Tą sprawą żyło całe miasto. Bydgoszcz zamierza walczyć o milionowe odszkodowanie
Tą sprawą żyło całe miasto. W styczniu 2021 roku siedmioletni wówczas most Uniwersytecki został zamknięty dla ruchu z powodu wykrycia poważnej usterki, polegającej na odkształceniu elementów mocujących wanty do płyty mostu. Kierowcy musieli jeździć objazdami, co powodowało ogromne utrudnienia i korki. Zdaniem bydgoskich urzędników, powołujących się na ekspertyzy inżynierów, gdyby ruch samochodowy nie został wstrzymany, to na przeprawie przez Brdę mogło dojść do katastrofy budowlanej.
Czy firma popełniła błąd?
Urzędnicy przekonują, że błąd przy projektowaniu mostu Uniwersyteckiego miała popełnić firma Transprojekt z Gdańska - znana w kraju, z kilkudziesięcioletnią tradycją. Zatrudnieni w niej inżynierowie projektują m.in. autostrady, mosty, linie kolejowe, tramwajowe, lotniska, linie energetyczne i gazociągi.
Ekspertyzę dotyczącą uszkodzeń na moście przygotowywał m.in. prof. Krzysztof Żółtowski z Politechniki Gdańskiej. - Ten most zawaliłby się w ciągu 5-10 lat - mówił podczas jednej z sesji Rady Miasta Bydgoszczy. - Pomiar siły w wancie wykazał, że wanta miała zapas tylko 10 procent wytrzymałości. Potem by się zerwała. Zakładając, że nasze obliczenia mają około 5 procent błędu, w pesymistycznym wariancie ten zapas wynosi więc 5 procent. Ten wynik absolutnie przekracza możliwość eksploatowania mostu - tłumaczył radnym profesor.
Bydgoska komunikacja w tarapatach. Czy znowu będzie strajk?
Bydgoszcz idzie do sądu
Sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa w Gdańsku, która - w toku śledztwa - co prawda potwierdziła nieumyślne błędy projektowe, ale z - powodu przedawnienia - sprawę umorzyła. Miasto jednak nie odpuściło i pozwało - z powództwa cywilnego - gdańską firmę o zadośćuczynienie. Po trzech latach sprawa w końcu stanie na wokandzie.
Drogowcy wycenili straty na 10,5 miliona złotych. To koszty za naprawę mostu, które Bydgoszcz pokryła z własnego budżetu. - Ważne jest to, że miasto poniosło nie tylko stratę wynikającą z naprawy, ale też stratę, która jest niewyceniana. Chodzi o trudności, które przez cały rok, kiedy naprawialiśmy most, musieli przezwyciężać mieszkańcy - tłumaczy dyrektor Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej Wojciech Nalazek. - Z tego powodu zdecydowanie odrzuciliśmy jakiekolwiek mediacje i weszliśmy w spór na drodze sądowej. Trudno powiedzieć, ile ta sprawa potrwa i czym się zakończy. To sąd zadecyduje o jej dalszym losie - dodaje nasz rozmówca.
Pierwsza rozprawa odbędzie się w 13 listopada.