Brakuje ludzi do odśnieżania miasta. "Po prostu nie przychodzą do pracy"
Samorządy zmagają się ze skutkami zimy i muszą dokładać pieniędzy na odśnieżanie czy walkę z gołoledzią. Bydgoszcz już dawno przekroczyła swój budżet na te cele, jednak - jak przekonują władze miasta - to nie pieniądze są największym problemem. - Ludzie po prostu nie przychodzą do pracy - rozkładają ręce urzędnicy.
- Jest problem z rękami do pracy przy odśnieżaniu w Bydgoszczy;
- Radny zaproponował, by mieszkańcy - w czynie społecznym - sypali chodniki piaskiem;
- Miasto wydało już prawie 12 milionów na "Akcję Zima".
Głównym kłopotem tegorocznej zimy - przynajmmniej w Bydgoszczy - nie są obfite opady śniegu, lecz gołoledź. Z ekstremalnie trudnymi warunkami mieliśmy do czynienia już trzykrotnie. Lód na drogach i chodnikach wymagał dużego zaangażowania w prace ręczne (np. posypywanie piaskiem). I tu właśnie pojawia się problem.
- Nie ma rąk do pracy - tłumaczy w rozmowie z tokfm.pl prezydent miasta Rafał Bruski. - Firmy, z którymi mamy podpisane umowy, nie dostarczają wystarczającej liczby pracowników, którzy by to realizowali. W wyniku niskiego bezrobocia jest problem z pozyskaniem ludzi, którzy chcieliby wykonywać pracę na zimnie, w trudnych warunkach - dodaje.
Sypanie solą w mieście. Jak to działa?
Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej w Bydgoszczy ma podpisaną pięcioletnią umowę z czterema firmami, które mają zapewnić 100 pracowników do ręcznego odśnieżania i posypywania chodników piaskiem. - Nie wnikamy, na jakich zasadach te osoby funkcjonują u danego pracodawcy - mówi dyrektor ZDMiKP Wojciech Nalazek. Praca, co do zasady, powinna być wykonana. Ale nie zawsze jest.
Podczas gołoledzi z przełomu listopada i grudnia, która dosłownie sparaliżowała miasto, wielu pracowników nie stawiło się do pracy. Jedna z firm została ukarana na kwotę 50 tysięcy złotych. - My cały czas prowadzimy dialog z wykonawcą. Niektórzy mówią, że trzeba zerwać umowę z daną firmą, ale to nie jest żadne rozwiązanie. Znajdziemy się w środku okresu zimowego i trzeba będzie ogłosić przetarg na kolejne firmy, a chętnych nie ma - tłumaczy Nalazek. Dyrektor zastrzega też, że miasto płaci przede wszystkim za "wykonaną czynność, czyli konkretny metr odśnieżania". - Za [samą] gotowość płacimy niewielkie środki - wskazuje nasz rozmówca.
W obliczu kłopotów kadrowych radny Bydgoskiej Prawicy proponuje pospolite ruszenie mieszkańców. - Może w ramach czynu społecznego stworzymy na osiedlach punkty dystrybucyjne z solą czy piaskiem? Mieszkańcy będą mogli brać i posypać sobie na przykład chodnik - proponuje Jędrzej Gralik. - Oczywiście nikt nikogo nie zmusza, ale moi sąsiedzi takie czyny społeczne robią, sprzątają swoją okolicę - chwali.
Dzień gołoledzi to pół miliona złotych
Bydgoszcz zaplanowała na "Akcję Zima" 8 milionów złotych, a do tej pory wydała już niemal 12 milionów. - Jeżeli chodzi o taki typowy dzień z gołoledzią, wysyłamy ludzi dwa razy w nocy i raz w ciągu dnia. Do tego dwa razy wyjeżdżają pługopiaskarki. I na to wydajemy jednego dnia około pół miliona złotych - wylicza Nalazek. - Natomiast każde wyjście ludzi w teren, posypywanie chodników itd., zawsze się wiąże z kwotami około 100-150 tysięcy złotych - dodaje.
Mieszkańcy narzekają w mediach społecznościowych, że służb na ulicach nie widać. - Jeżeli nasi ludzie pracują o 4.30, nieraz wychodzą w nocy o 23.30, to faktycznie mogą być niedostrzeżeni - tłumaczy nasz rozmówca. - W najbliższym czasie chcę uruchomić podgląd online pługopiaskarek, żeby każdy mógł sobie jeszcze wejść na stronę internetową czy do aplikacji i zobaczyć, jak jeżdżą i gdzie są - zapowiada dyrektor.
Na razie końca zimy nie widać. Od czwartku w Bydgoszczy wracają mrozy. W dzień temperatura wyniesie -8, -6 stopni, w nocy ma spadać do nawet -17.
Źródło: TOK FM