Bydgoskie chodniki skute lodem. "Płotu się trzeba łapać, gałęzi"
Strasznie się chodzi po Bydgoszczy. Chodniki są oblodzone, nikt o to nie dba. Trzeba uważać, żeby nie trafić na SOR. Drogowcom wystawiam dwójkę z minusem - mówią mieszkańcy. Po weekendowej gołoledzi, która sparaliżowała miasto, w wielu miejscach nadal są duże problemy z przemieszczaniem się.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co o weekendowym stanie chodników sądzą mieszkańcy Bydgoszczy?
- Jak sytuację tłumaczą miejskie służby?
- Co grozi za nieodśnieżony chodnik?
W weekend opady marznącego deszczu dosłownie sparaliżowały całe miasto. Lód pokrył ulice i chodniki. Mieszkańcy ostrzegali się w mediach społecznościowych, by nie wychodzić z domu, bo jest niebezpiecznie i nie zostawiali w komentarzach suchej nitki na bydgoskich służbach. Bo o ile drogowcy w miarę sprawnie poradzili sobie z ulicami, to dużo gorzej było z chodnikami, przystankami autobusowymi i tramwajowymi, które przez wiele godzin skute były grubym lodem.
Chodniki są oblodzone, nikt o to nie dba
Deszcz padał jeszcze w nocy z niedzieli na poniedziałek, powodując spore utrudnienia. - Dla zmotoryzowanych jest wszystko ładnie zrobione, dla rowerów, a dla pieszych nie. Ja mam jeszcze dosyć dobre obuwie, ale nie wiem, jak starsze osoby sobie radzą? - zastanawia się mieszkanka Bydgoszczy z Osiedla Leśnego. - Drogowcom wystawiam dwójkę z minusem, w skali szkolnej - dodaje.
- Strasznie się chodzi po Bydgoszczy. Chodniki są oblodzone, nikt o to nie dba, łatwo sobie skręcić albo złamać nogę - dodaje inna bydgoszczanka. - Płotu się trzeba łapać, gałęzi jak są gdzieś dookoła drzewa. No niestety trzeba uważać. Nie widzę samochodów miejskich zarządców, żeby coś z tym robili - dodaje rozczarowana.
Inna mieszkanka, spotkana na przystanku tramwajowym na ulicy Gdańskiej, jest bardziej wyrozumiała dla służb. - Myślę, że dla wszystkich gołoledź była sporym zaskoczeniem. Te gwałtowne spadki temperatury nie są na tyle możliwe do przewidzenia, żeby tutaj można było aż tak sprawnie zadziałać - ocenia. - Wyszłam z domu wcześniej, żeby nie liczyć tylko na służby, ale na siebie. Trzeba robić wszystko, co w naszej mocy, żeby nie wylądować na sorze, krótko mówiąc - dodaje.
Szereg nieprawidłowości
Dlaczego służby były opieszałe? Zapytaliśmy o to w Zarządzie Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej w Bydgoszczy. - Sobotnie intensywne opady marznącego deszczu nie dały szans na skuteczne działanie, tak by chodniki były dostępne w całym mieście. Całe miasto zostało pokryte pokrywą lodu - tłumaczy Katarzyna Muszyńska, rzeczniczka prasowa ZDMiKP. - Dodatkowo okresowe kontrole wykazały szereg nieprawidłowości (podwykonawców - red.), dotyczących m.in. omijania trudniejszych odcinków czy niepodejmowania samodzielnych działań po ustaniu opadów. To jest niedopuszczalne. W stosunku do firm, które nie wywiązały się ze swoich obowiązków, zostaną wyciągnięte konsekwencje - zapewnia nasza rozmówczyni.
Od piątku 28 listopada, do poniedziałkowego poranka (1 grudnia) ZDMiKP otrzymał 400 zgłoszeń od mieszkańców. - Część z nich się powtarzała, a część dotyczy chodników i ulic które nie są objęte Akcją Zima. Należy pamiętać o tym, że obejmuje ona tylko główne ciągi komunikacyjne, węzły przesiadkowe, przystanki komunikacji oraz wyznaczone odcinki chodników oraz dróg rowerowych. Akcją nie są objęte drogi i chodniki lokalne, drogi dojazdowe czy osiedlowe innych zarządców - tłumaczy Muszyńska.
Wszelkie uwagi i interwencje związane z prowadzoną Akcją Zima można zgłaszać telefonicznie: tel. 52 582 27 14 lub 15 oraz mailowo: utrzymanie@zdmikp.bydgoszcz.pl akcjazima@zdmikp.bydgoszcz.pl.
1500 złotych za nieodśnieżony chodnik
Choć większość pretensji mieszkańców kierowana jest do miejskich służb, część odpowiedzialności za zimowe utrzymanie spoczywa również na prywatnych zarządcach nieruchomości. To oni - zgodnie z przepisami - mają obowiązek odśnieżać i posypywać chodniki bezpośrednio przylegające do ich posesji, o ile nie są to na przykład wyznaczone miejsca parkingowe.
Za opieszałość grozi grzywna sięgająca nawet 1500 zł, choć w praktyce straż miejska najczęściej nakłada niższe mandaty. Konsekwencje mogą być jednak znacznie poważniejsze, jeśli ktoś ucierpi na oblodzonej lub nieodśnieżonej nawierzchni. Osoba poszkodowana może wystąpić o odszkodowanie lub zadośćuczynienie, gdy wykaże, że do wypadku doszło z powodu zaniedbania zarządcy. W takich sprawach wypłacane kwoty potrafią być bardzo wysokie, bo obejmują nie tylko koszty leczenia czy rehabilitacji, ale też rekompensatę za ból, utracone dochody czy długotrwałe ograniczenia w życiu codziennym.
źródło: TOK FM