,
Obserwuj
Kujawsko-pomorskie

Czym jest drop-out? "To kosztuje podatnika, uczelnie, każdego z nas"

4 min. czytania
27.09.2025 07:00

40 procent studentów w Polsce rezygnuje z nauki. - Niestety drop-out jest widoczny już w pierwszym semestrze. Studenci po prostu nie docierają do pierwszej sesji - słyszymy od władz Politechniki Bydgoskiej. Zjawisko jest poważnym problemem dla uczelni, które szukają sposobów, jak mu zapobiegać.

Wielu studentów rezygnuje już w pierwszym semestrze
Wielu studentów rezygnuje już w pierwszym semestrze
fot. SZYMON BLIK/REPORTER

W Polsce studiuje ponad 1,27 mln osób. Jak wynika z danych resortu nauki, w roku akademickim 2024/2025 na I roku studiów pierwszego stopnia i jednolitych studiów magisterskich było około 357 tys. osób. Aż 40 procent z nich porzuciło jednak naukę. Drop-out jest problemem, z którym mierzą się wszystkie uczelnie w Polsce.

Z badań przeprowadzonych przez Politechnikę Bydgoską wynika, że rezygnuje między 30 a 40 procent studentów. - Niestety drop-out jest widoczny już w pierwszym semestrze. Studenci po prostu nie docierają do pierwszej sesji - tłumaczy prorektor prof. Małgorzata Gotowska. - Studia wymagają innej organizacji. Nie każdy potrafi narzucić sobie taką systematyczność w pracy, przychodzi trudność w nowym otoczeniu oraz generalnie nowa forma uczenia się. Młodzi bardzo szybko podejmują decyzję o zakończeniu nauki - dodaje.

Studia techniczne okazują się też po prostu za trudne, bo kandydaci nie zawsze mają rzetelną wiedzę o programie konkretnego kierunku. - Największy odpływ jest na najtrudniejszych kierunkach, jak budownictwo, informatyka stosowana, finanse i rachunkowość, inżynieria środowiska, mechanika i budowa maszyn, mechatronika - wymienia prof. Gotowska. I dodaje, że zjawisko częściej dotyczy studiów stacjonarnych (tzw. dziennych) niż niestacjonarnych (zaocznych), za które trzeba płacić.

Zetki łatwo się poddają

Bywa też tak, że kandydaci decydują się na konkretny kierunek pod wpływem presji otoczenia. Rodzice - lekarze, prawnicy czy architekci - chcą, by dziecko poszło w ich ślady. - W kontekście drop-out będziemy mówić o sytuacji, w której ktoś jest nakłaniany do podjęcia studiów na kierunku, który nie będzie mu pasował. Prawdopodobieństwo, że w jakimś momencie będzie próbował z nich zrezygnować po prostu rośnie - zauważa psycholog Karolina Głogowska, adiunkt w katedrze psychologii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.

Do tego dochodzą czynniki natury psychicznej. - Są osoby, które mają wysoki poziom lęku czy neuroróżnorodność, co może powodować, że odnalezienie się w nowych realiach może być utrudnione - dodaje Głogowska. - Dużym wyzwaniem jest też poczucie przynależności i to, na ile studenci są w stanie odnaleźć się w grupach, nawiązać relacje, przyjaźnie i poczuć się dobrze wśród ludzi z którymi mają na co dzień funkcjonować. Im lepiej uda się nawiązać relacje, tym większe jest prawdopodobieństwo, że zostaną - uważa nasza rozmówczyni.

Zetki są elastyczne, ale też bardziej wrażliwe. - Obecni studenci to też jest nowe pokolenie, nazywane też często przez psychologów płatkami śniegu. Mamy do czynienia z bardzo delikatnymi młodymi ludźmi, którzy niestety poddają się przy najmniejszej przeszkodzie, w związku z tym podejmują też decyzje o porzuceniu studiów - potwierdza prof. Gotowska.

Zamiast studiów – dobrze płatna praca

W Polsce zaszła też duża zmiana postrzegania edukacji wyższej na rynku pracy. Jeszcze kilkanaście lat temu dyplom uczelni był postrzegany jako przepustka do stabilnej kariery. Dziś coraz więcej pracodawców zwraca uwagę przede wszystkim na doświadczenie zawodowe i kompetencje praktyczne. To sprawia, że część studentów, zwłaszcza na kierunkach informatycznych czy technicznych, rezygnuje z nauki, gdy tylko pojawi się atrakcyjna oferta pracy.

- My z jednej strony się z tego cieszymy, bo to znaczy, że nasza edukacja budzi duże zainteresowanie wśród pracodawców. Ale to też powoduje, że wielu studentów ma wtedy dylemat, co zrobić dalej? Mają dobrą pracę, muszą się jej poświęcić i wtedy często podejmują decyzję, że albo przenoszą się na studia niestacjonarne, albo rezygnują - tłumaczy prof. Gotowska.

Pomoc psychologiczna

Drop-out jest dużym problemem dla uczelni, więc te szukają sposobów na jego zminimalizowanie. Uniwersytet Kazimierza Wielkiego wystartuje w październiku ze specjalnym programem. Projekt finansowany jest przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. - Drop-out to jest istotne obciążenie dla studentów oraz ich najbliższych, bo często wiąże się z poczuciem straconego czasu, nieefektywnie włożonego wysiłku i energii - tłumaczy kierownik projektu Krzysztof Chmielewski z Katedry Badania Gier i Kultury Cyfrowej. - To kosztuje podatnika, uczelnie, każdego z nas - dodaje.

Jak tłumaczy, potrzebne są działania na wielu płaszczyznach. - Po pierwsze związane z tym, żeby ułatwiać i wzmacniać łączenie studentów w społeczności i wspólnoty. Po drugie - chodzi o tworzenie kultury studenckiej czy inicjatyw oddolnych. Gros studentów nawiąże do końca studiów mniej znajomości i przyjaźni, niż jeszcze kilkanaście lat temu - dodaje. Ważne jest też uelastycznienie nauki, przeniesienie części zajęć na platformę cyfrową, czy zwiększenie liczby zajęć praktycznych.

Politechnika Bydgoska, choć do programu nie przystąpiła, to też ma swoje pomysły na wsparcie studentów. Uczelnia wprowadziła m.in. zmiany w organizacji studiów. - Trudniejsze przedmioty przesunęliśmy na drugi, trzeci rok, by młodzieży nie zniechęcić - wyjaśnia prorektor.

Ważna jest też pomoc specjalistów. - Oferujemy pomoc psychologiczną. Rzeczywiście najwięcej korzysta z niej studentów pierwszego roku. Pani psycholog ma dyżury praktycznie codziennie. Pod stałą opieką jest od 50 do 100 studentów - wylicza prof. Gotowska.