"Szpitale mogą tego nie udźwignąć". Na czym chce oszczędzać resort zdrowia?
Oszczędzanie na pacjentach byłoby szkodliwe dla ich zdrowia i życia - ostrzegają dyrektorzy szpitali w kujawsko-pomorskim. Ministerstwo Zdrowia szuka oszczędności by - choć częściowo - zasypać ogromną dziurę budżetową w NFZ. Cięcia miałyby dotyczyć m.in. poradni specjalistycznych, refundacji leków dla dzieci i seniorów czy wynagrodzeń w ochronie zdrowia.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie mogą być skutki proponowanych przez Ministerstwo Zdrowia cięć?
- Do jakich zabiegów i badań może zostać ograniczony dostęp?
- Co jest największym obciążeniem dla budżetów placówek?
Dyrektorzy szpitali z województwa kujawsko-pomorskiego z niepokojem patrzą na propozycje Ministerstwa Zdrowia dotyczące planowanych oszczędności. 4,9 mld zł miałoby przynieść wprowadzenie od 1 stycznia 2026 r. limitów na świadczenia w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, z wyłączeniem świadczeń pierwszorazowych i zabiegowych, zabiegu usunięcia zaćmy i badań obrazowych. Limity w diagnostyce (tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny) pozwoliłyby zaoszczędzić blisko 1,3 mld zł.
Ograniczenia środków utrudnią leczenie
Lekarze przekonują, że ograniczenia finansowe utrudnią dostęp do leczenia. - Kolejki na konsultacje specjalistyczne niejednokrotnie wynoszą rok czy nawet dwa lata - w zależności od specjalisty. Jakiekolwiek sugerowane oszczędzanie na pacjentach na pewno byłoby szkodliwe dla ich zdrowia i życia - uważa Agnieszka Witulska-Alagöz, prezes Szpitala Powiatowego Sp. z o.o. w Chełmży w powiecie toruńskim, a także lekarz pediatra.
Przy lecznicy w Chełmży działa 11 poradni specjalistycznych, z których korzystają pacjenci z całej okolicy. - Każda diagnostyka jest dopełnieniem konsultacji lekarskiej, jest istotną informacją, która jest niezbędna w procesie leczenia. Ograniczenie czy to badań obrazowych - tomografii, rezonansu - czy nawet konsultacji specjalistycznej, zdecydowanie utrudni leczenie. Poza tym będzie negatywnie wpływać na ten proces i może pogłębiać problemy zdrowotne - podkreśla nasza rozmówczyni.
"To są absurdy naszej rzeczywistości"
Ministerstwo Zdrowia proponuje też zmiany dotyczące finansowania koordynatora w POZ, taryfikacji świadczeń w kardiologii, chirurgii kręgosłupa, okulistyki, teleradioterapii, elektrofizjologii - łącznie Narodowy Fundusz Zdrowia wydałby na nie mniej o 1,8 mld zł. Zdaniem dyrektorów szpitali konieczna jest nowa, kompleksowa wycena wszystkich świadczeń.
- Nam nawet nie chodzi o to, żeby z dnia na dzień podnieść wycenę świadczeń, bo to oczywiście będzie kosztowało - tłumaczy dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 w Bydgoszczy Jacek Kryś. - Nam chodzi o to, aby wyeliminować takie oto dysproporcje, że jedna klinika, o jednej specjalności, przynosi 10 milionów zysku w szpitalu, a inna klinika, która przyjmuje czasami większą liczbę pacjentów - internistyczna czy chirurgii ogólnej - przynosi wielomilionowe straty. To są po prostu absurdy naszej dzisiejszej rzeczywistości - denerwuje się nasz rozmówca.
Dyrektor bydgoskiego szpitala od wielu lat informuje o problemie Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. - Mamy bardzo dobrze funkcjonujący system informatyczny. Przekazujemy dane odnośnie naszych kosztów. Liczyłem na to, że jakoś to wpłynie na lepszą wycenę chociażby w naszym ośrodku, albo przynajmniej na likwidację tych absurdalnych różnic, ale na dzień dzisiejszy nadal one są - rozkłada bezradnie ręce.
Koszty pracy powyżej 60 procent budżetu
Kolejnym problemem są wynagrodzenia personelu medycznego. Dyrektorzy szpitali oczekują od Ministerstwa Zdrowia konkretów, bo koszty pracy pochłaniają coraz więcej pieniędzy. W Szpitalu Uniwersyteckim nr 1 w Bydgoszczy wynoszą już 61 procent budżetu. - To jest efekt podniesionych minimalnych wynagrodzeń personelu. Tylko kłopot polega na tym, że w kółko mówimy o minimalnych wynagrodzeniach, a w dobie deficytu kadr, niestety mamy - szczególnie w obrębie pracowników kontraktowych - negocjacje, które są po prostu trudne - uważa Kryś. - Pracownicy nie mają kominówek, a chyba w niektórych zakresach by się przydały. Niestety prawo pozwala na to, żeby dyrektor szpitala w swoim gabinecie podejmował daleko idące decyzje biznesowe, które niejednokrotnie przekraczają możliwości jednostki. I co więcej, będzie tego bronił, bo nie ma kogo zatrudnić - dodaje nasz rozmówca.
Koszty pracy przygniatają też lecznice powiatowe. - W mniejszych szpitalach są jednymi z największych kosztów, jakie ponosimy na bieżąco. Coroczne podwyżki wynagrodzeń to są kluczowe czynniki, które przyczyniają się do trudnej sytuacji - uważa Witulska-Alagöz.
Nasza rozmówczyni obawia się, co przyniesie 2026 rok. - Szpitale muszą się zadłużać, by utrzymać ciągłość opieki medycznej dla pacjentów na odpowiednim poziomie. Także każde cięcia w planowanym budżecie na przyszły rok na pewno wpłyną negatywnie na wszystkie lecznice w kraju, a szpitale powiatowe mogą tego nie udźwignąć - podsumowuje.
źródło: TOK FM