolnym meldunku na bloku. Więźniarki zachęcano do zgłaszania się do "lekkiej pracy", obiecywano wyższy status w obozie, lepsze jedzenie i możliwość przetrwania. Bardzo wcześnie, bo już w 1948 r., o pozorności tej decyzji wspominała Ella Lingens:
Wiedziały, dokąd idą, i poszły dobrowolnie, o ile w tamtych okolicznościach można mówić o dobrowolności. Trzeba wyobrazić sobie tę sytuację. Były to młode, często ładne dziewczyny, zmuszane do pracy przy budowie dróg w wilgoci i zimnie, głodne, zmarznięte, śpiące nocą na palisadach na ziemi w mokrych ubraniach, a w dzień wiecznie dręczone i maltretowane.
Alfred Wóycicki, zeznając w procesie Hössa przywołał przypadek nastoletniej dziewczyny, która zgłosiła się "dobrowolnie". Głodowała i nie mogła już znieść beznadziejnych warunków w Birkenau:
Zdarzały się […] wypadki, że kobiety doprowadzone do ostatecznego wyniszczenia, chcąc ratować swe życie zgłaszały się dobrowolnie. Znanym był w obozie wypadek, gdy 17-letnia dziewczyna zgłosiła komendantowi obozu żeńskiego Hösslerowi gotowość przyjęcia do pracy w domu publicznym. Na pytanie Hösslera, w którym w tym wypadku obudził się człowiek, odpowiedziała owa dziewczyna, że ma 17 lat, że z mężczyznami dotąd nigdy nie współżyła, że jednak chce ratować życie, a ponieważ nie widzi innego wyjścia, zgłasza się dobrowolnie do domu publicznego w nadziei, iż tam będzie miała lepsze warunki i przetrwa w obozie. Dziewczynę tę skierował podobno Hössler na jakieś inne lepsze komando robocze. W innym wypadku powracający z pracy mąż zauważył w oknie domu publicznego swoją żonę. Dotąd nie wiedział o tym w ogóle, że żona jego przebywa w obozie oświęcimskim.
Opisane przez świadka współczucie Hösslera nie było zachowaniem na porządku dziennym. Zgłaszające się "dobrowolnie" kobiety i te "wyznaczone", "wybrane" często wbrew ich woli zabierano do domów publicznych w Auschwitz I i Auschwitz III. Procedurę przeprowadzania rekrutacji wspominają bardzo dokładnie Krystyna Żywulska (numer obozowy 55908) i Zofia Stępień-Bator (numer obozowy 37255). Wybiórkę przeprowadzono prawdopodobnie w drugiej połowie września, po trzytygodniowej kwarantannie rozpoczynającej życie w obozie:
Na barak weszła lagerkapo, ta sama, która brała udział w selekcji. Razem z aufzejerką przechodziły od koi do koi i coś mówiły szeptem. […]
- Która chce iść do Oświęcimia, do miasta, na męski? Tam jest lekka robota, cywilne ubrania i dobre jedzenie. […]
- No, niech się zgłoszą kandydatki.
Ze wszystkich kątów zasypywano ją pytaniami, bardzo naiwnymi, jak się potem okazało.
My pawiacki [kobiety przetransportowane z warszawskiego Pawiaka - J.O.], słuchałyśmy nieufnie, ale nie umiałyśmy odgadnąć, jaki nowy podstęp kryje się w tym zaproszeniu na "lekką robotę". […]
- Do "puffu" - usłyszałam - wybierają do puffu.
- A co tam się robi?...
- Nic. Trzeba obsłużyć dwudziestu mężczyzn dziennie.
- Jakich mężczyzn? - pytałyśmy na zmianę, oniemiałe z przerażenia.
- A pewno tych, co już długo siedzą, tych, co są na funkcjach, bo ja wiem jakich. W każdym razie nie SS-manów, tylko heftlingów…
- Czy to naprawdę ochotnicze, czy będą wybierać?
- Nie wiem, wszystko jest możliwe. Z bloku wychodzić nie można. […]
Okazało się, że zgłosiło się tyle ochotniczek, ile było wpisanych na zapotrzebowaniu. Spisano ich numery. Ze wszystkich stron patrzono na koje obok nas i słyszałam głosy:
- Polka, wstyd, wstydziłabyś się.
Na koi młoda dziewczyna, widocznie ochotniczka, powtarzała w kółko:
- Jestem głodna, nie wasz interes, nie wtrącajcie się.
Widać było, że toczyła jakąś walkę z sobą.
- Wszystkie jesteśmy tak samo głodne, świnia…
Dziewczyna zaczęła płakać.
Na podstawie relacji Żywulskiej widać, jak na każdym etapie władze obozowe próbowały wprowadzać w błąd więźniarki, żerując na ciężkich warunkach pracy i trudnej obozowej codzienności. Podobnie jak w przypadku selekcji w obozie Ravensbrück, nie mówiono wprost, o co chodzi, ukrywano informacje dotyczące puffów albo używano eufemizmów: "lekka praca", "lekkie komando". Jednocześnie "kuszono" więźniarki zmianą zajęcia - namiastką "normalnego życia" w postaci cywilnych ubrań, lepszego wyżywienia, wyjścia na wolność. Kobiety były wprowadzane w błąd, nigdy nie wiedziały, dlaczego zorganizowano wybiórkę i co się z nimi stanie. Zresztą o tej "dobrowolności" bardzo dosadnie mówi cytowany już pan J.:
Wybierali najlepsze, najzdrowsze dziewczyny, które otrzymywały ładne ubrania i miały lepsze możliwość przeżycia w puffie. Wybiórki wyglądały tak: Wystąpić! Dlaczego została wybrana, tego nie wiedział nikt. To był obóz, tam nikt nikogo nie pytał, czy ktoś chce, czy to komuś pasuje albo nie. Przychodził komisja selekcyjna. Te wyglądają dobrze, raz, dwa, trzy. Nie było pytań. To było normalne komando pracy, rozkaz to rozkaz. Osobiście uważam, że nie było żadnego problemu znaleźć w takich warunkach, jakie panowały w obozie, tysiąca chętnych dziewcząt.
Kobiety były fizycznie wyczerpane, na skraju załamania nerwowego, zniszczone trudnymi warunkami w obozie, żyjące w nieustannym lęku przed brutalnością albo śmiercią. Statystyki mówią same za siebie. Z wyliczeń Roberta Sommer widać, jak długo kobiety wytrzymywały w Birkenau przed werbunkiem: 10% - do jednego miesiąca; 50% - do pół roku; 15% - około rok; ok. 25% - dłużej niż rok; 2 kobiety - 25 miesięcy. Nic więc dziwnego, że na apelu podnosiły rękę - dom publiczny mógł być szansą na przeżycie. Wspomniany przypadek siedemnastoletniej Polki nie był wyjątkiem. Równie wstrząsającą historię o "dobrowolnej decyzji" przyszłej seksualnej pracownicy przymusowej opowiada Zofia Stępień-Bator:
Kiedyś ogłoszono, że poszukują chętnych do lekkiej pracy, ona się zgłosiła do "lekkiej pracy", nie wiedząc co to jest. Przyjął ją lekarz SS-man. Z jej relacji wynikało, że to był jakiś stary lekarz. Kiedy ją zbadał, powiedział: czy ty wiesz gdzie pójdziesz? Ona mówiła: nie, nie wiem, mówili że do lekkiej pracy, gdzie będzie dużo chleba. Więc on jej mówił: słuchaj ta praca będzie polegała na tym, że będziesz miał do czynienia z mężczyznami, a poza tym jest taka rzecz, że będziesz miała przeprowadzony zabieg, który pozbawi cię możliwości macierzyństwa. Zastanów się, bo istnieje szansa przeżycia obozu, jesteś młoda, zapragniesz być matką - a wtedy to będzie zupełnie niemożliwe. Ona mówiła - a co tam matką, matką. Ja chcę chleba. Lekarz powiedział: ja cię teraz nie przyjmę, idź na blok, zastanów się, porozmawiaj ze starszymi koleżankami - a jutro - jeśli się zdecydujesz, przyjmę cię.
W tym fragmencie najciekawsze i jednocześnie najbardziej absurdalne wydaje się zestawienie możliwości "wyboru" dla więźniarki. Może albo nadal cierpieć głód i mieć nadzieję, że przeżyje obóz i później będzie matką, albo przetrwać w puffie. Po raz kolejny zwycięża głód. Inna z byłych więźniarek, Helena Włodarska, w taki sposób opisuje warunki panujące na kwarantannie, zaraz po przybyciu do obozu, kilka miesięcy wcześniej niż Krystyna Żywulska:
Podczas miesięcznego pobytu w kwarantannie, dokąd z początkiem marca 1943 r. przeniesiono duży transport kobiet z Oświęcimia I do Brzezinki, nie chodziłyśmy do pracy, lecz wypędzano nas na tzw. wisę. Był to pusty teren, pokryty grubą warstwą kurzu lub błota zależnie od pogody. Nasi oprawcy urządzali harce, szczując nas psami, które niejednokrotnie pogryzły więźniarki. Obok "wisy", w rowie z cuchnącą wodą gasiłyśmy pragnienie. Woda ta powodowała częste zachorowania, lecz dla nas nie było to istotne, byle tylko zwilżyć spieczone usta. […] W początkowym okresie byłyśmy tak zaszokowane, że w naszych umysłach panował chaos i nie umiałyśmy wykrzesać nawet iskierki samoobrony, aby nie upaść na duchu.
Wtedy właśnie rekrutowano przyszłe seksualne pracownice przymusowe.
O werbunku i motywach zgłoszenia do "lekkiej pracy" pisze również Liana Millu w jednym ze swoich opowiadań w zbiorze Dymy Birkenau. Jest to historia dwóch Holenderek - sióstr Lotti i Gustine. Pierwsza "decyduje" się na puff:
"Następnego ranka blokowa ogłosiła nabór do tego, Puffkommando w Oświęcimiu. Gdyby któraś się zdecydowała, ma się do niej zgłosić przed apelem. Ja się zdecydowałam i jak tylko Gustine gdzieś się nieco oddaliła, poszłam do pokoju blokowej.
W innym fragmencie Lotti wyjaśnia, co zmusiło ją do "dobrowolnego zgłoszenia". Nie chce umierać, pragnie wrócić do domu, nie potrafi dostosować się do rzeczywistości obozowej, gdzie - aby przetrwać jeden dzień dłużej - trzeba kraść i kombinować:
Odczuwałam bardziej niż inni tę potworną niesprawiedliwość, a musiałam umrzeć, bo nie umiałam kraść zupy, nie miałam papierosów do wymiany na chleb, gdy tamte, co były gorsze niż ja, bo popełniły jakąś zbrodnię, jakąś niegodziwość, miałyby przeżyć.
Fakt przymusowego "obsługiwania mężczyzn" to zresztą nie wszystko. Po rekrutacji kobiety, które zgłosiły się do "lekkiej pracy", spotykały się z pogardą innych więźniarek - jak w historii opowiedzianej przez Żywulską. Tego samego doświadcza bohaterka Millu. Gustine wypiera się swojej siostry - seksualnej pracownicy przymusowej:
- Czy [Lotti] nadal pracuje w tym okropnym komando od kanałów? - zapytałam.
- Nie - powiedziała Gustine. Zaskoczyła mnie nagła zmiana wyrazu twarzy: był to ból i wstręt jednocześnie, jakby odruch na dotknięcie gorącym żelazem. […]
- Lotti już nie ma. Lotti umarła! […]
- Jak umarła?
- Umarła, mówię ci - powtórzyła Gustine. I nagle cofnęła się w głąb swojej nory, kuląc się i zasłaniając twarz. Usłyszałam jej płacz i nasilający się kaszel. (...)
Posłuchaj: