,
Obserwuj
Kujawsko-pomorskie

Boją się systemu kaucyjnego. "Mieszkańcy mogą stracić nawet trzykrotnie"

3 min. czytania
20.09.2025 07:00

W teorii nowy system ma przynieść same korzyści. W praktyce - pojawiają się liczne obawy, zwłaszcza ze strony samorządów, które będą musiały zmierzyć się z konsekwencjami wprowadzenia tego rozwiązania.

System kaucyjny zacznie działać 1 października
System kaucyjny zacznie działać 1 października
fot. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie obawy w związku z wejściem w życie systemu mają samorządowcy?
  • Ile mogą wynieść kary za niespełnianie norm?
  • Dlaczego mieszkańcy mogą stracić na wprowadzeniu systemu nawet trzykrotnie?

Od 1 października zacznie działać system kaucyjny, obejmujący butelki plastikowe do trzech litrów, puszki aluminiowe do jednego litra oraz szklane butelki wielokrotnego użytku. Jego celem jest zwiększenie poziomu recyklingu i ograniczenie ilości odpadów w przestrzeni publicznej. W teorii ma to przynieść same korzyści - czystsze ulice, wyższy poziom odzysku surowców i zmniejszenie ilości śmieci trafiających na wysypiska.

Jednak w praktyce pojawiają się liczne obawy, zwłaszcza ze strony samorządów, które będą musiały zmierzyć się z konsekwencjami wprowadzenia tego rozwiązania. - Zrobimy kampanię edukacyjną o tym, jak ma wejść system kaucyjny w życie, jakie będą zasady itd., natomiast obawiam się powtórki z tekstyliów. Na początku roku tłumaczyliśmy, czego i gdzie nie można wyrzucać, a nie mamy infrastruktury i został tylko problem. Boję się, że z systemem kaucyjnym też tak będzie - nie ukrywa dyrektorka Wydziału Gospodarki Odpadami Urzędu Miasta Bydgoszczy, Klaudia Subutkiewicz. - Budujemy dach zamiast fundamentów i całego domu - dodaje obrazowo.

Gminy stracą na systemie kaucyjnym?

Największym problemem dla samorządów jest ryzyko utraty dochodów z obecnego systemu gospodarowania odpadami. Dziś butelki i puszki, które trafią do gminnych pojemników, stanowią wartościową frakcję surowców sprzedawanych później recyklerom. Jeśli zostaną wyjęte z tego strumienia i przejęte przez system kaucyjny, gminy mogą stracić znaczną część przychodów.

- Gminom te surowce odejdą ze statystyk, czyli wyliczania poziomu recyklingu, który jest wymagany przez Unię Europejską - ostrzega Piotr Odorczuk z Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania w Krakowie. - Na ten rok jest to ustalone na poziomie 50 procent. Kraków spełniał poziom w ubiegłym roku, zobaczymy, jak będzie w tym. Od października mamy bowiem niewiadomą, czyli ten system kaucyjny. Nie wiemy, jak dużo surowców nam odejdzie - dodaje.

Niepokój budzi też brak jasnych zasad współpracy między operatorem systemu kaucyjnego a gminami. Samorządy domagają się wyjaśnienia, czy będą miały dostęp do danych o ilości zebranych opakowań. Subutkiewicz ostrzega też, że bez wprowadzenia z systemem kaucyjnym jednoczesnego systemu rozszerzonej odpowiedzialności producentów (ROP), mieszkańcy mogą stracić nawet trzykrotnie.

- Mieszkaniec zakupi produkt, który jest kaucjonowany i jeśli - z różnych powodów - nie wrzuci go do butelkomatu, to straci kaucję. Dalej - jeśli gminom odejdzie strumień odpadów, to prawdopodobnie wzrośnie też opłata za wywóz śmieci - tłumaczy Subutkiewicz. - I po trzecie, jeżeli miasto czy gmina nie osiągnie wymaganego poziomu recyklingu, to dostanie od kilku tysięcy do kilku milionów złotych kary, co też musi być pokryte z budżetu miasta, a więc zapłacą za to wszyscy mieszkańcy - rozkłada ręce urzędniczka.

Małe, wiejskie gminy boją się wysokich kar

Podobne obawy są w małych samorządach, gdzie często wprowadzenie systemu kaucyjnego generalnie jest w powijakach. 12-tysięczna wiejska gmina Dobrcz niedaleko Bydgoszczy nie ma jeszcze wyznaczonego ani jednego punktu przyjmowania butelek i puszek. - Na terenie naszej gminy musi być co najmniej jeden taki punkt. Do dnia dzisiejszego nie wiemy, gdzie będzie zlokalizowany, czekamy na informację od operatora - mówi wójt Rafał Modlisz. - Jak dowiemy się gdzie będzie, to zorganizujemy kampanię edukacyjną poprzez nasze sołectwa, szkoły, media społecznościowe - dodaje.

Nasz rozmówca ma podobne obawy, jak jego koledzy - samorządowcy z dużych miast. - Cele segregacji musimy spełniać, a jak się nie wyrobimy, to wchodzą kary. Dla tak małych samorządów to może być znaczne obciążenie budżetu, co też spowoduje podniesienie kosztów dla mieszkańców - nie ukrywa wójt. - Teraz płacą 40 złotych od osoby za wywóz śmieci posegregowanych. Czekamy na otwarcie ofert na przyszły rok. Pewnie będzie drożej - prognozuje.

Kolejną wątpliwością jest to, że system został zaprojektowany przede wszystkim z myślą o dużych sieciach handlowych, które zainwestują w automaty do zwrotu opakowań. W efekcie mieszkańcy mniejszych miejscowości, którzy będą chcieli odzyskać kaucję, mogą mieć znacznie trudniejszy dostęp do systemu, co podważy jego powszechność i efektywność. - W naszej gminie mamy małe sklepiki rodzinne, które są bardzo chętnie odwiedzane, bo często są otwarte, kiedy wszystkie inne są już zamknięte. Myślę jednak, że to jest za mała skala, by takie rzeczy tam powstawały - tłumaczy Modlisz.

System kaucyjny w Polsce ma potencjał, by stać się ważnym krokiem w ochronie środowiska. Jednak sukces będzie zależeć od tego, czy uda się włączyć w jego funkcjonowanie samorządy, zapewnić równy dostęp dla mieszkańców niezależnie od miejsca zamieszkania oraz uniknąć chaosu organizacyjnego.

Źródło: TOK FM