,
Obserwuj
Kujawsko-pomorskie

Głodówka w Inowrocławskich Kopalniach Soli "Solino". "To jest wyścig z czasem"

3 min. czytania
18.03.2026 10:28

W Inowrocławskich Kopalniach Soli "Solino" S.A. od niedzieli trwa protest głodowy. Czterech pracowników, wspieranych przez NSZZ "Solidarność", skierowało list do premiera z postulatami. - Od wielu lat alarmujemy, że jest niszczony cały system energetyczny na Kujawach. To rząd jest odpowiedzialny za energetyczne bezpieczeństwo Polaków - podkreślają związkowcy.

Jerzy Gawęda i Iwona Stachel-Góra
Jerzy Gawęda i Iwona Stachel-Góra
fot. Agnieszka Wynarska

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czym zajmuje się zakład?
  • Dlaczego pracownicy zdecydowali się na głodówkę? 
  • Jak na protest zareagował Orlen - właściciel zakładu?

Sytuacja w Inowrocławskich Kopalniach Soli "Solino" S.A to coś więcej, niż tylko lokalny konflikt w jednym z zakładów należących do Grupy Orlen. Podziemne kawerny, czyli gigantyczne przestrzenie (rodzaje sztucznych jaskiń), które powstają w wyniku eksploatacji złóż soli, pełnią rolę strategicznego magazynu ropy i paliw, stanowiąc fundament rezerw państwowych.

Związkowcy alarmują, że techniczna kondycja zakładu "Solino" drastycznie się pogarsza, nie ma dialogu z zarządem, a problemy narastają od dłuższego czasu. - Od wielu lat alarmujemy, że jest niestety niszczony cały system energetyczny na Kujawach, odpowiedzialny za bezpieczeństwo energetyczne po stronie podziemnego magazynowania - informuje Jerzy Gawęda, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność", reprezentujący czterech głodujących kolegów. Sam także od niedzieli nie je.

Czwarty protest głodowy

To już czwarty protest głodowy w ”Solino” na przestrzeni ostatnich 20 lat - podobne akcje miały miejsce w 2002, 2011 i 2016 roku. Każda z nich wybuchała na tle obaw o przyszłość wydobycia i niezależność kopalni. - Absolutnie dementujemy informacje, jakoby był to protest dotyczący wynagrodzeń czy podwyżek - podkreśla Iwona Stachel-Góra, wiceprzewodnicząca Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność przy "Solino" S.A. - Biuro prasowe PKN Orlen próbuje manipulować faktami. To jest bardzo przykre, bo postulaty są jasno sformułowane - dodaje rozgoryczona.

Protestujący pracownicy sprzeciwiają się osłabianiu krajowego kompleksu sodowo-solnego oraz brakowi działań państwa w zakresie bezpieczeństwa energetycznego i przemysłowego. Chcą stworzenia rządowego programu zagospodarowania nowych złóż soli na Kujawach oraz budowy warzelni soli. - Jeżeli spółka upadnie, na tym terenie nie będziemy mogli już prowadzić działalności górniczej ani budować nowych magazynów, a mamy trzy duże wysady do zagospodarowania - tłumaczy Gawęda. - To nie chodzi tylko o węglowodory i paliwa, ale również o przyszłe magazyny na wodór czy CO2. Potencjał jest tak duży, że moglibyśmy zabezpieczyć nie tylko Polskę, ale zbudować system magazynowy w tej części Europy, łącząc go chociażby z Rumunią - dodaje.

Orlen: tylko jeden związek protestuje

Biuro prasowe Orlenu poinformowało na platformie X, że protestuje 4 spośród blisko 250 pracowników spółki, a protestujący pracownicy są zrzeszeni w jednym z pięciu związków działających w Solinie. "Pozostałe 4 związki reprezentujące ponad 80 proc. załogi podpisały porozumienie z zarządem” - przekazał Orlen, podkreślając że oddział Produkcji Soli Solino pracuje zgodnie z planem.

Orlen argumentuje, że procesy inwestycyjne są realizowane zgodnie z zatwierdzonym harmonogramem biznesowym, a postawa "Solidarności" jest postrzegana przez pozostałe związki jako nieuzasadniona eskalacja, która uderza w wizerunek firmy.

Głodujący piszą do premiera

Związkowcy skierowali list bezpośrednio do premiera Donalda Tuska, wskazując, że bez pilnej strategii dla kompleksu energetycznego na Kujawach, regionowi grozi degradacja.

- To jest wyścig z czasem. Skończyły się złoża, a za kilka lat w ogóle nie będzie można podawać solanki. Pamiętajmy, że budowa nowej kopalni od zera trwa dzisiaj od 17 do 20 lat - wylicza Gawęda. - Domagamy się budowy warzelni, która powinna być elementem infrastruktury krytycznej, aby zwiększyć pobór solanki i wyrównać straty po likwidacji zakładu w Janikowie. Chcemy też wyjaśnień, co się stało z rynkiem sodowym i czy właściciele na bieżąco informowali państwo o stanie bezpieczeństwa energetycznego. Nie możemy zgodzić się na to, żeby likwidowano cały kompleks, który jest idealnym, bezpiecznym i ekologicznym układem magazynowania paliw na głębokości 400 metrów - dodaje.

Obawy pracowników potęguje brak przejrzystości w planach zatrudnienia. Choć Orlen uspokaja, że sytuacja jest stabilna, strona społeczna mówi o murze milczenia, na który natrafia przy każdej próbie uzyskania konkretnych informacji o przyszłości kopalni. - W tej chwili nie wiemy, jaki jest realny stan zatrudnienia i co jest planowane, ponieważ pracodawca nie chce pokazać żadnych planów dotyczących redukcji etatów czy restrukturyzacji - rozkłada ręce Stachel-Góra.

Pracownicy boją się, że podzielą los zakładów sodowych w pobliskim Janikowie - w ubiegłym roku pracę straciło tam niemal 300 osób. Protestujący czekają na reakcję rządu. Na razie jednak nikt do protestujących nie przyjechał - ani premier, ani wojewoda kujawsko-pomorski, jako jego przedstawiciel w terenie.

Głodujących odwiedzają jedynie ratownicy medyczni. - W tej chwili jeszcze ich stan jest dobry. Pomoc medyczna przyjeżdża, kontroluje stan zdrowia pracowników, aczkolwiek wiadomo, że z dnia na dzień stan będzie się pogarszał - podsumowuje nasza rozmówczyni.

1000038332 (1)
fot.

źródło: TOK FM